"Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ"
niedziela, 02 grudnia 2007

Bo ja dzisiaj o nie-spaniu chciałem trochę napisać. A raczej o spaniu nieskrępowanym żadnym żywym i sztucznym, znaczy przedmiotowym, budzikiem. Traumatyczne w tym temacie przeżycia miewam od jakiegoś roku z hakiem. Wtedy to właśnie grafik sypiania wywrócił się do góry nogami i stał się zmorą budzącą wściekłość (nawet) i żal (pełen). Z nielicznymi wyjątkami sytuacyjnymi.

Pokory uczy dziecko małe - slogan ten przez Ojca-Żywiciela (niejedynego) powtarzany, czyli przez autora tegoż pisma, nabiera mocy każdego dnia rano i każdego dnia wieczorem. W tym drugim przypadku mianowicie dotkliwie się przekonuję, że bezpowrotnie minęły czasy bezużytecznego, niczym nie skrępowanego i jakże relaksującego ślęczenia nad komputerem do świtu jesiennego, tudzież przed telewizorem z sączącą się fabułą klasy C, jakże inaczej nie wspomnieć o piwie gdziekolwiek spożywanym w dobrym towarzystwie. Rano dotkliwość doznań przykrych tym większa, że z każdym dniem bardziej upragnione staje się proste marzenie - wyspać się.

2006 r. Błogi sen kota i H.

Jak ja bym chciał jeden dzień przeżyć tak do końca, a potem obudzić się z kurami, kotami, czy innymi stworzeniami, które są na tyle dobrze wychowane, by jakimkolwiek życiowym odruchem nie wytrącać z letargu głowy Ojca, oczu Ojca, czy innych ojca organów, przed magiczną porą późne popołudnie.

Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Od wspomnianego roku z hakiem budzę się tak pi razy oko między godz. 6.15 (wersja dołująca dogłębnie), a 8.00 (pusty śmiech). I pomijam tu wydarzenia niezaplanowane przez Ojca ani przez Najwspanialszą Matkę Globu jak np. zaplanowane z kolei przez ikonkę, blondyneczkę kochaną, wypuszczenie któregoś tam ząbka na wolność, o którejś tam środkowonocnej porze, co ileś tam decybelami ogłaszając nasza H. wzywa któregoś z Rodzicieli na pomoc.

Nerwica gwarantowana z jednym tylko wyjątkiem. Nocne transmisje sportowe Live. Tak było któregoś weekendu, kiedy nagłe przebudzenie i kaszel istotki naszej - ikonki - spowodował wybudzenie nagłe, tudzież w okolicznościach nawet przyjemne, bo okazało się, że właśnie w porze nocnej niejaki Gołota słaniał się na nogach w pierwszej rundzie bokserskiego starcia, czym piszącego tego bloga wybił ze snu na amen. I dziękuje ci H. najdroższa, że głośnym śmiechem uznałaś o 7.45 w niedzielę, że pora wstawać i żreć dawać. Niejaki Kubica właśnie wtedy startował w Chinach czy innej Japonii, a tam zegary do góry nogami chodzą. Aż szkoda, że rozlosowane dziś mistrzostwa Europy w piłce nożnej z racji tej samej strefy czasu po nocy transmisji mieć nie bedą.

Jestem stuknięty, wiem, po co komentować.

16:01, bartosz.raj
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 grudnia 2007

Ja dalej o tej zazdrości do żłobka i żłobkowych osób wszelakich wspomnianych w poprzednim debiutanckim wpisie. Bo dajcie radę jakąś, jak się nie wnerwić ma Ojciec i Żywiciel (niejedyny) wypatrujący najmnieszego nawet gestu dziecka swego wspaniałego, kiedy taką to historię przeżywa. Akcja się rozgrywa w żłobku, Najwspanialsza Mama Globu (NMG) wpada tam jak po ogień po H. - ikonkę naszą, księżniczkę itd. Mała larwa z wyciem przeradosnym wyciąga łapy zapiaszczone piaskiem w piaskownicy (chciałem coś jeszcze z piaskiem dodać, ale wyobraźni zabrakło) i z rykiem nie mniejszym prostuje kolana stając równie pewnie jak tata o 5 rano w sobotę przez nią obudzonym będąc.

