Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ

Familia

wtorek, 11 lipca 2017

Już od kilku dni są obie nad morzem. Oczywiście, że się martwię i cieszę zarazem. Mój zryty łeb z trudem blokuje myśli o tym, co będzie jak coś będzie. Niepokój jest w zasadzie trwały, w każdej minucie dnia i przez dużą część nocy. Nagle w pracy zaczynają mi się trząść ręce, nie wiem od czego, może za dużo kawy, a może z głodu, a może coś się wydarzyło na froncie zawodowym? Wtedy jak błysk pojawia się obraz cierpiącej Hani zaraz po opuszczeniu karetki, i ta potworna świadomość, że wtedy była 30 minut od Centrum Zdrowia Dziecka, a dziś jest aż 6 godzin.

Pomyślicie - idiota, debil, kretyn, jak tak można. Przecież tak nie wolno. Pewnie, zgoda, wolałbym nie myśleć o tym, ale poprzedni rok i 5 miesięcy tego dały nam - jej - tak w kość, że trudno przyzwyczaić się do stanu, kiedy od w zasadzie półtora miesiąca nie dzieje się nic niepokojącego.Staram się, żeby na wierzch przebiła się inna myśl, że ostatnie operacje - zastawki i jam w kręgosłupie, spowodowały, że takie gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia się nie powtórzy. Jeden telefon i rozmowa z Hanią, która cieszy się świeżym powietrzem, morzem, pogodą - jaka by tam nie była - swobodą i wakacjami, tym, że udało jej się wbrew wszystkiemu na te wakacje wyjechać poprawia nastrój, ręce się uspokajają, można zająć się pracą. Zazwyczaj starcza na 3 godziny.

IMG_20170709_183322_229
Cieszę się bardzo, że odpoczywają
- Majka surfuje na obozie, Hania też ma dzięki temu więcej swobody i skupionej uwagi tylko na niej. Cieszę się, że nic nie boli. Mam nadzieję, że ten stan potrwa tak długo, że i ja się zacznę cieszyć z tego, że ona ma spokój. Przepraszam, że dziś wpis z tak wieloma słowami o tym co ja, ale tak wyszło. Mam tak, kiedy tracę je z oczu na dłużej. Tęsknię.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Udostępniam w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód: Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z naszych pieniędzy przed ich wydaniem. A rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Sam ten proces też trwa długo - nawet 10 tygodni.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję. Bartek

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Z lekarzem jesteśmy umówieni, na wszelki. Mianowicie, jeśli coś zacznie boleć nie do wytrzymania, to mamy przyjechać i będzie przyspieszone sprawdzanie czy to jamy czy może pręty czy jeszcze coś innego. I to będzie sprawdzane, pod nieobecność lekarza, który najwięcej o prętach ma do powiedzenia, bo jedzie na urlop do 5 sierpnia, ale sprawę przekaże innemu. Ten inny będzie decydować, w razie co, co robić i jeśli to nie jamy, to jest decyzja co robić dalej.

Mianowicie po raz drugi już pojawiła się od lekarza nie zatrudnionego, ale przyjeżdżającego na kontrakt do CZD, specjalisty od kręgosłupa, informacja, że pręty należy już wyjąć. Że kręgosłup jest na tyle już skostniały, że powinien wytrzymać. Że wtedy skończą się bóle ciągnące i uwierające oraz strach przed ewentualnym pręta wyskoczeniem. Na razie, póki nie boli, a nie boli, uważać na pręty skryte już ledwie pod skórą i póki się trzymają, to trzymać je, bo zawsze lepiej, że tam są, niż jak ich nie będzie.

IMG_20170617_205014_975

Hania ma generalnie teraz dobre dni. W dobrej formie, mimo odstawienia już całkiem sterydów, które za poprawę formy też odpowiadały. Nawet staraliśmy się kilka razy wstawać, oczywiście z podparciem na moich rękach, ale po to, by poczuła ciężar na nogach i opisała, jak się czuje. Kilka razy się udało dobrze, czułem, że nie wisi mi na rękach, ale że się opiera na stopach. Raz zaczęła płakać, przestraszyłem się, że zrobiliśmy coś razem nie tak. Ale chodziło o pachy, że zaczęły szczypać, że podwieszona na moich rękach zrobiła sobie "pokrzywkę". Jest trochę cały czas podminowana, rozdygotana, histeryczna, ale coraz mniej i mam nadzieję, że wraz z odległością od sterydów i to będzie się poprawiać, te huśtawki nastrojów.

W tej chwili planujemy ostatni tydzień czerwca, co robić będziemy z dwoma ikonkami już po zakończeniu roku szkolnego. Potem jeszcze tydzień i wakacje nad morzem, oby się udało. I żebyśmy nie musieli lekarza z urlopu wcześniej ściągać.

IMG_20170618_134802_0221
**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Udostępniam w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód jest prozaiczny: Fundacja dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z naszych pieniędzy przed wydatkiem. A rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Sam ten proces też trwa długo - nawet 10 tygodni.

Na leki wydajemy blisko 1000 PLN miesięcznie, koszty dojazdu do szpitala. Czasem normalnie nie starcza.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję. Bartek

niedziela, 11 czerwca 2017

Kiedyś pisałem tutaj, że nie będę wklepywał informacji o chorobach. Tak, to było kilka lat temu i się diametralnie zmieniło. Teraz mam nową fobię niepisania, że jest dobrze, żeby zaraz nie musieć pisać, że jest źle. Nie, nie jestem przesądny, ale gdy zerkam wstecz na wpisy to mnie szlag czasem trafia, jak naiwnie do niektórych spraw (objawów) podchodziłem. 

