Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ
wtorek, 21 listopada 2017

Ponieważ nogi się dziś pode mną nie tylko ugięły, ale przez moment wręcz zniknęły całkiem, a mnie pozostawiły w formie pulsującej plamy ma drewnianej podłodze pod salą 300 gdzieś w biurowcu na Dolnym Mokotowie, daruję Wam budowanie napięcia i wprost napiszę cytując ikonki: spoko, wyluzujcie! A teraz fakty.

W trakcie bardzo-ważnego-zebrania w pracy odebrałem telefon. Starsza ikonka Hanutkiem zwana była mocno podekscytowana. Opisuje, jak to wróciła z ćwiczeń do domu: - Tata i wyobraź sobie, że czekała pod blokiem karetka. Ta sama, co wtedy mnie zabrała, pamiętasz? I ten pan z karetki mówił, że się przestraszył, jak zobaczył adres, że znów o mnie chodzi. Bo on mnie wiózł, wiesz?
Dziecko kochane, co ty wygadujesz, jaka karetka, jaki pan, gdzie cię wiózł?!? Te kilka sekund, które minęło, nim wytłumaczyła, że tym razem pogotowie przyjechało do kogoś innego, dosłownie cztery numery mieszkań obok, to z pewnością trwały dłużej niż przerwane tuż za drzwiami spotkanie w robocie. Na tym nie koniec. Dziecko kontynuuje: Pan mnie poznał, ale na szczęście nie o mnie chodziło. Ja za to Pana nie pamiętałam, bo jak pamiętasz ja wtedy nic nie widziałam.

Pamiętam. Byłem w pracy w sobotę, samochód zostawiłem w warsztacie, miałem po niego przyjechać po dyżurze. Wymiotowała. Potem zadzwoniła, że już lepiej. A potem już tylko płakała, kiedy złapała oczopląs i przestała widzieć. Rzucało jej ciałkiem non-stop. Odpłynęła, choć całkiem przytomności nie straciła. Gdy dotarłem do Centrum Zdrowia Dziecka zobaczyłem ją już przyjętą na oddział onkologii, kiepsko kontaktującą, szarą na twarzy, z rurką w buzi, a może nosku. Dopiero kilka godzin, a może kilka dni po tym wszystkim okazało się, że jej główka była wydrenowana, paradoksalnie za dobrze działał wszczepiony kilka miesięcy temu sprzęt. Po wielu operacjach udało się lekarzom opanować "skomplikowaną hydraulikę" - tak, aby w główce płynu było dość, ale by jednocześnie nie zbierał się wokół jej kręgosłupa. Tak wtedy wyglądała, widzicie te zmęczone oczy?:

IMG_20170109_122052_02711
To było już 11 miesięcy temu
, na samym początku roku. Potem były jeszcze 4 bardzo trudne miesiące i przełom - wyjście ze szpitala pod koniec maja, po którym minął ból, minęły nudności.Wstrząsającą relację z tego przyjazdu karetki dostałem od ikonki młodszej, Majtkiem zwanej, która płakała w swoim pokoju z widokiem na parking, bała się o Hanię, powtarzała "tatuś, tatuś" i opisywała jak jej siostra jest niesiona w kocu i przenoszona na nosze. Strasznie mi było smutno, to jedno z najgorszych moich wspomnień ostatnich lat. Potem zabrała ją rodzina, chyba do kina, żeby jak najszybciej zapomniała, wyrzuciła z pamięci. Hania w tym czasie już wracała do siebie. Wieczorem dyrygowała już mną w szpitalu. Tak to wtedy opisywałem ["Nie to miała na myśli, chcąc zobaczyć karetkę"]

Zaklinam, by się nie powtórzyło. Serdecznie Pana z karetki pozdrawiając, mam nadzieję, że pozostanie Pan (nie)znajomym. Dziś Hania wygląda tak:

DSC_0086

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Po wahaniu zdecydowałem się w tym miejscu pokazać również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód: Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z naszych pieniędzy przed ich wydaniem. A rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Sam ten proces też trwa długo - nawet 10 tygodni.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Wg. najnowszego orzecznictwa taka zbiórka w internecie nie jest zbiórką publiczną, więc nie wymaga ode mnie posiadania pozwoleń.

Bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani. Właśnie jest księgowana. Zawsze towarzyszy temu ogromna ulga i wdzięczność.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

21:46, bartosz.raj , Poważnie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 listopada 2017

Tak się ostatnio składa dla mnie miło, że dziecko starsze, Hanutkiem zwane, wyrywa z domu jednego do drugiego przez ojca zamieszkałego nader często i chętnie. Są ku temu powody. Kiedy są siostry razem, to się lubią, więc się czubią. Dodatkowo każda uwaga, każdego, w każdej minucie dnia jest rozdzielona na dwie. Noc należy do Hani, która średnio 8-10 razy w ciągu tych 10 godzin prosi o obrócenie, kiedy Maja śpi. Ale jeden powód jest najważniejszy - kiedy sama z ojcem jest ten skacze wokół niej jak wiewiórka na widok orzeszka. Wszystko ma na jedno skinienie. I wykorzystuje to z wdziękiem nastolatki. Taka córunia tatunia.

Nie, to nie jest tak, że woli być tu, bo tu nie ma obowiązków. Ale gdy przyjeżdża sama, to inaczej to wygląda. Wszystko jest zaplanowane pod nią. I spanie, i oglądanie, spacery, obiady i nauka też. Nawiasem pisząc - łosoś nie wypada z mody. Majtek też korzysta, podobnie skupiając na sobie cała uwagę jednostki dorosłej. A po tylu miesiącach już bez większych problemów i bez - co najważniejsze - długich pobytów w przybytkach szpitalnych, nie wiem ile dni musiałoby być na rozłące, żeby za sobą zatęskniły. Więc korzystają na wyłączności.

Dla mnie to też świetna okazja, żeby dostrzec jak blisko pada gruszka od jabłoni. Nie łapię tych wszystkich bzdur w telewizji młodzieżowej, ani programów w stylu "Nasz nowy dom", "Drzewo marzeń" czy jak one tam mają na tytuły, za to cieszy mnie niezmiernie, że zwierzątka wszelakie są najważniejsze. Nie wiem kiedy role się odwróciły i to już nie ja znoszę do domu psy, koty, rybki i inne ptaki z chomikami. Ostatnio męczy mnie dziecko starsze o myszkę. Po tym jak latem chomik wybrał wolność przez okno klatka na gryzonie stoi pusta i jakimś dziwnym trafem się przypomniało. Negocjuję. Druga ikonka młodsza domaga się niezmiennie papugi. Sam miałem faliste i do dziś pamiętam, że pierwsze dwie to był zielony Maciuś i żółta Basia. Na razie się bronię.

Przed akwariami bronić się nie umiem, bo najchętniej sam bym postawił przy każdej ścianie domu. Ale jest tego więcej. Ostatnio nawet na odległość wymieniamy się wrażeniami z Master Chefa no i muzyka. W samochodzie leci od miesiąca non-stop to samo, więc dziewczyny wyjścia nie mają. A że nie za bardzo chcą wychodzić to też miłe. Co prawda Hanuta na swoich zajęciach ze śpiewu raczej naśladuje kobiece wyjce i jakiegoś Mrozu, ale już z tatą przechodzi na repertuar bardziej rockowy. Kradnie mi mojego deezera i zapodaje na komórce gdzie tylko jest. Jak mnie już kiedyś nie będzie nie mam wątpliwości, że jak usłyszy kawałek z takiego repertuaru to jej się przypomni jak wyliśmy razem w aucie i jak prosiła "Numer 2 jeszcze raz". No to jeszcze raz.

A poniżej dowód, że ta samotność im się czasem jednak nudzi. Zdjęcia z ranka, kiedy Hania wdrapała się do Majki na piętrowe łóżko.

IMG_20171118_175805_490

*********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Zdecydowałem w tym miejscu pokazać również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód: Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z naszych pieniędzy przed ich wydaniem. A rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot nawet kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.
Wg. najnowszego orzecznictwa taka zbiórka w internecie nie jest zbiórką publiczną, więc nie wymaga posiadania pozwoleń.

Bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani. Właśnie jest księgowana! Zawsze towarzyszy temu ogromna ulga i wdzięczność.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (to subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

21:48, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (4) »
czwartek, 09 listopada 2017

Strasznie to miłe uczucie jest, kiedy dzwoni telefon od dzieci i niemal na pewno wiesz, że to nic złego. Dziś na ten przykład dzwoniła dwa razy ikonka starsza. Pierwszy, żeby mi powiedzieć, że dostała tróję z matematyki. "Dostateczna ocena to też dobra ocena" - powiedziałem, pamiętając jak ze dwa dni temu była lekko rozczarowana po teście z angielskiego, na którym zgarnęła 4+. "Nooo, pani Ania sprawdziła test przy mnie i powiedziała, że trója. Razy dwa" - i w rechot. Niby się już nie nabieram na te numery, ale potem się okazuje, że się jednak nabrałem.
A potem zadzwoniła drugi raz powiedzieć, że ręce ma już takie sprawne, co sprawdziła z panem Wojtkiem na j. polskim, że może układać domek z kart. Z przejęciem tłumaczyła, że to trzeba mieć ręce, które się nie trzęsą jak tacie, bo inaczej runie, i że do niedawna jej się to nie udawało. Była tak rozentuzjazmowana, że zapomniałem zapytać, czemu na lekcji polskiego rżnie w karty.

A propos trzęsących się rąk taty i innych cech jego zewnętrznych, wczoraj zadzwoniła ikonka młodsza. Maja zapytała, ile mam wzrostu. Powiedziałem, że jak się przeciągnę to będzie ze 180 cm, ale normalnie, po śnie, to może być ze 2 cm mniej. Chichotała się, podziękowała i rozłączyła. Po 5 minutach kolejny telefon. "A jakie masz oczy?". Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że kolorem podobne do jej gałek, takie szaro-buro-niebieskie, choć w jej przypadku ta niebieskość dziecięca przeważa. Znów chichotała, dorzuciła, że to na religię i nim zdołałem dopytać co ma wzrost taty do nauki o bogu, przerwała połączenie. Na wszelki dorzuciłem jeszcze potem, że numer buta mam 44 a do wagi się nie przyznam, bo na szczęście nie znam.

20171027_202915
Te radości zwykłych rozmów
i oczekiwania na wspólny weekend, a już niedługo na wspólne 10 dni na urlopie, lekko zmącił dziś fakt, że znów byłem w szpitalu. Napisać, że miałem duszności a ręce latały mi jak podczas prowadzenia naszego starego diesla, to nic nie napisać. Choć rano mierzyłem ciśnienie, byłem niemal pewny, że przekraczając rozsuwane szklane drzwi Centrum Zdrowia Dziecka krew tłoczę zdecydowanie na czerwonych rejestrach, kwalifikujących mnie do szpitala, bynajmniej nie dziecięcego. I to wszystko przez zwykłą wizytę i to bez udziału mojej córki - po skierowanie i recepty. Odzwyczaiłem się chyba.

Hania będzie miała pod koniec listopada rezonans magnetyczny. Kontrola oczywiście z kontrastem, żeby po 3 miesiącach spokoju zerknąć, czy śmieć się nie poruszył i co tam cholernymi jamami wokół kręgosłupa, które tak spaskudziły pierwszą połową roku. Teraz (spluwam) nie boli, nie rzuca, nie paraliżuje. Jest tak „normalnie”, że czasem zapominam, że w sierpniu była przecież na usunięciu pręta podtrzymującego kręgosłup. Rok temu, równo, leżała w szpitalu. Facebook przez ostatnie dni przypomina mi zdjęcia, „które mamy nadzieję, że sprawią ci radość": Hania na izbie przyjęć, Hania śpiąca po operacji, Hania w szpitalnym kinie, szpitalnej świetlicy, szpitalnej auli na przedstawieniu „Kot w Butach”. Niemal całkowicie bez włosów, bez uśmiechu, z podkrążonymi oczętami. Zaczynało się właśnie chyba najgorsze 8 miesięcy w jej życiu.

To dlatego, choć telefony już o zawał nie przyprawiają, to ręce wciąż nie przestają się trząść.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Zdecydowałem w tym miejscu pokazać również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód: Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z naszych pieniędzy przed ich wydaniem. A rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot nawet kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.
Wg. najnowszego orzecznictwa taka zbiórka w internecie nie jest zbiórką publiczną, więc nie wymaga posiadania pozwoleń.

Bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani. Właśnie jest księgowana! Zawsze towarzyszy temu ogromna ulga i wdzięczność.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (to subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

17:51, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (1) »