Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ

Szkolnie

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Nie napracowały się uczennice moje zbytnio. Trzy dni w poprzednim tygodniu, cztery w ostatnim (bo w piątek już bez lekcji - był karnawał) i już znowu laba. Dzieci się cieszą, rodzice mniej. Ja to jeszcze luz, bo dzięki takiej a nie innej pracy, weekendowym dyżurom i nocnym nasiadówom mogę brać wolne niemal kiedy chcę. Ale innym logistyki nie zazdroszczę.

IMAG0282

Sytuacja jak co roku jest taka, że jeden tydzień obie ikonki będą ze mną i zapewne będzie to tydzień kiedy śniegu nie będzie, zatem będzie basen i inne rarytasy. Cieszyć się trzeba, że rana na plecach nie może już być nazywana raną i to mimo grzebania w niej przeze mnie osobiście, bo denerwowało mnie (jak się okazało słusznie), że zostały w plecach kawałki czarnej nitki. Pod skórą fragment nitki wywoływał zapalenie, więc je wyciągnęliśmy. Nic nie bolało, ale efekt wyciągania 1 cm kłaczka spod skóry robił wrażenie.

Jak co roku w ferie mamy też cel jeden - wyspać się, żeby mieć siły i na trzy dni chodzenia do szkoły na 7.30 rano i na kolejne cięcia, które niechybnie się do nas zbliżą. Czekamy wciąż na telefon z onkologii z terminem przesuniętego rezonansu, będą nerwy, więc na zapas trzeba odpocząć. Przy okazji przypomniało mi się również, że w ferie zeszłego roku Hania - jeśli można tak powiedzieć - ostatni raz chorowała. Tylko ferie były później. Wpis z 1 marca o chorobie jest ostatnią infekcją jaka się jej przytrafiła. Dziecko jest zdrowe jak ryba i koń, no poza 11 cm gnidą w plecach :-).

A owa gnida przypomina mi z kolei, że czas prosić o 1 %, bo nigdy nie wiadomo, kiedy pieniądze się przydadzą na nowy gorset, rehabilitację, łuski (akurat w tej chwili pojechała na pomiar nowych). Ikonki rosną jak na karmie GMO i stopa Hanki w aparacie wygląda jak ta z filmów o Hobbicie. Wysłałem zatem apel do Fundacji z prośbą o akceptację jego treści. Jak tylko się pojawi, wrzucę. A dziękować będę jeszcze wiele razy, to i dziś nie zaszkodzi - wielkie dzięki!

fghjklas1

Hania jest podopieczną Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą. Link tutaj.

BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Bardzo dziękujemy!

15:17, bartosz.raj , Szkolnie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 stycznia 2015

Lekcje robimy po kilka stron od po-świętach z wielką przerwą, bo nam zabrakło zeszytu. Okazuje się, że w wielkich super i hiper marketach może nie być czegoś tak banalnego jak zeszyt w trzy linie. Dziś, po trzech próbach, udało się dorwać takie cudo w małym sklepiku papierniczym, po trzech, bo dwa razy był zamknięty, potem się nagle otworzył. Taki to wciąż czas świąteczno-noworoczno-leniwy kiedy nie wszystko działa i otwiera się tak jak zwykle. Ale już koniec. Już wystarczy. Szkoda, bo dzieci znów znikną na kilka dni, ale z drugiej strony dobrze, bo przynajmniej starsza cieszy się na powrót do szkoły. W końcu nie była tam od 8 grudnia.

IMAG0228

Zaległości więc sporo i nawet fajnie się to robi hurtowo. W wielu miejscach dociera do mnie, że już zaczynam mieć braki i to braki sięgające wykształcenia z programu drugiej klasy. Na przykład dyskusja międzynarodowa, która zdominowała okres przemiany dat - napisz różnice między szadzią a szronem... Nawet pan Google z żonką Wikipedia pomógł w temacie niewiele. Stanęło na tym, że szron to na ziemi, na podłożu, a szadź to gdzieś wysoko. Były też wersje, że szron to zamarzająca wilgoć w postaci kropel, a szadź w postaci pary/mgły. W zeszycie kolegi różnica polegała miedzy kryształkami lodu a igiełkami lodu. Szczerze? Zgłupiałem.

Dużo lepiej nam poszło ze strachem. Co prawda dziewczyny stwierdziły, że gdy strach ma wielkie oczy to oznacza (to powiedzenie), że jak się ktoś boi to mu gały na wierch wyłażą. Natomiast polecenie: "opisz czego się boisz" poszło szybciutko. Krwawe opisy stołów operacyjnych okazały się nie być najgorsze, dużo straszniejsze jest pobieranie krwi. Na tej podstawie nie udało mi się wyłuszczyć czym jest "strach ma wielkie oczy". Jak również tego, że jak w grudniu śnieg spadnie to wiosnę mróz zatrzyma. "Ale jak to spadnie w grudniu jak jest styczeń i go nie ma?"