Czasem stoję, puchary się należą

Stało się - stoi. Rok z hakiem niewielkim trwał proces pionizacji blond-potwora, potwór się wreszcie uniósł. NMG w ryk (zachwyt), dziecko w ryk (zachwyt niemniejszy) i balansik pupcią, co by pozycji horyzontalnej nie zaliczyć, a przecież mównica jaką miał nasz były prezydent w Kijowie tymczasowo niedostepna. NMG w krzyk: "Ty stoisz! Brawo, brawo, brawo" - i klaszcze. Na to żłobkowe osoby przeróżne, w przeważającej liczbie damskie w ryk (zdziwienie): "To pani nie wiedziała, przecież ona nie pierwszy raz wstała".

I jak tu ma cię człowieku szlag nietrafić. W nieco ponad rok od wydarzenia najważniejszego w życiu moim, trafia się znów Armstrong na księżycu, białe ślepie Moby Dicka, piątka w totka i pulę zgarnia kto inny.

Wkurzające, prawda?

PS: Najwspanialsza Matka Globu ma dziś święto swoje, nieokrągłe. Życzymy z córcią z całego serca - ciepliwości, bo duecik - moja ty najukochańsza, trafił ci się przedni.

10:41, bartosz.raj
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 listopada 2007
Generalnie rzecz ujmując, to ja chciałem o dzieciach. O moim w ilości przeważającej, ale przecie nie tylko. Bo to drodzy państwo temat mnie absorbujący ostatnio bez wyjątku, przyprawiający równie często o histeryczny śmiech, co i o siwiznę postępującą nader gwałtownie, jak na 30-latka.

Debiutuję - jako bloger i jako tata. Ojciec. Głowa rodziny. Żywiciel aczkolwiek niejedyny. I tak siebie określiwszy, się wam przedstawiam: nazwisko Raj, cel w życiu - najistotniejszym osobom świata tego, najukochańszym ludziom pod słońcem jedynym, stworzyć kawałek ziemi z jabłonką i owocem, tyleż bez węża jakiegoś. Gada wypędzić, niech mój prywatny mały raj zostawi w spokoju.

Oczko w głowie, ikonka moja, blondyneczka po Najwspanialszej Mamie Globu (NMG) ma rok z haczykiem niewielkim. I teraz będzie o rzeczonej tej siwiźnie - do żłoba chodzi bowiem ta ikonka, żłoba mianowicie z podglądem interaktywnym przez kamery. Głupio pisać, że się na tym nie znam, ale widzę, jak moja H. je, śpi, bawi się i na szczęście rzadko ryczy z opóźnieniem jakimś 15 sekundowym (technika prawie doskonała).

I tak zagajając tych, co wpadną tu, czytną i raczą coś skrobnąć w odpowiedzi: mam z tym dwa gruntowne kłopoty. A) Ciąglę patrzę co robi H. i wymieniam się spostrzeżeniami z NMG (czasem zdarza się, że wyniki obserwacji tegoż samego podmiotu się różnią). B) Ciągle zazdroszczę. Zazdroszczę im straszliwie i powoli wkaraczam w etap niechęci wręcz. Tym paniom i jednemu panu co moją H. na rękach noszą, karmią i kupę przewijają. Doszło do tego, że patrzeć nie mogę, a do żłoba zawożę dziecko dwukrotnie dłuższą i korkami zapchaną drogą.

Czy ja jestem normalny?

Hania miesięcy prawie 14. Bujawka - szczyt szczęścia. Nauczyła się... w żłobie.


15:53, bartosz.raj
Link Komentarze (2) »
1 ... 61 , 62 , 63 , 64 , 65