MOTTO BLOGA: - OJCOWIE ZDOLNYCH DZIECI SĄ GORĄCYMI ZWOLENNIKAMI TEORII DZIEDZICZENIA
czwartek, 23 kwietnia 2009

Pobudka o 6.50, o 7.10 wstała starsza ikonka, jeszcze przed butlą z mlekiem wmusiłem w nią lek na B., który jest ohydny i popiła lekiem na E., który jest smaczny. Potem pojechałem na rowerze do roboty.
A dzień wcześniej nie będąc ścigany niczym dorzuciłem jeszcze lek wyksztuśny na H., zapuszczenie i odessanie nosa tudzież inhalacje z kroplami na B. Taka ranna obsługa dziecka chorego. No właśnie... czy chorego? Wczoraj dzieci nasze obie były na placu zabaw i były tam pociechy, które nie - bynajmniej - przerwały uczęszczania do żłobów, przedszkoli, choć wyglądają tak, że NMG zakazała się córkom zbliżać, a przyjaciel karetkę wezwał.

hania, mama, ojciec, raj

Nieśmiało więc obwieszczamy, że sukcesem głównie żony i zarazem matki, bo to ona większość dyżurów lekowych obskakuje, wygraliśmy z chorobami dwiema. Chyba. Stąd owe "nieśmiało". Majtek nie ma zapalenia płuc i glutów coraz mniej, Hania poza porannym odkasływaniem prawie nic. Bez antybiotyku się obeszło, bez szpitala, za to z wieloma fajnymi, ciepłymi i długimi spacerami, które na pewno pomogły.I ryjami uśmiechniętymi od ucha do ucha, wiem, bom jak wrócił z tego roweru w formie dętki, tom widział obie uśmiechnięte pyzy.

Niniejszym jednak przysięgam, że jeśli jeszcze raz zobaczę małego/małą cudzą z glutami i charchającą w żłobku Hanutowym, zrobię dziką awanturę rodzicom, najwyżej wyjdę na chama. Nie po to bowiem za przybytek edukacyjny płacę, żeby potem ledwie na leki starczało. Cholera.

maja, stół, ojciec, raj

Finito. Oby.

21:44, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009

My to i tak szczęśliwa rodzinka jesteśmy. Druga ślicznotka na stanie, a tu żadnych ryków nocnych so far nie było. Hanuta kolki nie użyczyła, Majtek też nie, u starszej ząbki rachityczne powyłaziły dopiero po roku, jak już dziąsła tak spulchnione były jak u dziadków Rajów ziemia na działeczce, kiedy przetoczą się przez nią wiosenne kretowiska. 
No, ale przyszła chyba kryska na Matyska.

ząbkowanie, maja, córka, ojciec, raj

Ślinotok potworny (widzicie na zdjęciu?) zwiastuje teraz stan bólu najpewniej, bo mała niewyraźnie jeszcze gada, więc zrozumieć nie możemy dokładnie. Rano był ryk, niespokojne to całe, potem żreć nie chciała, co już jak na Kluchy 6,5 kilogramowej zwyczaje zupełnie do niej niepodobne. Jeszcze później była wizyta lekarska, która nic nowego gorszego nie stwierdziła (o tym poniżej), ale też niewykluczyła po badaniu, że za ból ów, jeśli to ból jest, zęby są odpowiedzialne. Albo nie zęby, tylko brzuch. A brzuch niby od leków, co się je na gardło brało i na kaszel i na gluty. Zwariować można.

Pewności znikąd pożyczyć się nie da, bo co lekarz to teoria, a najlepsi są ci lekarze, którzy na każde zdanie rodziców odpowiadają: "To możliwe". Fakty są jednak takie, że po czopie w domu dziecko najpierw zrobiło kupę (co teorię o brzuchu uwiarygodniło), potem zasnęło, a jeszcze później kilka godzin brykało z humorem, a jak ojciec z fabryki wrócił, to znów zaczęło akurat serenady, jakąś godzinkę powyło, póki nie dostało żelem po dziąsłach (co uwiarygadnia teorię o zębach). Zwariować można.