IMAG0225

Przygotowania merytoryczne czyli odrabianie zaległości po-szpitalnych dzisiaj załatwiliśmy, natomiast kwestia techniczna związana ze wstaniem rozwiązuje się sama wraz z obecnością Majtka. Nie są w stanie obie spać do 10, dziś zerwały się przed 8.30, zapaliły rybom światło, zaczęły się czesać, ubierać, szaleć. Ze wstaniem w środę na ósmą nie będzie chyba problemu. Dwa tygodnie i znów laba, tym razem ferie, jednak mam nadzieję, że tym razem nie spędzone na odrabianiu zaległości, bo to oznaczałoby jakieś nieprzewidziane wizyty w przybytkach szpitalnych. PS. Na rezonans umawiam się 7 stycznia. Pewnie wypadnie w ferie.

Hania jest podopieczną Fundacji Dzieciom Zdążyć z pomocą. Link tutaj.

BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Bardzo dziękujemy!

16:41, bartosz.raj , Szkolnie
Link Komentarze (1) »
piątek, 14 listopada 2014

Hanuta wyszła dziś z muzyki po godz. 11 i ok. 11.20 zadzwoniła do mnie, że jest w szkole. Przeszła sama, kilkaset metrów, na lekcję. Wydarzenie to zrobiło na mnie ogromne wrażenie, na niej chyba mniejsze. Bo generalnie uważa, że to "banał" i "łatwizna". Więcej czasu zajęło jej opowiadanie, że Majtek dostała brązowy kawałek oceny.

Oceny w szkole są dla najmłodszych kolorami. Czerwony to super, żółty to dobrze, zielony to tak sobie, a brązowy to źle. Z zachowania też. No i Majka wczoraj przyniosła ze szkoły zielony kwadracik z kawałkiem brązu. Tłumaczy, że to dlatego, że popchnęła jakiegoś chłopca i za długo siedziała w łazience, wcześniej były skargi, że za dużo gada.

Śmieszne to, ale nie mogę pokazać, że tylko śmieszne, więc trzeba będzie poważnie porozmawiać. Łobuzica mała z ADHD (nie zdiagnozowanym). Moja krew.

Hania jest podopieczną Fundacji Dzieciom Zdążyć z pomocą. Link tutaj.

BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Bardzo dziękujemy!

poniedziałek, 22 września 2014

Nie to, że zabraniam, wyrzucam i wyłączam, ale denerwuje mnie bezmyślne gapienie się ikonek w tv, zwłaszcza wtedy, kiedy tracą kontakt z rzeczywistością i nie słyszą, że cokolwiek do nich mówię. Zwłaszcza na bajce oglądanej 700 raz, w której nic, od najdrobniejszego skrawka animacji po pojedyncze urwane słowo nie jest nieznane.

Z drugiej mańki fajnie było obserwować pośpiech w wakacyjno-wieczornej toalecie, kiedy zęby myły szybciej niż elektryczne szczoteczki z turbodoładowaniem, żeby tylko włączyć sobie Pottera na DVD w łóżku. Wczoraj nie było mowy, wakacje się skończyły, lato także, wcześniej do łóżek, bo oprawcy z przybytku edukacyjnego wymyślili trzy dni na 7.30 i dwa na 12.10. A to oznacza pobudkę 6.15.

Hanka i Majka

Hanuta nie mogła zasnąć. Emocje, goście, wyspanie weekendowe, siatkarski okrzyk zwycięstwa o 22.45 też słyszała. Ale rano, co mnie zdumiało ogromnie, przy pogodzie najgorszej z możliwych na takie wstawanie, o 6.35 były już ubrane, uczesane, po kanapce i zębach. I bez oczu podkrążonych, bez śpiochów w nich, normalnie jak skowronki, czego o sobie skrobnąć nie jestem w stanie.

I efekt tegoż wszystkiego był taki, że po zapakowaniu tornistrów do samochodu zostało tyle czasu, że rozsiadły się na kanapie i trzasnęły sobie o 6.45 dwie bajki, co miało wymierny wpływ na humor podczas maszerowania w deszczu do szkoły. Nie mówię, że się przyzwyczaję, ani że mi się spodoba, ale lżej mi jakoś, kiedy w wstawaniu nie cierpią.

Hania jest podopieczną Fundacji Dzieciom Zdążyć z pomocą. Link tutaj.

BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Bardzo dziękujemy!

12:23, bartosz.raj , Szkolnie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 września 2014

Poszły. 7.30. Cudem udało się załatwić tak, by grafik im się pokrył, tzn. by nie było tak, że jedna idzie w poniedziałek, wtorek, środę na 7.30 a w czwartek i piątek środek dnia, a druga w poniedziałek, wtorek i środę na 12.10 a w czwartek i piątek na bladym świtem. Udało się dzięki Hani oczywiście, czy też pisząc oficjalnie - ze względu na nią. Dzwonię więc dziś dowiedzieć się jak było pierwszego dnia szkoły, dla Majki pierwszego z pierwszych:

- A Majka mnie uderzyła cztery razy
- Bo Hania mnie uderzyła pierwsza raz
- Bo Majka mówiła, że oddycham*

W końcu po niejednej próbie, wywiedziałem się, że chyba wszystko było w szkole ok i oby było jak najdłużej, najlepiej zawsze.

