"Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ"
czwartek, 25 maja 2017

Krótko, emocjonalnie. Wciąż na wysokim poziomie odczuwanej radości. Pierwsza noc w domu. Nie odespała, bo wstała rano. Miała mieć przyrodę. Poprzedniego dnia chwaliła się, że nadgoniła, zrobiła 11 stron z książki. Ale okazało się, że lekcji nie będzie, bo pani jest na wycieczce. Potem był jednak j. polski. Poszło dobrze, ma mieć bardzo wysoką ocenę na koniec roku, chwaliła się tym. Można!

Potem wyszła na spacer (oczywiście, że po łososia!) i zadzwoniła z dworu. - Tata, ja wstaję! - wykrzyczała. Poprosiłem ją najdelikatniej jak umiem, aby tego typu szokujące wiadomości przekazywała po uprzednim przygotowaniu rozmówce na nadchodzący wstrząs. Oczywiście chodzi o to, że poprawiająca się sprawność rąk i apetyt, czyli wracająca siła, umożliwiły jej ponowne, po kilku miesiącach, wsparcie się na rękach i uniesienie na wózku. Wielka duma i wciąż nadzieja, że rzeczywiście po tej operacji będzie jak najdłużej dobrze i bez bólu.

DSC_0371_1
**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Po wielu miesiącach zastanawiania się i dylematów, postanowiłem udostępnić w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód jest prozaiczny: Fundacja dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje pieniędzy przed ich wydaniem. Rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka inwalidzkiego) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Ten proces zresztą też trwa strasznie długo - ostatnio dostaliśmy zwrot z konta Fundacji za wydatki poniesione i wysłane do refundacji w styczniu.
Na leki wydajemy blisko 1000 PLN miesięcznie, koszty dojazdu do szpitala (a Hania była w nim w samym tylko 2017 r. blisko 100 dni już) tę sumę co najmniej podwajają. Czasem normalnie nie starcza.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Jednocześnie bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani w wielkich zakupach i być może kiedyś da szansę na nowatorską, nierefundowaną operację.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję.

Bartek

środa, 24 maja 2017

Naprawdę chce się śpiewać, krzyczeć i śmiać, choć dookoła czasem syf, to w tym co najważniejsze nastały czasy niezwykłe. W perspektywie tego roku - wiem, że zabrzmi to strasznie górnolotnie i strasznie poważnie, wręcz fundamentalnie - nie było jeszcze lepszych dni. Od piątku, przez sobotę, niedzielę, poniedziałek i aż do dziś, nic nie bolało, a od dwóch dni ikonka starsza Hanutą zwana na własną prośbę zrezygnowała z przeciwbólowych. Zmiana jest widoczna gołym okiem, nie tylko w braku cierpienia mojej bohaterki, ale też w jej humorze. Tak często uśmiechniętej naprawdę jeszcze jej w tym roku nie widziałem.

DSC_0369
Do tego jak ręką odjął minął nie tylko ból
, ale też drętwienie rąk, oraz poprawiły się inne rzeczy, jak spinanie się nóg (są luźniejsze), kręcenie głową (pełen zakres), wzrok (nie ma rozmazywania), apetyt (powoli zaczynamy zapominać o womitach), bóle pleców w nocy. Aż mi trochę dziwnie, wręcz napiszę, że czuję ciągły niepokój, że to co piękne się skończy. Ale wciąż trwa. I niech trwa jak najdłużej. Najlepszy to powód do stwierdzenia, że operacja się udała. Zatem co dalej?

Wszystkie siły nadprzyrodzone i i przyrodzone kieruję na modły, aby stan ten trwał jak najdłużej, bo nie ma nic przyjemniejszego, jak widzieć Hanię wracającą powoli do formy. I jeśli - odklepać - nic się nie będzie złego działo, rezonans kontrolny mamy zaplanowany 1 września. On pokaże jak zainstalowany w Hani dren się sprawuje, czy wypompował z jam już to co miał, czy może - nie daj boże - się znów zatkał. Bo jest tak, że niby jest przystosowany do niezatykania, ale wiadomo, że poprzedni się wziął i zakleił. Lekarz, który Hanię operował (dobry znak - to ten sam, który za trzecim razem uratował Hani głowę w trybie pilnym operując zastawkę rok temu. Tak a propos Facebook mi przypomniał, że dziś mija równo rok od tego wydarzenia niemiłego!), powiedział, że gdyby to było takie proste, że się raz wstawia dren i on działa bez zarzutu cały czas, to bylibyśmy w domu. Ale wiadomo, że nie zdarza się.