Od siebie dodam, że w połowie 4 miesiąca wydaje mnie się, że to wcześnie (zwłaszcza w porównaniu do Hanuty), ale ilość śliny z kolei mnie przekonuje, że to może być z tym ząbkowaniem jednak prawda. Chyba że - ale ta teoria nie jest jeszcze przez żadnego medyka potwierdzona - dziecko wyszło na ogródek i polizało ropuchę, której wydzielina skórna podobne objawy sprawia.

Czyli generalnie wiemy, że nic nie wiemy.

PS: Uwaga, to nie jest bynajmniej reklama!!! Eurespal, Hedelix, Clemastinum, Flegamina i Deflegaminum, Calgel, Bactrin, Biodacyna, Neostatyna, Augmentin, Amiklosklav (czy jakoś tak), Ambrosol, New-med, Sterimar, Sinupret, Ibum, Sinecod, Cebion, Nasivin, Dentinox, Smecta, Supremin (czy jakoś tak), Lacidobaby... boziu, w życiu nie wiedziałem, że mnie tak ukarze, że będę tego gówna nazw tyle pamiętał. Rodzicielstwo...
Hanuta nie ma już zmian w oskrzelach, ale katar trwa. Majka nadal nie ma zmian, czyli bez zmian - gluty. Żłobek został poinformowany, że nieobecność sobie odbijemy, a rodziców obijemy - tych, którzy chore dzieci przyprowadzą.

hania, frida, gluty, ojciec, raj

A Hania wspiera ojca takimi zdaniami: - Tatuś, jaki ty dzielny jestesteś! - co prawda był to komentarz do wciągnięcia ją na stół..., ale zabrzmiało tak jakoś górnolotnie, globalnie i kontekstowo tudzież pocieszająco. Więc przyswajam i powtarzam.

22:17, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 kwietnia 2009

Wzięła i chapnęła. Mocno, z premedytacją. W miejscu publicznym. Żeby ukarać i dotkliwie dać do zrozumienia, że się na takie traktowanie nie zgadza.

hania, ojciec, raj

Mamy wiele wspólnego. Też mam czasem ochotę kogoś ugryźć, ale wiek nieodpowiedni i najczęściej kończy się opuchniętym jęzorem własnym. U Hanuty wściekłość wychodzi jeszcze na zewnątrz. Nie, nie, nie, nie tak wyraźnie, jak to miało miejsce w styczniu, kiedy na bunt małolata nałożyła się zazdrość siostrzana i niepokój chorobowy. Teraz to ona w porównaniu do tego styczniowego potwora to jest proszę państwa anioł.
Ale czasem, jak ją już taki szlag trafi, to zaczyna się trząść aż i leci z paszczą wygiętą jak w "Obcym", z daleka kłapie i chwyta, albo - częściej na szczęście - dragająca szczęka zbliża się do ręki, nogi, polika rodziciela i w tym drganiu trwa naście sekund do wygaśnięcia emocji rozsadzajacych 13 kilowe ciałko od wewnątrz.

Widok to niesamowity. Taka walka dziecka z samym sobą. Ugryźć, mocno, zacisnąć zęby, żeby złość całą w energię wgryzania się w ciało przemienić, ech ileż to razy gryziemy z wściekłosci poduchę ( a ojciec to nawet łbem raz walnął w ścianę i potem musiał się w pracy tłumaczyć, że strup od niezauważonego drzewa). I te drgawki, bo świadomość jest, że nie można, że nie przystoi, że będzie awantura. Ta walka jest piękna. Ale czasem dziecko przegrywa. Ach jak ja jej zazdroszczę, że w skali globu bezkarnie może kogoś tak..., tak...... łaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!

hania, ojciec, raj

Noga ugryźnięta została na placu zabaw. To była kara dla NMG, że za wcześnie chciała z tegoż miejsca rozrywki oddalić się do miejsca, gdzie inhalator, gdzie frida gluty ssąca, gdzie skrzynka z kotem na lekarstwa, gdzie kanapka, albo co gorsza obiad. Ostatni raport z domu brzmiał: - Gluty wyciągnięte, ale nie odzywamy się do siebie. 