* chodzi o ciężki oddech, który Hania czasem ma, jak się zapomni i ściśnie szyję. Mówię wtedy - nie sap. Żeby poprawiła ułożenie głowy w gorsecie. Widocznie Majka wykorzystała to w złośliwej formule. Gagatek. Poniżej: jak wygląda reakcja na prośbę: pomóż zdjąć łuski. Najchętniej nogi urwie.

Hanka i Majka i łusek zdejmowanie

Hania jest podopieczną Fundacji Dzieciom Zdążyć z pomocą. Link tutaj.

BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Bardzo dziękujemy!

środa, 17 kwietnia 2013

Opracowanie systemu rannego wydzierania ikonek ze snu wciąż trwa. Elementy, które niby miały pomóc - wcześniejsze zasypianie, więcej słońca na zewnątrz, rarytasy w postaci czytania na śniadanie - pomogły nie tak wiele by ogłosić sukces. Jedno jednak udaje się już w miarę - brak spóźnień do przybytków edukacyjnych wywołanych zakładaniem i zdejmowaniem gorsetu. Czynność ta podwójna zajmuje w sumie 15 sekund, dużo krócej niż zakładanie majtek, rajstop i bluzek.

Ostateczne pożegnanie snu następuje na schodach, które z racji pewnej stromizny wymuszają trzeźwość zmysłów. Majtek dostaje najczęściej coś do dźwigania, Hanuta zjeżdża na pupie. A potem następuje część najdłuższa procesu wychodzenia z domu - śniadanie. Mleko ZAWSZE jest za gorące, kanapka ZAWSZE jest za duża, pasztet ZAWSZE powinien być szynką, a szynka pasztetem. Pomidor ZAWSZE wyląduje na podłodze, i nie ZAWSZE z powodu tego, że z braku czasu czeszę czupryny w trakcie ich jedzenia.

Rzucam czasem zirytowane - jedz nie módl się nad tą kanapką. I dziś dostałem ciętą ripostę: - Tata, zrozum, że ja się nigdy nie będę modliła! Lekko się zdziwiłem, choć od siedmiu lat życia z jedną lub dwoma ikonkami coraz mniej rzeczy mnie dziwi. Więc ciut zbity z tropu, klęcząc pod stołem, gdzie w trakcie śniadania buty jej zakładałem, mówię, że w modleniu się nie ma nic złego, czasem nawet warto. Na to ona dogrywkę serwuje, że w kościele się kanapek nie je, więc żebym przestał z tym modleniem przy śniadaniu.

Modlenie przy II śniadaniu też pewnie będzie, bo na 100 dni w szkole, 78 jest takich, że nie zje nic z naszykowanego jej, a kolejnych 20 - że tylko owoce. Za to Majtek dziś zaraz po śniadaniu weszła do sali, gdzie siedziały w przybytku dzieci konsumujące. Pytam, czy to jej grupą. Nie, to Dzwoneczki, ale mogę z nimi zjeść a potem ze swoją grupą. 

Siłą odciągnąłem.

PS. Wczoraj ikonki miały znów sesję foto. Po 10 sekundach z pstrykającym Albertem wstąpił w nie diabeł.W efekcie na 100 zdjęć 78 jest z językiem, na kolejnych 20 - brudne farbami rękawy bluzek. Podobno da się coś wybrać do publikacji - nie 20.04 jednak a 27.04. Trzy dni przed urodzinami ojca wampira, o czym w następnym odcinku.

Hania jest podopieczną Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa. TUTAJ LINK.

Bank BPH S.A.
61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Hania Raj - zbiórka publiczna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

1 % dla Hani:
KRS: 0000037904
nr ewidencyjny: 18757 Hania Raj - wpisywane w rubryce "Informacje uzupełniające - cel 1 %

czwartek, 28 lutego 2013

Dziecko młodsze, ikonka najbardziej wiercąca się na świecie, Majtkiem zwana także, ma dziś występ w przedszkolu, wewnętrzny, zamknięty, jej grupa dla innych. Powiedziała o tym w taki sposób, że musiałem się dowiedzieć po kolei, że flaga jest polska i jest polski dzień i co tu ojciec nie rozumiesz, że białe na górze, czerwone na dole, no ja nie wiem (z miną O Boże jaki ten tata niemądry). Kilka dociekań później dowiedziałem się, że może chodzić o góralski dzień, bo potrzebna suknia kwiecista, chusta a faceci będą walczyli ciupagami. Nie wnikam, pokazuję tradycyjną mokrą salę ćwiczeń.

A wspomniana Hanuta - odpukać 700 razy - miała jeden mały kryzys po wczorajszej pierwszej po cięciu zupie gorączka i lekki odpływ, ale wciąż nie ma bólu, wyjechała już na salę z której się wychodzi (daleko od pokoju pielęgniarek), wciąż nic nie boli. Jutro ma mieć zmieniony opatrunek i decyzja czy na weekend do domu. Ekspres. Dość napisać, że od wczoraj do teraz nie dostała przeciwbólowego (po rozcięciu pleców w dwóch miejscach), jak coś poczuje podczas jeżdżenia na wózku czy stania, dostanie syropek, taki jaki w domu jest serwowany milionom dzieciaków.

