Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ
środa, 20 września 2017
- Tato, patrz! - wysunięta spod kołdry stopa rusza się leciutko góra-dół. Ona się śmieje, a ja i jej młodsza siostra bijemy brawo. Potem wychodzę do łazienki, żeby nie widziały wilgotnych oczu.
 
TEKST UKAZAŁ SIĘ RÓWNIEŻ NA SERWISIE TATA.GAZETA.PL - POLECAM!
 
To prawdziwa historyjka, dosłownie z dzisiejszego ranka. Dzięki tym podrygiwaniom stópek postanowiłem, że napiszę o tym więcej. Czeka ją ciężka walka. Mam nadzieję, że już bez towarzyszącego bólu, bez dramatycznych chwil w szpitalu. Ale ponieważ z natury jestem człowiekiem niecierpliwym, to nie umiem dziś powiedzieć jak przekażę córce, by była silna i wytrwała.
Nie chodzi już od półtora roku. Ostatnie kroki zrobiła w Lany Poniedziałek, nie ten ostatni, ale przedostatni. Paradoksalnie winnym nie jest jedynie siedzący w środku jej kręgosłupa skubaniec, ale to co wokół niego się działo. Doskonale o wszystkim wiecie. O kiedyś mitycznych, a dziś poznanych na wskroś jamach, które wytworzyły się w jej zmęczonym kręgosłupie. Że to one wywołały ucisk rdzenia kręgowego i ostateczne porażenie nóg oraz zagroziły poważnie w pierwszej połowie roku także rękom. Walka o ich uratowanie trwała kilka miesięcy. Dziś jest najlepiej od dawna, ale jest też bardzo daleko od chodzenia.
Na początku roku – ależ byłem głupi! – rozmawialiśmy z Hanią, że naszym celem jest, by znów zrobiła kroczek na Wigilię. Potem była masakra, o której w większości tu pisałem. Wypominała mi, że mówiłem, ze 2017 r. będzie najlepszy, a do połowy był najgorszy na świecie. Dziś wróciliśmy do tego hasła zainspirowani słowami naszej lekarki z onkologii: Rehabilitacja jest teraz na pierwszym miejscu. Reszta na dalszych. Jamy zniknęły prawie całe, nowotwór stoi rąbnięty chemią. Hania wróciła do jako takich sił i poszła na rehabilitację, intensywną jak nigdy wcześniej. Pięć dni w tygodniu. Po inauguracji tak ją bolały nogi, że wołała pierwszy raz od trzech miesięcy o syrop przeciwbólowy. – Bolą cię nogi? Gdzie? – dopytywałem. Gdy mówiła, że uda i łydki próbowałem tłumaczyć, że to dobrze. Że nogi ćwiczą, że ona je czuje, i że to dobry znak. Warczała na mnie, że nie mam pojęcia o czym mówię. I znów wypomniała, że kiedyś obcinając jej paznokcie dotknąłem ostrą końcówką nożyczek wierzchu jej stopy, co poczuła a ja się cieszyłem.

Hania Raj

A więc ćwiczy. Rehabilitacja. To takie bardzo znane słowo i generalnie nie kryjące w sobie wielu tajemnic, ale jak się zastanowić, to nie wierzę w jej 100 procentową skuteczność. Co innego złamanie nogi, unieruchomienie czasowe, po jakimś wypadku. A co innego, kiedy do otworzenia jest coś, czego ludzkość jeszcze do końca nie zna – aktywność rdzenia kręgowego. Lekarze mają podejrzenie, że mimo wielu trudnych chwil Hanusiowy rdzeń nie jest uszkodzony, zatem powinien móc nauczyć się od nowa takich rzeczy jak poruszanie nogami. Im dłużej jakaś kończyna była porażona, tym trudniej to zrobić, tym dłużej to trwa. Czasem wydaje mi się, że jej możliwość chodzenia jest dziś taka jak u 3-tygodniowego niemowlęcia. Nie koordynuje ruchu, nie wie jak stanąć. Pytanie, czy rehabilitacja mięśni i nerwów, które tak długo nie były świadomie sterowane, się może udać?

Nie, nie jestem idiotą, by zaniechać starań. Oraz, że tak napiszę wprost, moje wykształcenie ogólne pozwala mi pojąć, że rehabilitacja może być dla niej zbawieniem. To co staram się powiedzieć, to tylko i aż tyle, że nie wierzyłem w natychmiastową poprawę. Tymczasem gołym okiem po raptem kilku wizytach widać, że jest inaczej. Świadome poruszanie stópkami, na razie niewielkie, ale jednak. Do tego ruszanie całymi nogami (zgięte w kolanach, wyprostowane – gdy siedzi na wózku inwalidzkim). Ostatnio z kolei wieczorem pokazywała mi na fotelu, jak porusza nogami na przemian. Tego nie widziałem od wielu miesięcy. No i na koniec ten wspomniany pokaz majtania stopami wystającymi spod kołdry.

Cud? Raczej jej ciężka praca i rehabilitanta. Dwa dni nie chodziła na rehabilitację. Śmieszna infekcja. Tak – zwykłe infekcje nas śmieszą. Kiedy ból ucha oznacza lekkie zapalenie, a nie ucisk w głowie na przykład. Ale już wróciła do swojego pana rehabilitanta przebierać nogami. Wciąż mówimy sobie, że w Wigilię zrobi swój pierwszy kroczek. Nic jej nie tłumaczę, ale dziś mi wystarczy w zupełności jeśli znów uda jej się stanąć przy blacie stołu. To będzie najwspanialszy z prezentów. Trzymajcie kciuki.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Udostępniam w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód: Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z naszych pieniędzy przed ich wydaniem. A rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Sam ten proces też trwa długo - nawet 10 tygodni.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Wg. najnowszego orzecznictwa taka zbiórka w internecie nie jest zbiórką publiczną, więc nie wymaga ode mnie posiadania pozwoleń.

Bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję. Bartek

21:56, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (7) »