Oszukać się jednak nie umiem. To są dobre dni. W piątek wreszcie udało nam się wszystkim trafić do zoo. Dziewczynkom bardzo się podobało, choć dla żadnej nie był to pierwszy raz. Słonie, hipcie, nosorożce, czarna pantera - wszystko fajnie. Ale najbardziej akwaria, z czego - nie powiem - byłem dumny. Wychowanie w hobby taty nie idzie w las. Ja co prawda byłem ciut zawiedziony - nie wystrojem baniaków, bo te są piękne, ale ich ilością. Kiedyś przed remontem było kilkadziesiąt małych akwariów, teraz z pięć, za to imponujących. No i nie było rekina, na którego zobaczenie obie się ekscytowały. Dostojnie latające raje z nawiązką ten brak jednak wynagrodziły. Nie tylko z racji nazwy dziewczynki rysowały je potem w domu, na ogrodzie, w cieple i nad pałaszowanym łososiem.

IMG_20170609_141631_508IMG_20170609_154450_688_1
A piszę to dlatego, że przed dwie godziny spacerowaliśmy
i nic się nie działo i nic tego nie zmąciło. Nic. W domu również - nic. Żaden ból, żadne drętwienie, żadne mrowienie i osłabienie. Jedynym zmartwieniem było jak upchnąć do samochodu wypełnioną helem papugę Majki i gdzie wracając zatrzymać się na frytki. Sobota, choć krótsza, bo ojciec musiał do pracy na jakiś mecz iść, też była idealna. Zwykłem nazywać takie dni dniami z formą olimpijską. Cieszy tym bardziej, że Hania niemal zeszła już ze sterydów. Mam ogromną nadzieję, wiarę, czy cokolwiek jeszcze potrzebne, że w tym roku uda jej się pojechać na wakacje nad może morze. Za trzy tygodnie.

W poniedziałek jadę do szpitala. Sam. Chcę porozmawiać z lekarzem "od prętów" i po raz kolejny wypełnić wniosek/zlecenie na nowy wózek dla Hani. O tym osobno, bo jest to cyrk, który jest doskonałym tłumaczeniem na to, dlaczego czasem ludzie mają dość papierkowego załatwiania w NFZ i rozliczeń z Fundacją. Trzeba mieć stalowe nerwy. I dużo czasu.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Udostępniam w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód jest prozaiczny: Fundacja dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z naszych pieniędzy przed wydatkiem. A rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Sam ten proces też trwa długo - nawet 10 tygodni.

Na leki wydajemy blisko 1000 PLN miesięcznie, koszty dojazdu do szpitala. Czasem normalnie nie starcza.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję. Bartek

16:27, bartosz.raj , Familia
Link Komentarze (4) »
czwartek, 09 lutego 2017

Do szpitala zadzwonił ksiądz. Prowadzący w szkole Mai i Hani lekcje religii. Nie wnikając głęboko, chodziło o to, że na spotkaniu z klasą ikonki młodszej, moja córka raczyła jako jedyna wypowiedzieć się, że nie podoba jej się karanie (ona miła napisać jedno zdanie 25 razy, ale inne dzieci dużo więcej tych zdań) za to, że nie wzięła na lekcję religii książki, tym bardziej, że nie wiedziała, że ma ją wziąć, bo nie było jej dzień wcześniej w szkole z powodu zamieszania i podróży do szpitala jej siostry Hani. Ksiądz poprosił o dzienniczek i zadzwonił. Rozmowy trwają, nie jest tak, że to tylko Maja ma krzywą minkę, kiedy w szkole ma religię, że tylko Mai przeszkadza sposób prowadzenia lekcji, ale ja muszę wypośrodkować uczucie dumy towarzyszące faktowi, że moja córka odważyła się grzecznie zwrócić na to uwagę, ze zwróceniem jej z kolei uwagi, żeby nadal robiła to tylko w formie grzecznej, i że trzeba ten problem rozwiązać, a nie eskalować, bo szczytem jest po prostu przepisanie Mai na etykę i indywidualne prowadzenie nauk kościoła.

hahjkahjka
W tym też samym dniu szpital,
w którym ponad tydzień już leży Hania (a tydzień wcześniej do niego przyjeżdżała na leczenie antybiotykiem) odwiedził biskup. Bo był dzień chorego. Były prezenty. Kiedyś mnie to prawie wzruszało, Hanię wręcz podniecało, że różni ludzie i instytucje wpadają do CZD i próbują umilić dzieciom pobyt w tym przybytku. Dziś oboje chyba jesteśmy już tym wszystkim wokół, tymi ciągłymi niespodziewanymi akcjami zmęczeni i nie cieszy jak dawniej nalot stewardes z linii lotniczych, ani kolejne piosenki  grupy klaunów. Hania czas kiedy nic jej nie przeszkadza, wykorzystuje na świetlicę i różne zajęcia szkolno-plastyczne tamże. Zgarnia kolejne oceny - m.in z matematyki, polskiego, przyrody, angielskiego, już na następny semestr. Bierze udział w konkursach. Dziś jej wychowawca ze szkoły powiedziała mi, że Hania kończy półrocze ze średnią ocen 5,2. W pierwszej klasowej piątce. Duma. A prezenty? Zawsze miło, ale nie cieszą już tak bardzo jak uradowałby powrót do domu lub choćby wiedza, co się dzieje i jak to wyleczyć. Zamiast radości jest smutek i złość.