Hania w szpitalu

Cyborg, terminator. I zagadka: skoro plecy nie bolą, bo może mocno są/były osłonięte przeciwbólowo, to dlaczego nagle po wciągnięciu czekoladki skrzywiła się, że ząb zabolał?

POMÓŻCIE PROSZĘ MOJEJ HANI! 1% LUB INACZEJ. PIĘKNE DZIĘKI!

Hania jest podopieczną Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa. TUTAJ LINK.

Bank BPH S.A.
61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Hania Raj - zbiórka publiczna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

1 % dla Hani:
KRS: 0000037904
nr ewidencyjny: 18757 Hania Raj - wpisywane w rubryce "Informacje uzupełniające - cel 1 %

czwartek, 24 stycznia 2013

Bez wielu słów, wszak nie trzeba. Ale o to mi właśnie chodzi, kiedy czasem piszę/mówię, że opisanie/opowiedzenie o niezwykłości dzieci wykracza poza moje kompetencje. Majtek lat 4 i w tym momencie 15 dni powtarza na zbliżającą się imprezę w przedszkolu.



wtorek, 07 lutego 2012

Bawi mnie to. Bawi mnie i śmieszy, kiedy rodzice zaangażowani przez przedszkolnych opiekunów pociech naszych starają się z językami wysuniętymi i przynoszą następnego dnia odrobione zadanie, gdzie ani jedna kreska świecówki nie wykracza poza linię, a 2,5 roczne dziecko ani razu nie myli się i nie maluje pola z trójkątem na zielono, choć jak wół napisane, że ma na niebiesko.

Jedno takie zadanie szczególnie zapamiętałem - dzieci 3 letnie (Majtek) miały zrobić karmnik. Technika dowolna. Ikonka młodsza zapamiętale cięła nożyczkami na kawałeczki tekturę, która potem mazała klejem a K. i ja kleiliśmy koślawy karmnik, potem obie z siostrą starszą Hantkiem zwaną pomazały nowoczesnym brokatem w żelu ów ptasi domek i oddaliśmy genialne dzieło do przybytku edukacyjnego.

Obok stała praca domowa dziecka młodszego jeszcze. A nawet dwie. Jeden to był kupny karmnik z kołków brzozy i wikliny. Drugi misternie wycięty piłą z deszczółek, zbity i pomalowany.

Zabawne to bardzo, że rodzice zaczynają rywalizować, choć jedynym powodem ich angażu w prace domowe ikonek powinno być spędzenie z nimi czasu. Dlatego parasolka Majki była różowa i przypominała balon, choinka niebieska i miała czarne bombki, a pomalowana wiewiórka miała spazmatycznie zielony kolor i dziurę od tarcia flamastrem w brzuchu.

Jestem dumny z prac domowych obu córek. Zdobią lodówki, pralki, ściany i okna. I nie narobiłem się przy nich, a spędziłem cholernie dużo dobrego czasu. I dużo bardziej cieszy przyniesienie do przedszkola unikatowego działa, niż odrysowanego z kalki mazidła, które nie tylko 3 i 5 latka nie zrobi, ale i 15 latek będzie miał kłopot. Po czymś takim nie da się upaćkać na tyle, żeby konieczna była wanna.

wanna, dzieci

Nie moja sprawa? No nie moja. Zatem niech się bawią dobrze. Rodzice.

czwartek, 22 grudnia 2011

Tygodni wstecz raptem dwa lub co najwyżej kilka popukałem się w głowę, nawet chyba ciut za mocno, bo efekty w postaci nieskoordynowanego braku myślenia odczuwam do dziś, na wieść mailową o tym, ze w przedszkolu Hanuty najukochańszej, w grupie na szczęście nie jej, wykryto 1, słownie jeden, przypadek wszawicy.

Już sama nazwa, cedzona powoli przez usta, powoduje, że człowiek zaczyna mimowolnie iskać się po głowie. Swędzi, nie? Zaśmiałem się i oburzyłem, jak dziamdziający były funkcjonariusz na emeryturze w bloku, gdzie mu wszyscy wadzą, że mamy XXI wiek, a tu takie przypadki chorób, które wydawały się, że obumarły w epoce odległej, wraz z przywilejami dla wspomnianego funkcjonariusza.

Hania, Maja, Łomianki

Puściłem w niepamięć tak szybko, jak szybko dowiedziałem się, że moje ikonki nie drapią się, nie swędzą, i dokładając do tego wiedzę powszechnie i mi znaną, że myją łepetyny regularnie i niemal codziennie, uspokoiłem się całkowicie. Aż do dziś, kiedy kolejny mail z przedszkola poszedł, zaczynając się od złowrogiego UWAGA a kończąc na APELU O ZACHOWYWANIE SZCZEGÓLNEJ HIGIENY. Owsica. 1 przypadek, słownie jeden. Tym razem nie było wymienione w jakiej grupie dzieci.

Nie uspokoiłem się wiedzą, że to nie moje ikonki mają życie wewnętrzne, trochę już bardziej zapewnieniu "przyjrzę się sprawie...", jeszcze bardziej, że przedszkolny przybytek jął dyżurować w toaletach i przyglądać się poczynaniom fizjologicznym maluchów oraz zorganizował poza planem edukacyjnym lekcję z higieny osobistej. Znów jednak zdziwiony jestem wystąpieniem zarazy kojarzącej się z najgłębszym PRL-em i przedszkolami bez kibli.