Wow!

19:21, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 kwietnia 2009

Jak dorwę rodziców tego małego, to zabiję, albo nawet w ryj dam, a jak się wścieknę to im wygarnę. Tego, co łaził z bańkami wielkości globu naszego w kolorze zielonym przywieszonymi do nosa, a starszymi glutami niczym glistami miał otoczoną szyję, a jak chrychnął w twarz ikonki mojej starszej w żłobku, to stary dziad palący 100 papierochów dziennie z zaawansowaną gruźlicą uznałby, że jest zdrowy jak ryba.

hania, inhalator

Przesadzam, ale chory taki jeden był - to fakt - i durne rodzice (mam nadzieję, że to czytacie - kretyni) puścili go do żłoba, bo oczywiście łatwiej dziecko chore bardzo, ale czujące się znośnie wywieźć z domu, niż zostać z nim, no bo co sobie znowu w pracy pomyślą, jak wolne wezmę, nie? Wygodne tyłki takich bezmyślnych opiekunów kopać trzeba, polewać wrzątkiem i sprawdzać czy aby równomiernie puchną, a jak nie to kijem napieprzać aż z tyłka trochę do łba rozumu przeskoczy.
Paniom w żłobku też się trochę należy, choć tutaj trzeba mieć na baczeniu, że łatwo nie mają - przychodzi ci taka paniusia z zasmarkanym dzieciakiem, i zostawia. Zanim glut w samochodzie obtarty wypłynie, zanim pierwszy kaszel wyskoczy, to jej już nie ma. A potem przy odbiorze na głupiej gębie rozkwita fałszywe zdziwienie: "Przecież był zdrowy". Perfidne - w poniedziałek chore przyprowadzili, w środę go już nie było - bo lekarz w żłobie wizytację tradycyjnie ma.

No i ten sam lekarz był u nas wczoraj, bo obie ikonki wirusowe zapalenie przywłaszczyły i walka się toczy nerwami podsycana, bo wiadomo jak to w styczniu ta ścieżka zdrowia wyglądała i jak nas zaprowadziła z młodszą prosto do szpitala. Szczęście, że święta się udały, ikonka starsza miała humor jakby szóstkę w totku trafiła, a teraz walczymy - rano dzisiaj na przykład aplikowanie, wyciąganie, oklepywanie, zapodawanie, wkraplanie, zapuszczanie i inhalowanie trwało równą godzinę. Trzymamy się myśli, że Majtek już starsza, i że nie każdy kaszel musi się od razu zapaleniem płuc kończyć.

Bo jak się jednak skończy (tfu, tfu, tfu), to co sobie w robocie pomyślą, nie? A na poważnie: do łba mi nigdy nie strzeliło żeby dziecko z kaszlem i gorączką do żłobka posłać. No trzeba być debilem. Ale ja może dziwny jestem - równie niewyobrażalne mi się wydaje, żeby psiej kupy nie sprzątnął nawalonej metr od specjalnego, gminnego kosza na takowe smrody. To z kolei do tego kretyna napisane, co labradora dziś wysadził niemal na słupku tegoż urządzenia i grubą dupę zabrał do domu, kupę zostawiając.

jajo, hanka, ojciec, raj

PS: Za natłok wyrazów niemal wulgarnych przepraszam.