Konkretniej - teraz akurat dlatego, że jutro będzie wymieniana igła w porcie. Bo już tkwi tam dwa tygodnie. Liczyła, że zrobi się to w trakcie operacyjnej narkozy, zabieg ma jednak zaplanowany na wtorek dopiero, no i nadal nie wiadomo, czy będzie. Trzymam kciuki, bo zoperowanie dolnych jam mogłoby pomóc. Plecy na dole (może od leżenia) już pobolewają, więc coś tam się dzieje/zmienia. Ale najpierw pilna jest odpowiedź, z jakiego powodu dwukrotnie Hania odpłynęła - w poprzednią środę na kwadrans, później na dłużej. Miała kłopoty z mową, porażenie części ciała i twarzy. Ognisko padaczkowe? Uraz głowy? Źle lub za dobrze działająca zastawka w główce? Tło nerwowe? Leki? Na razie nie wiemy. Rezonans głowy nie wykazał zmian, badanie EEG mózgu jest analizowane. Na razie dostała krew (choć jej wyniki nie były aż tak beznadziejne, żeby zmuszać do koncepcji, że to od tego), i codziennie "spożywa" dożylnie ponad litrowy wór jedzenia w płynie. Przytyła ok. 1 kg. Przyda się do operacji, bo wyniki krwi też już OK.
Oby ona była i oby wiedzieć, co jej dolega i jak to wyeliminować, skupić się na tym co najważniejsze, a nie na tym co temu towarzyszy.

1 % dla Hani
W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podaj: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny (to też subkonto Fundacji, nie prywatne):
BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

13:38, bartosz.raj , Familia
Link Komentarze (5) »
środa, 21 września 2016

Już chyba oficjalnie wabi się Buziak. O 6.30 uwielbia nie podawać łap do wycierania, zamiast tego rozdaje buziaki prosto w twarz, uniemożliwiając trzymającemu ręcznik wykonywanie jakichkolwiek ruchów czyszczących. Jest dość sporym psem w typie owczarka niemieckiego. Został odłowiony i trafił zabiedzony pod opiekę fundacji zwierzęca polana w dniu 10. urodzin Hanuty. Ale to przypadek, nie został wybrany na podstawie zbieżności dat. Po prostu serce mocniej walnęło, gdy go zobaczyliśmy. Ma ze trzy lata i pewnie tak będziemy to liczyć. Choć czasem zachowuje się jak szczeniak. Innym zaś razem dostojnie pozuje jak lwy przed dawnym kinem Moskwa.

IMG_20160911_204928
Niepewność była.
Nie dlatego, czy będzie u nas miał dobrze, bo od kiedy K. pracuje w domu, zniknęła obawa, że przyjaciel będzie musiał odsiadywać w domu czy na ogródku kilka godzin sam. Ale zwierzę po przejściach, nie wiadomo co sobie pomyśli, czy nas polubi, czy będziemy potrafili mu dać to, czego nie miał do tej pory. Buziak, zwany wcześniej Czesiem, wciąż ma mocne odruchy przerażenia. Na przykład chciałem go poklepać, gdy asystował mi w kuchni. Odwróciłem się za szybko, ręce zbyt szybko skierowały się w kierunku grzbietu. Nie zdążyłem go dotknąć, gdy skulił się na podłodze, pisnął przeraźliwie i wciąż jęcząc uciekł. Potem z kwadrans go przepraszałem leżąc na dywanie, nim podszedł i sprzedał buziaka. Boi się też łapania za obrożę i krzyku. Ech...

IMG_20160917_194015
Zmienia się każdego dnia
. Już spacerujemy swobodnie. Bez smyczy. Ludzi kocha wszystkich, psy też, poza tymi, które na niego krzyczą i go gryzą. Wtedy, choć przebija je wzrostem i wagą, chowa się za nogami. Uwielbia K., to jego pani, kobiet generalnie boi się mniej. Gadają ze sobą całymi dniami. Kota toleruje, samochodem jeździ, uwielbia wodę, goście przyjechali w weekend, małe dzieci, nic. Położył się i zasnął pod kominkiem. Poza tym nie odstępuje nas na chwilę nawet. Ale zostawiony w domu nie włazi na kanapę, nie niszczy, nie podkopuje się pod siatką. Poskubał tylko gazetę z programem telewizyjnym i zjadł mi ser z kanapki. Anioł nie pies.

IMG_20160915_210158
Jest to też pierwszy w historii znany mi pies
, który bardziej boi się Hani niż Hania jego. Hanuta ma jakąś rezerwę do psów. Nic się nigdy w temacie nie wydarzyło, ale jest niepewna. Buziak liże ją tak samo jak innych, choć z racji wózka czasem jest przestraszony, że coś się mu złego w związku z tym wydarzy. Na Majkę nie ma recepty - ta wisi na nim na szyi i nawet jego strach musi się tym pieszczotom poddać. Nie daje mu wyjścia. Może to ona powinna mu łapy wycierać.

Zakończę tutaj, bo opisywanie jak jest fajny, i jak jest fajnie z nim, wykracza poza moje zdolności. Po prostu w domu jest teraz radośniej i cieplej.

Tagi: pies
17:24, bartosz.raj , Familia
Link Komentarze (6) »
sobota, 23 lipca 2016

Niezwykłe jest to, że 10-latki potrafią trajkotać do 5 rano, wstać o 8.30 i postanowić, że na śniadanie ma być jajecznica i parówki. Na 9. Nie mogę powiedzieć, że nie zmrużyłem oka, bo trochę powiece udało się oklapnąć, ale też przeczytałem książkę i pół jeszcze, na dół schodziłem z 10 razy i to wcale nie do Hani, która spała krótko, ale spokojnie. Obawy o sprawy intymne w nocy rozwiązaliśmy sms-ami, pisała mi "Zejdź", ja schodziłem i obracałem albo przykrywałem. Toaleta była dopiero rano.