Staram się nie dociekać, ani nie oceniać, ale trudno mi pozbyć się myśli, jak wyglądają rodzice zarażonych dzieciaków.

piątek, 09 grudnia 2011

Dziś poważny debiut artystyczny młodszej ikonki - Jasełka 2011. Docierają do mnie informacje, że diva estrady ćwiczy także na zwrotkach starszej ikonki, która swoje Jasełka ma za tydzień. Generalnie powtarzam się, ale jestem zdumiony, jak wiele tak niewielkie móżdżki są w stanie zapamiętać tekstu i linijek, jak chłoną, do stopnia takiego, że jak Anioł Jasełkowy zaczyna występ, to jest w stanie wyrecytować potem wszystkie kwestie kolegów i koleżanek, czyli niemal pół godzinny teatr.

Majka

Z innej mańki: ikonka starsza Hanutą zwana dokonała wyboru, że idzie z K. kupować ozdoby choinkowe, bo za tydzień chcemy dzieciakom urządzić ubieranie drapaka, z racji tego, że na święta będą z nami dopiero od 2-go dnia wieczorem. Decyzja kosztem podziwiania siostry. Dokonała wyboru, choć przyznaję, że był dość oczywisty. Zgadzam się, że powinna uczestniczyć w artystycznej karierze siostry, ale tym razem wyjątkowo odpuszczam, bo jeszcze będzie wiele okazji. Do tego Hanuta wybrała dość karkołomny argument swojej decyzji, mianowicie uznała, że jak nie pójdzie na Jasełka Majki, to jej Jasełka mimo że drugie, to będą pierwsze. Dla niej tak będzie, oczywiście.

Hanka

Zmagamy się z tym "byciem pierwszym" we wszystkim cały czas. Zdarzają się histerie, złości, bicia i inne złe emocje z tego powodu. Nie mam wątpliwości, że nie o siostrę tylko chodzi, ani nie o to, że ta jest jakaś wyróżniona, bo nie jest. Pewien jestem natomiast, że przedszkole - poza wszystkimi wieloma cechami pozytywnymi, o których tu pisałem 1000 razy - ma też niestety co najmniej jedną fatalną - uczy wyścigu i rywalizacji od 2-3 roku życia. Wyścigu wyczerpującego, niszczącego, często nie pokazującego dzieciom ich wartości i siły, ale na odwrót - słabości i wykluczenie.
Bo to jak ze zdawaniem na prawo na UW - jesteś dobry, ale jest 15 kandydatów na miejsce i jak się nie dostaniesz to masz doła, że jesteś gorszy. Tu w przedszkolu prawem jest zabawa abecadłem - i 26 osób na trzy miejsca obok cioci Ewelinki.

Zadanie najważniejsze - że obie były pierwsze we wszystkim zawsze ex eaquo.

wtorek, 20 września 2011

Praca domowa Hanucie zadana rozczarować by mnie mogła swoją banalnością - jakieś kółka, a'la koraliki, do połączenia i pokolorowania. Jednak im dłużej patrzylem na tę kartkę z zadaniem domowym, tym mocniej nabierałem podejrzenia graniczącego z pewnością, że panie przedszkolanki zakamuflowały w ćwiczeniu jakiś haczyk, którego nie dostrzegam, a więc nie wychwycę i polegnę, a i wstydu córce narobię. A wstyd to okropna i pamiętliwa rzecz, zwłaszcza, kiedy ma się wiarę w rodziciela, dorosłego i mądrego, a tu przychodzi klęska.

Tak, tak, tatusiu kochany. Spierniczyłeś mi wyścig kapslowy na murku wokół ceglanego domu blisko pewnego wielkiego parku w centrum Warszawy. Zamiast wprawnych palców, które doprowadzą mojego zawodnika na pierwszym miejscu (z drugiego), Twoje nieporadne pstryknięcia zrzuciły mnie z podium. Ku uciesze 5-letnich kolegów, którzy mocno protestowali przed ojcowską pomocą, a potem drwiącymi słowami szydzili z mojej decyzji.

Doceniam jak ścigałeś złodzieja brązowego wigry 3, ale w kapsle nie dam Ci już zagrać nigdy! ;-)

Pamiętając te smutne okoliczności początku lat 80-tych, poszedłem po rozum do głowy i po powrocie z przedszkola zająłem się nagle i bez reszty pracami domowymi w stylu szykowania wszystkim obiadu.
A prace przedszkolną domową niby niechcący zrzuciłem na umysł ścisły, matematyczny. Poszło jak po maśle, kolorki podpasowały, koraliki się połączyły, co słyszałem skryty w kuchni. Ponadto nie usłyszałem dnia następnego skarg i drwiącego śmiechu z przybytku edukacyjnego. A więc haczyka nie było.