DSC_0366
Na razie w najbliższym czasie Hania
będzie schodzić ze sterydów. Za tydzień zdjęcie szwów. Rana goi się bardzo dobrze. Podsycamy też wilczy apetyt i z radością patrzymy jak się zmienia na lepsze. Nie umiem nie napisać czegoś, żeby nie zapeszyć. Wciąż będę każdego rana się denerwował, że ją zaboli. I że to będzie coś złego. I jeszcze wciąż czekają pręty trzymające kręgosłup. Ale na dziś - chwilo trwaj jak najdłużej. Dziękuję Wam wszystkim za to, że jesteście z nami i Hanią.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Po wielu miesiącach zastanawiania się i dylematów, postanowiłem udostępnić w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód jest prozaiczny: Fundacja dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje pieniędzy przed ich wydaniem. Rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka inwalidzkiego) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Ten proces zresztą też trwa strasznie długo - ostatnio dostaliśmy zwrot z konta Fundacji za wydatki poniesione i wysłane do refundacji w styczniu.
Na leki wydajemy blisko 1000 PLN miesięcznie, koszty dojazdu do szpitala (a Hania była w nim w samym tylko 2017 r. blisko 100 dni już) tę sumę co najmniej podwajają. Czasem normalnie nie starcza.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

DSC_0357
Jednocześnie bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani w wielkich zakupach i być może kiedyś da szansę na nowatorską, nierefundowaną operację.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję.

Bartek

sobota, 20 maja 2017

- Tato, ja wiem, że ty tylko tak gadałeś, żeby mi sprawić przyjemność. Ale widzisz sam, że się inaczej nie da. Idziemy do zoo! - tak mi rzekła córka moja trzy dni wcześniej równo operowana, gdy w sobotnie popołudnie wpadłem na dyżur do szpitala. Godzinę później, po dwóch flaszkach kroplówek (steryd i przeciwbólowy) i uzyskaniu podpisu lekarza uciekliśmy z Centrum Zdrowia Dziecka. Na trzy prawie godziny. Paniom najlepszym pielęgniarkom zasugerowaliśmy, że przeciwbólowy kolejny może poczekać. Zresztą nic nie boli. Napiszę więcej. Gdyby nie to, że jest w szpitalu, mógłbym spokojnie roztrząsać, czy nie był to najlepszy Hani dzień w tym... roku. Serio.

DSC_0362
W nocy nic nie bolało, rano nic nie mdliło, usiadła, ubrała się, zjadła i wyfrunęła na świetlicę. Potem spacer, lody i powrót na leżakowanie. Popołudniu zaś wyciągnęła mnie do mini-zoo. Próbowaliśmy doń dotrzeć już we wtorek, dzień przed operacją, ale jakoś tak zapału zabrakło i zawróciliśmy przy dwóch pięknych dębach, pomnikach przyrody w Międzylesiu. Wtedy właśnie uciekając przed ciemną chmurą obiecałem jej, że może już w weekend pójdziemy do zwierząt. O ile będziesz się dobrze czuła - dodawałem w myślach. Ale tak jak Hania mówi na początku tego wpisu, więcej w tym było kurtuazji, niż prawdziwego przekonania. Po raz kolejny mnie zaskoczyła. W ten najlepszy sposób. Jest nie do zdarcia. Gdyby nie weekend i nie brak lekarza, pewnie wywaliliby ją z tego szpitala, żeby miejsca chorym nie zajmowała.