IMG_20160719_205444

Impreza się udała, razem z Majką, która robiła wiele, by wszyscy sądzili, że to są jej urodziny, było 6 dziewczynek. Hania zadowolona, obiecać i dotrzymać słowa bezcenne, ja wolę zdecydowanie kiedy pidżama zloty są tu, niż gdy ona idzie gdzieś, z wiadomych powodów. Środę miała ciężką, była zmęczona, w dodatku po chemii blada i lekko podgrzana, ale czwartek był pierwszym dniem od 10 kiedy widzę ją non-stop, kiedy nie wydawało mi się cały dzień, że jest blada.

IMG_20160721_1631121

Teraz jeszcze drugi punkt planu, obiecany i mam nadzieję dotrzymany. Mazury. Oby wszystko było tak jak wczoraj, jak dziś. Hanię nic nie boli. NIC. Apetyt ma znośny, dziś zjadła nawet spagetti i naleśnika z czekoladą. Od chemii coraz dalej, więc liczę, że będzie dobrze także w kolejnym wakacyjnym tygodniu. Chyba, że Maja w końcu skutecznie spadnie z drzewa. Dziś krzyczała: "Zobaczcie, zobaczcie, nie trzymam się" po czym zaczęła krzyczeć "Szybko, szybko" i gdy my z Hanutą sądziliśmy, że wrzeszczy, byśmy szybko patrzyli, spadła jak śliwka. Na szczęście z pierwszej gałęzi. "Boli mnie głowa" - skwitowała i poleciała łapać żaby.

DSC_0265

Prosimy o wsparcie dalszego leczenia i rehabilitacji Hani (link do strony Fundacji).
BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

czwartek, 14 lipca 2016

... bo jak tak piszę, to zaraz lepiej nie jest. Przesądny się jakiś taki stałem. Dziś rano nie mąciło się w głowie, nie chciało womitować, bladość występowała mniej intensywnie, śniadanie jeszcze byle jak, ale potem zupa, drugie, owoce i jeszcze wiadro popcornu. I trochę z wiadra od Majki. Przede wszystkim zaczyna powoli pytać o jedzenie. To zmiana kolosalna.
Kolejna dotyczy spraw intymnych i toaletowych, więc się nie będę rozpisywał. Wspomnę tylko, że antybiotyk działa a lek na objawy uboczne winkrystyny też zrobił swoje. I jest lepiej. No i fajnie.

DSC_0260

Ale najfajniejsze w tych trudnych dniach usłyszeliśmy wczoraj od lekarza z onkologii. Mimo wierzgających bez kontroli nóg udało się porównać najnowszy rezonans, ten zrobiony kiedy Hania była bardzo słaba, haftowała i generalnie było nieciekawie. Otóż wg. lekarzy jest bardzo dobra reakcja w odcinku szyjnym, jamy - te dziury w kręgosłupie, które dodatkowo jej utrudniają życie i najpewniej odpowiadają mocno za niedowład nóg (bo są i na górze i na dole, nad i pod guzem) - bardzo zmniejszyły się. "Nie wiem co dokładnie zrobili wam tam neurochirurdzy, ale to działa" - powiedziała lekarz, a my wiemy co zrobili. W listopadzie założyli dren. W styczniu powiedzieli, że nie działa, bo go nowotwór zatkał. A więc świetne wiadomości teraz, w pozostałych odcinkach bez zmian. I dowód, że Hani złe samopoczucie raczej nie wynika ze spraw z guzem. No i fajnie.

Jest to też argument, by może we wrześniu, może październiku rozpocząć wspólnie z onkologami ofensywę, by neurochirurdzy założyli dren też na dole. wierzę, że mogłoby to jej pomóc na nogi. I wtedy na samopoczucie. Na razie pomaga czerwona pigułka szczęścia. Hania mówi o niej "NN" - na nerwy. Od czterech dni się nie kłócimy. Prawie.
Ale to nie koniec dobrych wiadomości. Możecie wierzyć lub nie, ale od awantury, że ją w gorsecie zaczynają nagle boleć plecy (weekend), po dwóch basenach z umiarkowanym bólem na dole, i po trzech prawie miesiącach nieprzerwanego prawie bólu pleców to tu, to tam (o głowie chwilowo nie wspominając), aż od czterech pełnych dni nie boli ją nic. Gdybym był naiwny, napisałbym, że basen coś rozluźnił i pomógł. Albo, że ma to związek z tym wynikiem rezonansu. Ale tak naprawdę nie wiem i znów nie chcę zapeszać. Cieszę się. No i fajnie.

I jeszcze: Już trzy koleżanki Hani potwierdziły przyjazd na jej urodziny we wtorek. Pidżama party! Cieszę się, bo mimo wakacji nie wiedziałem, czy uda się Hani zrozumieć, gdyby np. nikt nie mógł przyjechać. Będzie impreza, będzie zabawa, będzie się działo. No i fajnie! Jeszcze tylko jakieś Mazury, żeby się udały (dostępność i cena to jedno, ale najważniejsze - samopoczucie ikonek) i będzie można ten parszywie pełzający lipiec zaliczyć jednak do udanych.

PS. Absolutnie nie idźcie do kina na Szajbusa, przyjaciela pingwinów, czy jakoś tak, jeśli kiedykolwiek dziecko zapytało was o psa. Nigdy! To absolutnie fantastyczny film i grozi natychmiastowym zakochaniem się w dużym, kudłatym przyjacielu. Na mojej prywatnej liście filmów dla dzieci i dla dorosłych trafia na miejsce trzecie, za Paddingtonem i Zwierzogrodem.