Hanka, praca domowa

I naprawdę nie dlatego dzieci poszły dziś do przedszkola na trzecią zmianę, żeby nikt się już Hanuty o odrobione zadanie nie pytał i ewentualną porażkę z zadaniem ojca analizował. Po prostu, najzwyczajniej, dobrze im się tutaj śpi. Aż za dobrze. Bo wszyscy żeśmy się gdzieś pospóźniali tak mocno, jak kiedyś mój ojciec mocno zboczył z trasy na murku lądując kapslem w krzakach.

poniedziałek, 19 września 2011

Dziś odbieram ikonki z przedszkoli. I dziś pierwszy raz według nowych ustalonych na wewnątrz przedszkolnym zebraniu będę musiał zerknąć i odrobić z córką starszą Hanutą zwaną pracę domową.

Brrr... normalnie bym zareagował.

Ale czuje ulgę, bo nie dawniej jak dni parę wstecz, a może z tydzień, nie dalej, myślałem o tym jak to będzie jak ikonki do szkoły polezą i czy sobie poradzą i jak na odległość jednak często będę mógł im w tej szkole pomóc i pokierować, żeby nie była tylko skaraniem boskim i obowiązkiem, ani tez tylko rozrywką z kumpelkami.

Z pomocą przyszło przedszkole, które starszej grupie Tygrysków zamierza codziennie dawać pracę domową. A że one dom i u mnie mają, tym większa frajda.
Do nauki stary koniu! Mam nadzieję na dużo zadań z biologii, geografii, historią zajmie się pewny jeden taki kandydat, na matematykę mam specjalistkę, z racji zawodu językiem zajmę się również osobiście. Będzie super, nawet jeśli to tylko zabawa, bo przygotuje ojca do zabawy poważniejszej - szkoły, od września 2012!

środa, 13 lipca 2011

- Spakowała się na trzy dni i nawet nie chce rozmawiać przez telefon - oznajmiła mama Hanki po tym, jak nasza ikonka starsza wzięła i pożegnała się z domem. I w zasadzie to dorośli są tej całej sytuacji winni.

Hanka modelka

Bo nie ma potrzeby, żeby Hanuta łaziła do przybytku edukacyjnego przedszkolem potocznie zwanego w czasie wakacji, kiedy nie ma zajęć poza zabawą, a dzieci które wakacyjnie się nie rozlazły, są kumulowane w jednej filii z obcymi im ciotkami i wujkami. W sierpniu dzieci z tej filii będą chodzić do naszego przybytku pod opieką naszych, czyli Hankowych cioć. Wtedy to jeszcze. Ale w lipcu Hanka ma wakacje. Tyle, że trzeba coś z tym prawie pięcioletnim skrzatem zrobić.

I tak: pierwszy dzień lipca była u mnie. Potem był weekend, potem tydzień z mamą swojego kolegi z przedszkola - transakcja wymienna za obiady, czy jakoś tak ;-) - teraz jest tydzień z babcią, potem tydzień nad morzem z mamą i tydzień w Warszawie z tatą. Potem tydzień pierwszy sierpnia, w którym nie pamiętam co, potem tydzień z nami na Mazurach, tydzień znów nie wiem co i tydzień z nami na wagarach w domu niedaleko puszczy kampinoskiej. Ale teraz jest tydzień babci. I to babcia zaczęła - "Może zostanie na noc"?

Zdziwienie podwójne, bo i babcia jakoś tak nie za bardzo do tej pory była wylewna jeśli chodzi o nocowanie wnuczek, a do tego Hanka poza jedną-dwoma nocami u koleżanki (której rodziców zna bdb) nie nocowała poza domem bez rodziców. Ale podobno Hanka się uparła. Co prawda była opcja, że jak zechce do domu, to babcia ją odwiezie, więc paniki brak, ale okazało się, że konieczności takiej nie było. A dziś z kolei została przetransportowana do siostry mej, gdzie się według różnych źródeł nudzi, ale jednak też nocuje. A nudzi się dlatego, że najpewniej coraz mocniej pragnie zainteresowania całkowitego, bezwyjątkowego, jeden na jeden. Najfajniejsza jest, najbardziej dociekliwa, kiedy Majtek śpi i można tylko jej się poświęcić. Tam gdzie jest teraz jest jeszcze starsza dziewczynka i młodszy chłopak. Na wyłączność nie ma więc co liczyć.

Hanka modelka

Dwa wnioski z tego wszystkiego do łba mi się przyczepiły i jak zażywicowany liść odlecieć nie chcą. Że dziecko tuż przed swoimi 5. urodzinami zaczęło się nudzić, także być może dlatego, że ma teraz co tydzień atrakcji a to z jednej a to z drugiej strony co nie miara i zwykłe siedzenie w domu ją nuży. Drugi - że wbrew pozorom nie są nierozłączne z Majtkiem. Ta podobno bryluje i jest do zjedzenia pod nieobecność siostry. Niech się nie przyzwyczaja lepiej.

poniedziałek, 04 lipca 2011

Szybko to wszystko jakoś...

Dziś dowiedziałem się, że moja młodsza ikonka nie tylko chodzi już do przedszkola, ale jeszcze będzie pasowana na przedszkolaka w najbliższy piątek. Oczywiście zmiana nie jest drastyczna - budynek, dzieci, opiekunowie - tylko w ramach dawnego przybytku edukacyjnego, więc dla niej samej nie wiele mam nadzieję się zmieni.