DSC_0363
Nasi najlepsi przyjaciele - pielęgniarki i pielęgniarz z oddziału
- też to widzą, że jest nieźle. Tak delikatnie o tym wspominają, między wierszami, nieśmiało, bo przecież doskonale wiedzą, ile Hania się nacierpiała i jak wiele razy tu już była na neurochirurgii. I pewnie jeszcze wiele razy będzie, ale dziś jest dzień radości i śmiechu. Kończę, bo wysyła mnie po siódmą dziś kanapkę.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Po wielu miesiącach zastanawiania się i dylematów, postanowiłem udostępnić w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód jest prozaiczny: Fundacja dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje pieniędzy przed ich wydaniem. Rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka inwalidzkiego) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Ten proces zresztą też trwa strasznie długo - ostatnio dostaliśmy zwrot z konta Fundacji za wydatki poniesione i wysłane do refundacji w styczniu.
Na leki wydajemy blisko 1000 PLN miesięcznie, koszty dojazdu do szpitala (a Hania była w nim w samym tylko 2017 r. blisko 100 dni już) tę sumę co najmniej podwajają. Czasem normalnie nie starcza.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

DSC_0357
Jednocześnie bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani w wielkich zakupach i być może kiedyś da szansę na nowatorską, nierefundowaną operację.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję.

Bartek

czwartek, 18 maja 2017

Nie lubię, choć przesądny raczej nie jestem, pisać, że jest dobrze, ale inaczej się nie da. Hania wygląda jak milion dolarów raptem dobę po operacji. Mimo, że nie może jeszcze siadać, na buzi prezentuje się bardzo ładnie, czuje się dobrze, nie wymiotuje, wciąż ma apetyt (sterydy jeszcze lecą, ale mamy z nich powoli schodzić), a rana - jak na moje oczekiwania całkiem mała - nie boli i główka lata na lewo i prawo aż miło. I działają ręce.

DSC_0345Fot. godz. 17.05. Równo dobę po zakończeniu operacji.

Operacja się zatem udała. Dren został włożony tuż pod szyją z tyłu nad plecami, ale sięga w górę do najdalszych jam przy pniu mózgu. Rurka jest nie tylko dłuższa, co umożliwia pompowanie z jam dotąd niedostępnych, ale też specjalna, na silnie zabiałczone płyny. Niby nie powinna się zatykać, ale ten poprzedni dren, wyjęty już, oczywiście okazał się być zapchany. Kłopoty z zastawką, z wydrenowaniem główki i przy okazji wydrenowaniem jam ze stycznia tego roku skutecznie zamuliły obraz. Tak to już jest, że system wielu naczyń połączonych sprawia problemy. I np. teraz nie wiadomo jak zareaguje głowa na fakt, że jest już działający dren. Hania wciąż ma pompować zastawkę ("nie zaszkodzi, a może pomóc"). Niezwykły i skomplikowany jest układ nerwowy człowieka.
Tak, zarówno to, że po wymianie zastawki napełnią się jamy, jak i to, że teraz jamy nie znikają, bo zapchał się dren udało mi się przewidzieć. Ale cóż z tego? Jakbym mógł cofnąć czas zamiast na ochronę środowiska poszedłbym na medycynę i zrobił specjalizację neurochirurgia. Co za pech, co za nieodpowiedzialne z mojej strony zachowanie!

Co teraz? Jak to zwykle po zabiegu czekamy. Liczę, że Hania nie poczuje się gorzej i wróci do domu za kilka dni. Że ryzyko odłączenia rączek na razie minęło. Że poprawiać się będzie jej ogólny stan i nóżki przy okazji. Że będzie na tyle w formie, żeby za miesiąc-dwa spróbować zrobić coś z prętami stabilizującymi kręgosłup i po raz kolejny zasugerować lekarzom drenowanie także dołu pleców, jeśli będzie można/konieczność. Rehabilitować, ćwiczyć ręce, także klockami lego, tenisem, czy sadzeniem kwiatków - obojętnie. I pojechać wreszcie nad morze.

PS 1. Maja pojechała dziś na całodniową wycieczkę klasową. Wstała o 5 rano, wyszykowała się, zasiadła przy oknie autokaru i machała, całowała, przesyłała serduszka jakby na rok wyjeżdżała. Przeżycie.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Po wielu miesiącach zastanawiania się i dylematów, postanowiłem udostępnić w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód jest prozaiczny: Fundacja dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje pieniędzy przed ich wydaniem. Rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka inwalidzkiego) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Ten proces zresztą też trwa strasznie długo - ostatnio dostaliśmy zwrot z konta Fundacji za wydatki poniesione i wysłane do refundacji w styczniu.
Na leki wydajemy blisko 1000 PLN miesięcznie, koszty dojazdu do szpitala (a Hania była w nim w samym tylko 2017 r. blisko 100 dni już) tę sumę co najmniej podwajają. Czasem normalnie nie starcza.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki możecie wybrać na które konto wysłać pomoc.