Prosimy o wsparcie dalszego leczenia i rehabilitacji Hani (link do strony Fundacji).
BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

poniedziałek, 28 marca 2016
środa, 23 grudnia 2015

Święta. Od czterech lat zależy mi tylko na tym, by były spokojne. By były w domu. By były bezbolesne i jak najmniej zepsute nieoczekiwanymi zdarzeniami. By były ze wszystkimi moimi dziewczynami, tak długo jak to możliwe. By były do końca przewidywalne, nudne wręcz. By przestało na chwilę wiać.

There are many things
That I would like to know
And there are many places
That I wish to go
But everything's depending
On the way the wind may blow

IMAG2048_1
I don't know what it is
That makes me feel alive
I don't know how to wake
The things that sleep inside
I only wanna see the light
That shines behind your eyes

Maja, Hania, K. i ja - życzymy Wam wszystkim świętego spokoju na święta.

 

środa, 09 grudnia 2015

Co wywołuje największy uśmiech na twarzy dziecka starszego? Perspektywa zbliżających się świąt? Informacja, że pędrak w kręgosłupie wije się i kurczy pod wpływem chemii? Paczka fantastycznych klocków LEGO? (dziękuję tajemniczej nieznajomej Ali za laurkę i prezent, jesteśmy w trakcie układania oraz pisania listu!). A może powrót i zabawa w szkole? Wszystko na pewno tak. Ale wtedy ów banan uśmiechu na twarzy sięga co najwyżej górnej krawędzi kości policzkowej. 

Granice te zostały przesunięte niewyobrażalnie wraz z - paradoksalnie - postępującą walką o wyschnięcie szwów. W szczegóły wchodzić nie chcę, zatem skrobnę tylko tyle, że szwy nićmi rozpuszczalnymi zszyte mają zalety (brak konieczności zdejmowania) jak i wady. Owa wada to fakt, że w trakcie rozpuszczania brzegi rany czerwienieją i wyglądają brzydko. A precyzyjniej się wyrażając: niepokojąco. Bo w sumie nigdy nie wiadomo, czy to zaczerwienienie zwykłe, czy już zakażenie. Tym bardziej, że owe dwie 5-7 cm dziurki, przez które przykręcano/rozkręcano pręty są akurat w miejscu, gdzie gorset najściślej przylega do ciała. I dalej już wiecie. W szkole ciągle spocona koszulka, opatrunek ciągle wilgotny, szwy ciągle czerwone... Ale zaraz, a gdzie banan? 

Bez gorsetu, nocą, rany pięknie przysychały. Po kilku godzinach w gorsecie - czerwieniły się. I tak w kółko. Aż pomyślałem, ten gorset jest i tak do pupy, nie trzyma, nowy będzie przymierzany w poniedziałek (bagatela 2100 PLN), nim to się stanie "niech idzie do szkoły bez". 

Nie wiecie nawet jak dziecko może się uśmiechnąć. Nie macie pojęcia jak uszy umieją się odsunąć na tył głowy ustępując wielkiemu bananowi radości. Dodajcie do tego dumę stokrotnie przewyższającą tą, z jaką spotykają się mistrzowie olimpijscy. I macie wygląd Hani, na pokaz wyprostowanej, byle decydenci się nie rozmyślili.
Oczywiście, nie ma zmiłuj. Nowy sztywniak (może w kolorze "dżins") to powrót do 24/7 w nim. Dla jej zdrowia i koniec kropka. Ale warto jest czasem złamać zasady. Dla jej szczęścia i dla jej dobra oczywiście. Tak, szwy są suchutkie. I oto chodziło.

Oraz. Obiecałem Majce, że to zdjęcie będzie na blogu dziś. I jest. Maja ma kryzys. Troszkę pyskuje, troszkę robi awantur, troszkę się biesi. Nie ma łatwo dziewczyna. A jej banan też się należy. Dlatego mimo widma bankructwa dostanie to co napisała w liście do Mikołaja. I będzie oczkiem w głowie jeszcze częściej.

IMAG1992

środa, 19 sierpnia 2015

Zamiast tysiąca słów. Zazdrość to rzecz ludzka, więc śmiało! :-) To był być może/najpewniej/prawdopodobnie najlepszy tydzień w tym roku. I mam nadzieję, że mogę dopisać "do tej pory". Ikonki zdrowe, wyspane, wytaplane i opalone. A pogoda przez 7 dni idealna. Zresztą, na dowód część zdjęć z dziś. Teraz powrót, nie bez żalu, a w chemiczny piątek zobaczymy, czy to cokolwiek dało w sprawie morfologicznej. W kontakcie!

IMAG1589Wtorek. Rejs po trzech jeziorach (Niegocin, Kisajno, Tajty) i trzech kanałach, bo obiecać i dotrzymać słowa - bezcenne.

 IMAG1614

Środa. Po ostatnim moczeniu w Dejgunach opalamy poorane bliznami plecy

IMAG1522

IMAG1521

 Poniedziałek. Naciągnęły na tatuaże. Nie dało się nic zrobić

IMAG1591

Środa. Ekipa gotowa do drążenia w piachu (bo przedpołudniem wieje)

IMAG1505

Codziennie. Ulubione zajęcie Majtka, połowy wszystkiego co żyje (i ostatecznie przeżyje) w Dejgunach

IMAG1531

Wtorek wieczór. Przed kolacją Mazury przypominały, że temperatura spada tu o 10 st. C w godzinę. Trzymajcie się ciepło

niedziela, 16 sierpnia 2015

Zamiast tysiąca słów. Znów. Pogoda ma być do końca i jeden dzień dłużej. Wystąpiły dwa problemy - brak ketchupu i żylaste polędwiczki, co zakończyło się mało dżentelmeńskim opuszczeniem karczmy. A poza tym jak na zdjęciach. Raj.