Niemniej - jasna cholera - już mam dwie przedszkolaczki...

Hanka i Majka

W zasadzie to mam tylko dwa zdania do dopowiedzenia. Mam nadzieję, że będzie w tym przedszkolu tak brylować jak w żłobku i domach, i zaczerpnie z niego tak dużo jak Hanka. I drugie: Hanka za kilkanaście dni skończy pięć latek i zaczyna niedługo ostatni rok edukacji przedszkolakowej. Szok, że już we wrześniu 2012 idzie do szkoły.

Szok. Na razie nawet nie chce myśleć. Choć za chwilę muszę o tym pomyśleć. Gdyby dziś przyszła do mnie pani/pan z petycją do Sejmu w sprawie anulowania przepisu o 6-latkach w szkołach, to był chyba spontanicznie podpisał. I nie chodzi o koszty, czy nawet strach przed zderzeniem z dorosłym światem, ale o zwyczajny koniec dzieciństwa - tak to pamiętam. Mam nadzieję, że dla niej nie będzie to tak odczuwalne.

czwartek, 07 kwietnia 2011

Tym razem bęc przedszkolne. Hanuta wyrżneła głową w krzesło. Siniak - podobno - na pół ryjka. Ja zastanawiam się: nogi, gapiostwo, czy zwykłe zdarzenie w pomieszczeniu, w którym występują niezidentyfikowane i nie do ogarnięcia ruchowo obiekty dziecięce.

Zdjęcie dodaję jak obiecałem. Od wczoraj kolory przeważające to granat i brąz.

14:23, bartosz.raj , Szkolnie
Link Komentarze (3) »
środa, 09 lutego 2011

Hanutę w przedszkolu sieknęła temperatura powyżej 38 i po powrocie do domu została sieknięta specyfikiem. Wieczorny raport z frontu walki z choróbskiem, które cholera wie dlaczego odejść nie chce, choć też na szczęście nie chce się równiez rozwinąć w cos poważniejszego brzmiał: Nic się nie dzieje, humor dobry.

I komunikat od ikonki mojej najpierwszej: Chce jutro iść na bal.

Bal w przedszkolu jest ważniejsze niż jakaś choroba, więc dziecko wie już od taty, że ma mieć chorobę w d..e. I zrobimy tak, żeby na bal poszła. Nie chrycha, nie prycha, nie glutuje specjalnie, więc jak się przelewać przez ręce nie będzie - pójdzie na imprezę. Bo są w życiu ważniejsze sprawy niż chorowanie.

Mam tylko jedną prośbę - niech wrócą mrozy.

czwartek, 13 stycznia 2011

Najgorsze w tym wszystkim, w tym ściemnianiu na potęgę, kłamstwach i sprowokowanych chęcią zwrócenia na siebie uwagi ironiach jest to, że nigdy nie wiadomo kiedy przestają być nieprawdziwe, a zaczynają na poważnie doskwierać. Kiedy już nie mamy - proszę państwa - kontaktu z jawną prowokacją i krygowaniem się, lecz pełnoprawną skargą na ból.

Kiedyś matka jedyna powiedziała mi, że skoro już raz skłamałem - bijcie mnie, ale nie pamiętam czym był ten mój pierwszy raz i czy warto było - to już każdy ma podstawy nigdy mi nie wierzyć. Ciągnie się to za mną przez żywot calusieńki, tylko przybrało skomplikowaną wersję negatywu, niestety dla mnie dość krępująco nieprzyjemną - mianowicie to ja z góry zakładam, że ludzie prawdy nie mówią, i wyrzucają z siebie jedynie to co inni usłyszeć chcą lub... no właśnie - kłamią, ściemniają, ironizują, obgadują za tyłkiem. I tak już jest, że w najsympatyczniejszych jednostkach doszukuję się fałszu.

Sprowokowało mnie do tych wyznań w sumie nie tylko dzisiejsze deklamowanie przez ikonkę starszą Hanutkiem zwaną listy dolegliwości mniej lub bardziej domniemanych. Ponieważ jednak dwa dni całe wzięła i trochę się podchorowała, to wyczulonym bardziej na te skargi i baczniej obserwuję, czy symulant jest rzeczywiście tym za kogo się podaje i mi się wydaje. Dziś więc usłyszałem najpierw, że boli kolanko. Co jest możliwe z tysiąca powodów, niech się najbliższemu pochylę - walnęła się w stół w przedszkolu. Z drugiej strony Hankę nogi bolą permanentnie, zwłaszcza w nocy, kiedy nie idzie ocenić czy ściemnia, bo chce do wyra wleźć, czy nie ściemnia, ale np. rośnie. Bo gdzieś wyczytałem czy ktoś mi powiedział, że giry rosnące pobolewają. Nie rosnę to nie wiem, ale i mnie czasem bolą.