Jednocześnie bardzo dziękuję za przekazanie 1 % dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani w wielkich zakupach i być może kiedyś da szansę na nowatorską, nierefundowaną operację.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję.

Bartek

środa, 17 maja 2017

Przed nią humor był jak na załączonym obrazku, bo dzięki lekom i sterydom mniej jest bólu i forma zwyżkowała. Tuż przed zabiegiem emocje wzięły górę, jednak ma już dziewczyna dość tego wszystkiego, do tego sterydy potęgują apetyt i wszystko irytuje. 23. operacja jam na górze - wpuszczenia tam drenu, wysoko w szyi - trwa właśnie. Zaczęła się ok. 14.30, potrwa tyle ile będzie trzeba. Po niej Hania albo trafi na OIOM na dobę obserwacji, albo wróci do znanych sal neurochirurgii. Dawać będę znać. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i ryzyko porażenia rączek zmaleje. Kciuki nie zaszkodzą :).

Aktualizacja 16.35. Wyszedł lekarz. Opowiedział o przebiegu operacji. Po podaniu kontrastu widać  było jak jamy się opróżniają. Bez komplikacji. Czekamy na decyzję, czy zostaje na noc na intensywnej terapii.

DSC_0336

piątek, 12 maja 2017

Nie pamiętam już kiedy wizyta w szpitalu, planowa czy nagła, przebiegałaby tak, jak miałem w głowie, że przebiec powinna. Tym razem myślałem, liczyłem, że po umówieniu terminu operacji prętów stabilizujących Hani kręgosłup i po wyniku rezonansu, wrócimy do domu. No i dupa blada.

IMG_20170509_213438_767
Rezonans nie wyszedł dobrze
. Już w domu nasilił się ból pleców i szyi, pojawiły się też kłopoty z łapkami. Już w szpitalu okazało się, że jamki, które miały się zmniejszać, wcale się nie zmniejszają. Kolejne badania - tomograf, USG, pokazały, że zastawka, ta nowoczesna, działa. Ale: "Mamy u Hani problem z hydrauliką". Oznacza to tyle, że choć w głowie na razie jest ok, to i tak płyn zbiera się w kręgosłupie, wysoko, w odcinku szyjnym, nad guzem. Jamy wnikają już w pień mózgu. Grozi to dalszymi kłopotami z ruchem i nie tylko.

Hania od razu poczuła się gorzej, nie tylko na samą informację o tym, że zostaje w szpitalu. Od dziś dostaje niewielką dawkę sterydów, które odciążą jej układ nerwowy, jest też na przeciwbólowych i przeciwwymiotnych. Data kolejnej operacji została wyznaczona na środę. Tym razem nie będzie to wymiana zastawki, tylko próba odbarczenia jam (wypuszczenia z nich płynu) za pomocą jakiegoś kolejnego drenu. Ten co już był włożony podobno nie działa. Do domu wrócić nie może - za długo na przepustkę, za duże ryzyko. Pozostaje czekać i wierzyć, że nic nie wyskoczy i operacja się odbędzie jak najszybciej.

**********************************************************************************************************

Bardzo dziękuję za przekazanie 1 % dla Hani!

Jeśli nadal chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny (to subkonto Fundacji, nie prywatne):
BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Raz jeszcze bardzo dziękuję

czwartek, 04 maja 2017

Tytuł wpisu mógł też brzmieć "Siedząc na tykającej bombie", ale uznałem, że po dłuższej przerwie nie wypada. Skądinąd wiecie, że jak piszę rzadziej, to nie dzieją się rzeczy fundamentalnie złe, więc może i dobrze. Hania i Maja od trzech tygodni są razem i się zawzięcie o wszystko kłócą. Co bawi, a nie wkurza i przypomina normalność. Do poniedziałku przynajmniej tak będzie.