IMAG1445_BURST003

IMAG1439

IMAG1444_BURST0041

IMAG1452

IMAG1459

IMAG1460

IMAG1464

IMAG14781

IMAG1492

IMAG1491

IMAG1507

IMAG1498

IMAG14851TBC...

czwartek, 13 sierpnia 2015

Zamiast tysiąca słów. Raj. Do wody 30 metrów. Tam 100 metrów wgłąb jeziora z wodą ledwie do pasa i piaskiem na dnie. Pokoik dzieci - one zachwycone. Teren wokół domku - one zachwycone. Pogoda (wreszcie poniżej 30 st. C.) - one zachwycone. A jak one, to i my. Trafione po prostu idealnie. To be continued...

mainnnn

IMAG1430

 IMAG1400

 IMAG13971

IMAG1427

IMAG14261

 IMAG1431

IMAG1410

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Miałem wybór - zgodzić się pod nieprzekraczalnymi warunkami lub nie zgodzić się i dzięki temu pokazać dziecku, że dotrzymywanie słowa jest nic nie warte. Bo choć nie ja obiecałem i nie ja nie umiałem tego załatwić po ludzku, to mój sprzeciw tyle by właśnie dziecku pokazał.
Niemniej są owe kolczyki: pod warunkiem, że nie nosimy do szkoły. Majka szczęśliwa. I piękna. Dalsze komentarze chyba w związku z tym zbędne.IMAG0997

PS. Hania oczywiście nie chciała. Już ją kłuli dość w życiu i nie przestają.

sobota, 04 kwietnia 2015
środa, 01 kwietnia 2015

Zostałem przymuszony nie bez przyjemności do spisania tego dialogu. Po wtorku, który był chyba najlepszym dniem od kiedy wtłaczamy, i równie zdrowej środzie, robiliśmy sobie z dziewczynami w samochodzie bynajmniej nie wielkanocne jaja. I tak w głupawce doszliśmy do teatralnymi gestami podpartego wyimaginowanego dialogu, który to ma starsza córka ma zamiar wygłosić w gabinecie przy okazji czwartej chemii. Brzmi on mniej więcej tak:

Hanuta: Dzień dobry!
Lekarz: Jak się czujesz Haniu?
H: Dobrze panie bobrze.
L: A gorączka była?
H: Mała, głupia, nieważne.
L: A coś...?
H: Nic! Nie było ble, apetyt jest jak u wilka, siłę mam, kolory mam i nawet było sramtaramtam kilka razy.
L: To dobrze
H: Ale swędzi mnie nos. Czy to efekt uboczny?

IMAG0587

Majtek zesikała się w majtki już przy "sramtaramtam". Hanuta zaraz po powyższym zdjęciu tak się rozchichotała, że czkawki dostała. Co skwitowała: O, następny efekt uboczny!
Dziś dostały obiecane za dzielność lego i wycięliśmy dziurę w gorsecie w miejscu, gdzie po świętach zamontować chcemy pod skórą port, do podawania leku prawie bezbólowego. Jeszcze raz wytrzymać musi, bo to durne byłoby, gdyby kładła się na dwa dni do szpitala przed świętami kiedy ma dwa dni wolnego. Dla mnie to były naprawdę szczęśliwe dni. I jutro spodziewam się kolejnego, pełnego swędzących efektów ubocznych.
PS. Powyżej nie ma ani jednego zdania żartu. Mam dość tego głupiego dnia, nic normalnie na poważnie :-)

IMAG0593_12

HANIA JEST PODOPIECZNĄ FUNDACJI DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ (link)

1 % dla Hani
W formularzu PIT wpisz numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podaj: 18757 Raj Hanna

Inne wpłaty dla Hani
BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Bardzo dziękujemy!

poniedziałek, 09 marca 2015

Bez zbędnych słów, wszak wszystko widać. Majka złota, Hanka też złota w osobnej konkurencji. Odpoczynek w górach, cztery dni szkoły i w piątek wiadomo-co. I weekend 14-15 marca, niby normalny, niby przyjemny z wizytą u jubilatki, ale nie wiadomo przecież czy będzie samopoczucie. Wielki znak zapytania przed nami. 

dzie_gor1

dzie_gor2

dzie_gor3

dzie_gor4

HANIA JEST PODOPIECZNĄ FUNDACJI DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ (link)

1 % dla Hani
W formularzu PIT wpisz numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj: 18757 Raj Hanna

Inne wpłaty dla Hani
BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Bardzo dziękujemy!

10:51, bartosz.raj , Familia
Link Komentarze (2) »
sobota, 31 stycznia 2015

Przewrażliwienie skrajne opiszę tu i teraz, mam zaplanowane, że krótko, ale wyjdzie jak wyjdzie. Mianowicie po tym, co się wydarzyło w lutym 2012 zamiast myśleć pozytywnie, że już nic gorszego przytrafić się nie może, wielokrotnie, czasem nawet wydarzeniami nie przymuszany, wbrew woli nawet, ściska mnie strach, że to nie koniec zła (choć jednak najczęściej jestem dobrej myśli, serio).
A jeszcze gorzej, jak jakieś zdarzenia lęk ów potęgują, to są lub mogą być np. znane przez Was doskonale, bo i wielokrotnie tu opisywane, przypadki nagłego pojawienia się pręta pod skórą, niezapowiedziane operacje, bóle głowy w szkole i inne rzeczy, które okazują się często błahymi i nic nie wartymi uwagi, ale w mym łbie urastają do miana najpotężniejszych.

