"Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ"
sobota, 20 maja 2017

- Tato, ja wiem, że ty tylko tak gadałeś, żeby mi sprawić przyjemność. Ale widzisz sam, że się inaczej nie da. Idziemy do zoo! - tak mi rzekła córka moja trzy dni wcześniej równo operowana, gdy w sobotnie popołudnie wpadłem na dyżur do szpitala. Godzinę później, po dwóch flaszkach kroplówek (steryd i przeciwbólowy) i uzyskaniu podpisu lekarza uciekliśmy z Centrum Zdrowia Dziecka. Na trzy prawie godziny. Paniom najlepszym pielęgniarkom zasugerowaliśmy, że przeciwbólowy kolejny może poczekać. Zresztą nic nie boli. Napiszę więcej. Gdyby nie to, że jest w szpitalu, mógłbym spokojnie roztrząsać, czy nie był to najlepszy Hani dzień w tym... roku. Serio.

DSC_0362
W nocy nic nie bolało, rano nic nie mdliło, usiadła, ubrała się, zjadła i wyfrunęła na świetlicę. Potem spacer, lody i powrót na leżakowanie. Popołudniu zaś wyciągnęła mnie do mini-zoo. Próbowaliśmy doń dotrzeć już we wtorek, dzień przed operacją, ale jakoś tak zapału zabrakło i zawróciliśmy przy dwóch pięknych dębach, pomnikach przyrody w Międzylesiu. Wtedy właśnie uciekając przed ciemną chmurą obiecałem jej, że może już w weekend pójdziemy do zwierząt. O ile będziesz się dobrze czuła - dodawałem w myślach. Ale tak jak Hania mówi na początku tego wpisu, więcej w tym było kurtuazji, niż prawdziwego przekonania. Po raz kolejny mnie zaskoczyła. W ten najlepszy sposób. Jest nie do zdarcia. Gdyby nie weekend i nie brak lekarza, pewnie wywaliliby ją z tego szpitala, żeby miejsca chorym nie zajmowała.

DSC_0363
Nasi najlepsi przyjaciele - pielęgniarki i pielęgniarz z oddziału
- też to widzą, że jest nieźle. Tak delikatnie o tym wspominają, między wierszami, nieśmiało, bo przecież doskonale wiedzą, ile Hania się nacierpiała i jak wiele razy tu już była na neurochirurgii. I pewnie jeszcze wiele razy będzie, ale dziś jest dzień radości i śmiechu. Kończę, bo wysyła mnie po siódmą dziś kanapkę.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Po wielu miesiącach zastanawiania się i dylematów, postanowiłem udostępnić w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód jest prozaiczny: Fundacja dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje pieniędzy przed ich wydaniem. Rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka inwalidzkiego) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Ten proces zresztą też trwa strasznie długo - ostatnio dostaliśmy zwrot z konta Fundacji za wydatki poniesione i wysłane do refundacji w styczniu.
Na leki wydajemy blisko 1000 PLN miesięcznie, koszty dojazdu do szpitala (a Hania była w nim w samym tylko 2017 r. blisko 100 dni już) tę sumę co najmniej podwajają. Czasem normalnie nie starcza.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

DSC_0357
Jednocześnie bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani w wielkich zakupach i być może kiedyś da szansę na nowatorską, nierefundowaną operację.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję.

Bartek