Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ
piątek, 30 listopada 2007
Generalnie rzecz ujmując, to ja chciałem o dzieciach. O moim w ilości przeważającej, ale przecie nie tylko. Bo to drodzy państwo temat mnie absorbujący ostatnio bez wyjątku, przyprawiający równie często o histeryczny śmiech, co i o siwiznę postępującą nader gwałtownie, jak na 30-latka.

Debiutuję - jako bloger i jako tata. Ojciec. Głowa rodziny. Żywiciel aczkolwiek niejedyny. I tak siebie określiwszy, się wam przedstawiam: nazwisko Raj, cel w życiu - najistotniejszym osobom świata tego, najukochańszym ludziom pod słońcem jedynym, stworzyć kawałek ziemi z jabłonką i owocem, tyleż bez węża jakiegoś. Gada wypędzić, niech mój prywatny mały raj zostawi w spokoju.

Oczko w głowie, ikonka moja, blondyneczka po Najwspanialszej Mamie Globu (NMG) ma rok z haczykiem niewielkim. I teraz będzie o rzeczonej tej siwiźnie - do żłoba chodzi bowiem ta ikonka, żłoba mianowicie z podglądem interaktywnym przez kamery. Głupio pisać, że się na tym nie znam, ale widzę, jak moja H. je, śpi, bawi się i na szczęście rzadko ryczy z opóźnieniem jakimś 15 sekundowym (technika prawie doskonała).

I tak zagajając tych, co wpadną tu, czytną i raczą coś skrobnąć w odpowiedzi: mam z tym dwa gruntowne kłopoty. A) Ciąglę patrzę co robi H. i wymieniam się spostrzeżeniami z NMG (czasem zdarza się, że wyniki obserwacji tegoż samego podmiotu się różnią). B) Ciągle zazdroszczę. Zazdroszczę im straszliwie i powoli wkaraczam w etap niechęci wręcz. Tym paniom i jednemu panu co moją H. na rękach noszą, karmią i kupę przewijają. Doszło do tego, że patrzeć nie mogę, a do żłoba zawożę dziecko dwukrotnie dłuższą i korkami zapchaną drogą.

Czy ja jestem normalny?

Hania miesięcy prawie 14. Bujawka - szczyt szczęścia. Nauczyła się... w żłobie.


15:53, bartosz.raj
Link Komentarze (2) »