I tak wracam sobie właśnie do domu z pracy, w której być nie powinienem, bo urlop i ferie, ale na chwilę jednak musiałem. I dzwonię, że już wracam do mamy swej, która z wnuczkami swymi siedzi od dwóch godzin z hakiem. Klasyczne pytanie czy wszystko jest ok, okazuje się w odpowiedzi, że wszystko jest ok, jadę więc wyluzowany, wpadnę sobie jeszcze do sklepu po radośniki wieczorne, wtem, nagle, po chwili i raptem telefon. Odbieram niezatrwożony niczym, i słyszę w słuchawce początek zdania: "Bartek, Hanię boli..."

Do wypowiedzenia kolejnego wyrazu mija prawdopodobnie coś między 0,1 a 0,3 sekundy. To strasznie dużo czasu. W luce owego czasu dłonie zaciskają się na kierownicy, od brzucha przez szyję pełznie do japy fala gorąca, mózg wskakuje na obroty w trybie "brak paniki, racjonalne działanie, nic się nie stanie, tylko zachowaj spokój", jednocześnie między uszami przelatują kolejne wyrazy: "głowa, plecy, zastawka, noga w kostce, skroń, kręgosłup". Nim słyszę czy trafiłem, włącza się kolejny system ochronny, mianowicie: "cokolwiek boli, to pamiętaj, że przez ostatni rok głowa bolała może z raz, w radiu słyszałeś, że jest rekordowo niskie ciśnienie, plecy - może po basenie. A może w ogóle trochę ściemnia, żeby zwrócić na siebie uwagę".

Ostatni ułamek przerwy między "Hanię boli..." a brakującym wyrazem "pełnym grozy" mija już na chłodnym planowaniu co trzeba odwołać, które dyżury przesunąć, czy K. zajmie się Majką i szybką retrospekcją, czy czegoś nie przeoczyłem z tzw. objawów. I gdy już wypiek policzkowy mija, zdrętwiałe palce odklejają się od kierownicy, radośniki wieczorne zostają przesunięte na innym razem i do chorej mózgownicy docierać zaczyna, przebijający się jak przez mgłę, cieniutki głosik, szept jedynie, że może to nic złego, słyszę ów wyraz trwogi...

IMAG0322

... ząb! Skarży się po zjedzeniu faworka. Masz gdzieś jakiś przeciwbólowy dla niej?". Gdy docieram do domu (z radośnikami wieczornymi i nową flaszką nurofenu) po ćmieniu zęba nie ma nawet wspomnienia. Szaleństwo odbywa się w najlepsze, obiad pochłonięty, na ciepłe/zimne nie reaguje, śpi jak zabita, nic nie boli. Okaz zdrowia.
Niniejszym proszę więc i apeluję, jeśli komukolwiek, kto ma przyjemność pozostawania z moimi dziećmi pod moją nieobecność, zależy na zdrowiu ich ojca jedynego, o przyjęcie takiej procedury (gotowa formułka poniżej) informowania o rzeczach błahych, żeby nie rzec - normalnych.

"Cześć! Nic się nie dzieje, nic co ma związek z jej przypadłością permanentną, nie boli głowa, ani plecy, ani nogi, ani nic co mogłoby wskazywać na to, że coś się jednak dzieje. Po prostu Hanka prosi, żebyś jej przywiózł lizaka, natychmiast, mimo, że trochę skarży się na ząb, ale może ściemnia".

Dziękuję!

HANIA JEST PODOPIECZNĄ FUNDACJI DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ.

BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

1 % dla Hani: W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000037904 W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj: 18757 Raj Hanna

Bardzo dziękujemy!

14:31, bartosz.raj , Familia
Link Komentarze (4) »
środa, 28 stycznia 2015

Jak zorganizować dzieciom w miarę fajne wolne od drałowania do przybytku edukacyjnego? Ale też ze względu na niełatwość chodzeniową jednej z ikonek, wolne zarazem wypełnione klawą labą? Zawsze tak mam, że najpierw myślę, że to dobrze, że się wylegują w łóżkach do dziesiątej a potem demolują lokum swoje do południa. I jak wreszcie uda się je ubrać obie, w tym jedną w gorsety i inne bzdety, to jest czas akurat na obiad. I wtedy dopada mnie druga skrajność, co się objawia nerwowym szukaniem fajnych zajęć. Tym bardziej frustrująca, że gatunek moich ikonek jest kwintesencją określenia "słomiany zapał".

Na szczęście jednym z takich nieprzemijających fajności jest wspólny basen. One się cieszą, mi ostatni włos na głowie siwieje. Ilość rzeczy, które na ten basen trzeba zabrać, trwające wieki w parnej szatni zdejmowanie i zakładanie kąpielowego sztywniaka (poprzedni gorset przeznaczony do zniszczenia, w nowszym szkoda moczyć rzepy, bo potem nie chwytają), pilnowanie, żeby żaden dziad, którym się wydaje, że mogą brać "klucze" do szatni rodzinnej, bo są starsi i nie chcą w tłumie przebierać się w szatniach męskich, nie zadyndał przyrodzeniem w ich pobliżu, potem chwila pluskania, z ciągłym pilnowaniem rozklejającego się gorsetu i suszenie dwóch głów na raz na dwie ręce, wreszcie wymienianie tych gorsetów, wszystko w pozycji siedzącej, w której nie jesteśmy wyspecjalizowani, bo w domu opatentowaliśmy wersję na rolowanie na łóżku, zakładanie aparatów na nogi i wydające się nie mieć końca zbieranie mokrych gaci, czepków i gumowych zabawek po całej szatni do wielkiej torby.

dziecibas

Tak, raz z tego wszystkiego nie zabraliśmy ręczników i wycieraliśmy się moją koszulką. Raz zabrakło czepków i już przebrany cofałem się do sklepu w barku po zakupy. Generalnie jest to 45 minut w wodzie i doliczając zapiekankę już po wszystkim - 2 godziny na basenie. Wieczorem jestem wypompowany, mimo brodzenia na kolanach a nie pływania. Staram się nie kłamać, ale też umiejętnie odpowiadam wymijająco na pytania ciągłe, czy jutro też pójdziemy. Jednocześnie zakładając sobie pętlę na szyję i obiecując, że może zdecyduję się stać w kolejce na wystawę lego na Narodowym, albo wydać fortunę na popcorn do kinowych pingwinów, bo trzeci raz na Paddingtona to przesada.