DSC_0291
Czy jest lepiej? Generalnie tak
, choć lepiej od czego? Od kiedy? Boli mniej niż w styczniu, lutym i marcu. Był nawet etap, że nie bolało wcale. Ale znów zaczęło. Jest podejrzenie, że nie skorygowane od roku (! - były inne tematy, pilniejsze) pręty w jej kręgosłupie dają ból. Do wytrzymania chyba, choć skąd ja  mam to wiedzieć, znośny, ale jednak istniejący. Raz bolą plecy na dole z boku, raz na górze, z boku lub na środku, ale pojawił się też ból w głowie, z tyłu i to mnie martwi. Pytałem ją wiele razy, może nawet za często, czy to ból jak "ból jam", które są przecież największym zmartwieniem i operacja miała to zmartwienie zmniejszyć. Hanuta odpowiadała, że nie, że inny, że nie jak jamy, po czym zaczęła mówić, że już w sumie to sama nie wie.

Nic to, 8 maja jest przyjmowana do CZD, wcześniej o dwa dni, bo chcemy zdążyć przed wizytą lekarza od prętów, który operuje w tym przybytku szpitalnym we wtorek. Pokażemy pręty, pokażemy gdzie wystają, zrobimy pewnie RTG i sądzę, że pojawi się termin 23. operacji, tym razem kręgosłupa. W tym nadchodzącym tygodniu planowo też kładziemy się w szpitalu i czekamy na wezwanie na rezonans. Tak być musi, bo Hania z racji podkurczających się mimowolnie nóg musi być do tego badania uśpiona. Tak więc kolejny tydzień to znów czas wiadomości. Oby dobrych.

O dobrych rzeczach więc. Je sama. Całkiem nieźle nawet. Wymiotów i nudności nie ma lub prawie nie ma. I tego bólu jednak mniej. I jeszcze kolor twarzy całkiem-całkiem, zwykłem nawet jej mówić, że wygląda jak milion dolarów. Humor poza momentami bólu w miarę dopisuje. I dużo powietrza miała mimo fatalnej pogody. Są też lekcje. Szkoła przychodzi do Hani, dziś np. dostała 5+ z polskiego. Duma.
Były u mnie na święta i teraz w długi weekend. Kiedyś pisałem tutaj na blogu, chyba w trakcie wakacji na Mazurach, jak to dzieci dziennie potrafią zadać kilkaset pytań zaczynających się od "Tato, a...?". Śmiałem się i liczyłem, po stu-iluś przestałem, a nawet południa jeszcze nie było.
Teraz sam robię to samo, ja. Pytam Hanię jak się czuje. Czy dobrze się czuje. Czy nic nie boli. Jak świr, za często, niby wiem, że jak zaboli, to powie, ale chcę się uspokajać, więc pytam. Jej to nie bawi. Muszę się pilnować, mimo że - jak się wyraził lekarz przy ostatnim wypisie, co prawda mając co innego na myśli - trochę siedzimy na tykającej bombie, nie wiadomo co i kiedy pierdyknie.

IMG_20170422_215833_989_2
Wieczorami role znów się odwracają.
Gdy dziewczyny idą spać Maja pada jak mucha i śpi do rana, Hania z racji słabych nóżek i potencjalnego zagrożenia poruszenia prętami, nie próbuje się sama obracać w łóżku, a po ojcu ma syndrom rzucania się w wyrze na boki. Woła zatem. 3-4 razy w nocy to norma, zdarza się jednak częściej. Za każdym razem, gdy słyszę "TATO!"  z sąsiedniego pokoju zrywam się, serce przyspiesza, wchodzę do ich pokoju i czekam, czy będzie "Boli", czy "Obrót". Wymyśliliśmy więc z Hanią system. Jeśli chodzi o obrót lub coś mało poważnego (przykrycie, za ciepło, Majka chrapie, kuna hałasuje etc) to woła "Tatuś". A gdy boli "TATO!".

Czasem we śnie się zapomni i się jednak pomyli. To ją bawi. A ja z tętnem 180 idę do wanny, bo i tak wiem, że nie zasnę.

**********************************************************************************************************

Bardzo dziękuję za przekazanie 1 % dla Hani!

Jeśli nadal chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny (to subkonto Fundacji, nie prywatne):
BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Raz jeszcze bardzo dziękuję