Na kolanku objawów choroby nie zdiagnozowałem i od razu niemal za chwilkę usłyszałem, że szczypie język i kanapki spożycie jest absolutnie wykluczone. Podejrzewając kłamstwo nakazałem jęzor wywalić i tu się okazało, że występują na nim jakieś zaczerwienienia, krostki, czy inne małe ranki, które rzeczywiście szczypać mogą. Od razu przypomniał sobie ojciec durny, że i jego jęzor szczypie od dni paru i zacząłem - a jakże - podejrzewać chorobę przenoszoną drogą paszczową, mianowicie, że córkę całując jakimś odgębowym syfem zaraziłem. Psikanie pomogło jednak i na tę dolegliwość, więc jajo czekoladowe już w język nie szczypało i mleko też, a nawet sprytnie i perfidnie podana witamina c.

Na koniec dnia zaś zostałem przez symulujące dziecko ostrzeżony, że za chwilę ją brzuch będzie bolał. I tu już nie ma powodów do uśmiechów politowania, bo informacji tej towarzyszyło zapewnienie, że pewien Michał, czy też Marek, nie spamiętałem imienia, walnął womita na talerz podczas podwieczorku przedszkolnego, bo go bolał brzuch. No ten przynajmniej z symulowaniem nie miał nic wspólnego. A jak znam życie, to akurat co jak co, ale zaraza brzuchowa jest najbardziej prawdopodobna, że kłamstwem nie jest.

 

sobota, 18 grudnia 2010

Karta nazwana szumnie "arkuszem obserwacji dziecka 4-letniego". Wpadła mi w ręce, przeleciałem ją wzrokiem, widząc zwyczajne nagromadzenie plusów olałem, uznając papier za bezużyteczny jako źródło wiedzy o dziecku w końcu moim, ale po chwili sięgnąłem znów, gdyż ze zdziwieniem zaobserwowałem po wnikliwym dociekaniu, że są i dwa minusy, co prawda postawione obok plusów, ale ponieważ tego typu blankiety nigdy nic minusowego nie pokazywały, to się - kurka - wczytałem.

"Respektuje umowy i polecenia-posłuszny" +/-

"Chce rządzić przewodzić grupie" +/-

Ok. Pierwszy minus mnie ucieszył. Po pierwsze - dlaczego dziecko niby ma się w przedszkolu zachowywać inaczej niż w domu? W domu też nie wszystkie umowy respektuje, ma swoje zdanie i jak nie chce to się stawia. Do tego co to za kryterium "posłuszny"? Ameba, która trącona w jedna strone rpzelewa się tam nie reagując czy to dla niej dobre czy nie? Wykonujący wszystkie polecenia robot, bez względu czy chce czy nie? Jedzący kaszankę dzieciak, choć kaszanki i watróbki po ojcu nienawidzi? Niech będzie "minus". Cieszę się.

Drugi minus mnie zastanowił. Bo co to znaczy, że minus przy "rządzeniu w grupie". Że rządzi i sią wymadrza i to źle? Najpierw tak pomyślałem. I się zezłościłem. Bo uważam, że jak rządzi i stawia na swoim to jest świetnie i żaden minus się za to nie należy. Ale jak zwykle najpierw się podnieciłem a dopiero potem przeczytałem do końca czym. No bo zewrknąłem na inne minusy:

Hania, przedszkole

"Popada w konflikty" -

"Przejawia agresję" -

"Trzyma się na uboczu" -

"Niezaradny" -

"Często prosi o pomysł" -

I dopiero wtedy dostrzegłem legendę. Minus oznacza po prostu "nie". A więc czasem chce przewodzić i rządzić w grupie, czasem nie, co jest ewidentnym odbiciem chrakterku ojca i bardzo dumny odkryciem tym i minusowo plusową analizą oddalam się weekendować w pracy... gdzie porządzę się trochę, a co...

środa, 06 października 2010

Moja siostra nie mówiła "R". Gdy w końcu załapała, spytała mamę, czy może pobawić się "RaRką".

Anegdota to, któla pewnie z każdym miesiącem oblasta w nowe dopowiedzenia, nawet nie wiem już, czy tak było rzeczywiście i w jakim jej wieku, ale powtarzam, bo moja cólka większa też nie mówi tej litelki, jest więc Hanią Jaj, bądź Laj w zależności od słów nazwisko poprzedzających.

A tu nagle, wtem i laptem w przedszkolu pojawił się logopeda.

Hania

I dostaliśmy kalteczkę, że cólka ma jakiś plobjem, choć ten plobjem nazwany był jakoś, to jednak dziś już nie pamiętam jak, natomiast pewien jestem, że nie chodziło o wymawianie litelki, któlą tludno napisać, celowo pomijając pewien klawisz klawiatuly.

Zignolowałem, ale Najwspanialsza Matka Globu, zignolować nie dała i zapisała na lekcje w przybytku edukacyjnym. Dziś odbyła się pielwsza.

I do domu zadane jest mnóstwo ćwiczeń. I patyki dane, żeby w paszczy nimi manewlować i wymowę plawidlową szkolić. Jak nagle zacznie mówić tę literkę, to się zdziwię, ale też wtedy nalegać będę, aby przedszkole zatludniło specjalistę od sikania w majtki, bo z tym sobie lady nie dam i szlag mnie tlafi, a laczej samo nie minie.

Hania

Pozdlawiam, Baltosz Jaj

 
1 , 2 , 3