Zdecydowanie wolę imprezy lokalne, zajęcia tzw. przydomowe, które co prawda skazane są na efekt słomianych pochodni, ale przynajmniej dostarczają bladym, w tym czymś co zimą nie jest, duchom trochę tlenu.
Ikonki z radością przyjęły obowiązki plastyczne, które kochają nieustannie i pomalowały dachy budek lęgowych, które w przypływie frustracji na zimę-nie-zimę zakupiłem sztuk cztery, w różnych rozmiarach dziurek. Dyskusja nad rozmiarami ptaszków trwały niemal tak długo jak malowanie liści na budkach i już myślałem, że czymś je zainteresuję, nie tylko szaleństwem pomysłu, by sprowadzać budki lęgowe w styczniu, ale podparłem się tezą gdzieś wyczytaną, że pierwsze krukowate to szukają dziupli już w grudniu, potem do nich się wprowadzając, a poza tym z ziemi wystają krokusy, serio.

IMAG0305_1
Zapału starczyło na te akademickie wywody, ale gdy przyszło do wieszania budek na drzewach, z ikonek zainteresowanie wyparowało i przerzuciły się na topniejący śnieg. Ja tymczasem balansując na drabinie użerałem się z wkrętarką i z za krótkimi śrubami mocującymi. Wreszcie zrobiłem to na klasyczny, zawsze dobry, choć zaufania nie mam i ja bym się tam nie sprowadził, sznurek. Zainteresowanie wróciło raz, kiedy ojciec chcący zadowolić swoje pociechy atrakcyjnością zabaw na świeżym powietrzu spieprzył się z wysokości dwóch metrów na mokrą trawo-glebę zaliczając w łeb budką i w nogę wkrętarką. Śmiechu było sporo i bolesnych dla mnie wspomnień obłego ciała lecącego ze schodów i walącego łbem w drzwi od łazienki. Pamiętają i wciąż je to bawi, żem mógł zginąć, a skończyło się tylko siniakiem od połowy uda lewego do połowy pleców - ciągła fioletowa plama wielkości metra kwadratowego.

Jutro więc jak sądzę zwycięży we mnie pragnienie zapewnienia swoim dzieciom spokoju, odpoczynku, śmierdzącego leniuchowania i może nawet telewizora. A gdyby mnie tak po południu wzięło na jakieś skate-parki, małpie gaje, kopanie oczek wodnych czy skalniaków formowanie, to z pewnością do momentu spektakularnej porażki spotęgowanej jakąś bolesną katastrofą i tak uwagi oraz podziwu ikonek nie zdobędę. Zatem chytrze zamierzam się na urlopie wymknąć do pracy.

PS. Onkologia nie dzwoni, kiedy rezonans wciąż nie wiemy. Spokój mąci ciut niepokój, że H. chodzi tak sobie. Wiem, że to po operacji, ale żal po straconej sprawności zawsze jest ten sam. Wyprostuje się do lata, jak zawsze, oby.

HANIA JEST PODOPIECZNĄ FUNDACJI DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ.

BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

1 % dla Hani: W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000037904 W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj:  18757 Raj Hanna

Bardzo dziękujemy!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

(Jak każde poprzednie, które też były wyjątkowe) - można dopisać. Ale tym razem nie chodzi tylko o to, że znów udało się tak wycyrklować z losem, że w święta dziecko nie leży na szpitalnej sali (Wielkanoc 2012 - słaba). Chodzi o to, że w ramach świątecznej ugody udało się tak zaplanować wszystko, że obie ikonki będą z nami w te najważniejsze dni cały czas, bez wożenia z domu do domu. Jak przechwycę je 23.12 wieczorem, tak oddam dopiero w drugi dzień świąt, ale tylko mniejszą ikonkę, która następnego dnia jedzie na narty. Hanuta zostaje z nami aż do 6 stycznia. To będzie ten czas, kiedy wszystko jeszcze bardziej kręcić się będzie wokół niej. I na razie nie zastanawiam się jak przeżyję święta za rok, kiedy nie będzie ich ze mną wcale, zapewne. A może nie?

Majtek była wyraźnie zaniepokojona, czy jak święta będą w jednym domu, to Mikołaj będzie wiedział, żeby w tym drugim zostawić też prezenty. Mogę śmiało zaręczyć, że Mikołaj zna wszystkie, co najmniej cztery, adresy. Taki gość! Hanucie zaś spokój może zmącić tylko w plecach grzebanie. 25 grudnia jesteśmy umówieni na telefon do lekarza, który wtedy akurat ma dyżur w CZD i będziemy umawiać się na szwów ściąganie.

Nieprzyjemne to, ryzykiem podszyte (bo te małe dziurki po nitkach łatwo się nie goją), ale jak zwykle damy radę, najwyżej znów będzie trzeba ojcu uszy doszyć, a potem suszarką ranki suszyć. A tymczasem, żeby w świątecznym harmidrze nie przeszkadzać, już dziś, pewnie nie ostatni raz, dziękujemy za wsparcie, tysiące dobrych słów, uśmiechów, także za ciężką pracę i cierpliwość (w obu szpitalach). Życzymy Wam wszystkim świętego spokoju na święta.

IMAG0117_1

11:53, bartosz.raj , Familia
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3