12:13, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (5) »
piątek, 10 kwietnia 2009

Fajnie się to liczy od 1.01. Mamy dziś 10 kwietnia, a więc 31 dni stycznia, 28 dób lutego + 31 marca i 10 kwietnia: razem 100 dni życia najmłodszej Rajówny. Powód doskonale dobry, żeby się trochę zdystansować, pożyczyć - tradycyjnie - świętego spokoju, zająć zajacem, baziami, żonkilami, jajami i paroma innymi uniesienia godnymi wydarzeniami.

hania, maja, wielkanoc, ojciec, raj

Wszystkiego dobrego wszystkim. Te sto dni były, echhch co tu ściemniać, ciężkie dla ojca, bo ojciec sobie nie poradził, ojciec dał plamę, ojciec uciekł - taka litania pokutna z okazji wielkiego piątku. W stres, w robotę, w winko :-). Najpierw zapalenie płuc, potem mało krwi we krwi, wszystko to spowodowało, że się z nowym dzieckiem nie dało jakoś ojcu dopasować, że wziął i rzucił resztkę sił i energii w nerwach ocalonej na córkę starszą. To była wymówka, wiem to doskonale. Nie poradziłem sobie i tyle, co tu - powtórzę - ściemniać.

Dopiero ostatnie tygodnie były fajne, szczęśliwe, ojciec się trochę odblokował, nie zrywał się już w nocy zlany potem, bo wydawało mu się, że ktoś kaszle, i liczy, że już będzie tylko lepiej. Jak zdrowiej to i lepiej. Oby. Więc jeszcze raz wszystkim - świętego spokoju codziennie, nie tylko od święta. I mimo wszystko - lepszych 100 dni kolejnych.

16:59, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 kwietnia 2009

No bo te gały ropieją i nas to wkurza. Nie tam, żeby jakoś strasznie, ale wkur... i tyle, koniec kropka. Hance to daliśmy ibum i od razu lepiej (przeciwgorączkowe to, ale i przeciwzapalne). A Majtkowi strach dawać cokolwiek, więc ponieważ nie kaszle, nie charcha i gluty z nosa nie lecą (w obu dziecięcych przypadkach), to trzeba było skonsultować.

maja, hania, hanka, majka, ojciec, raj, oczy

Tym bardziej, że durne rodzice po ryku jakimś dłuższym i przy dziecku mniejszym zmęczonym srodze postanowili temp. zmierzyć i było równe 37 C. więc przed świętami się chucha na mroźne, nie?

W płucach czysto, w gardle czysto, na oczy krople jakieś, święty spokój przed świętami. A przy okazji waga. Hahahahaha!!! 6100 proszę państwa. 6100! Klucha rośnie taka jędrna, że hej. Wspaniale. Najwspanialsza Matka Globu nie byłaby jednak sobą, gdyby nie wyciągnęła na forum publiczne domniemanych problemów ze swoimi - jak to starsza córka mówi: "sysssochami" i nie dopytała o dokarmianie z butli, co ostatnio, przyznaję, zdarza się częściej coraz. No i odpowiedź jest taka, że dokarmiać, i owszem, jak dziecko chce, bo Majtek leci na wysokim centylu i może mieć większe potrzeby niż produkcja przewidziała, nawet napędzana mlekopędnymi herbatkami. 

maja, hania, hanka, majka, ojciec, raj, oczy

Summa summarum owe 6800, co stanowiłoby podwojenie masy urodzeniowej jest bardziej niż pewne przed pół rokiem, coraz częstrze używanie butli i sztuczydła białego - również. Zbliża się chwila wiekopomna, kiedy ojciec zwlekać się będzie musiał z wyra wyproszony nie przez jedną, ale dwie przyssane do smoka córy. A tymczasem, w ten szczególny piątek - świąt spokojnych jak cholera, świętego spokoju nie tylko od święta, oraz oczywiście jaja krędką wymalowanego.

21:13, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 kwietnia 2009

Generalnie zgadywać nie trudno, że temat trochę zastępczy, w czasie sezonu ogórkowego zaczętego jak się domyślacie z dwóch powodów: już dokonanego zapisania (i wpłacenia wpisowego brrrr...) do przedszkola i braku oznak chorobowych (odpukać w niemalowane, drewniane, splunięcie przez lewe i prawe ramię). W sielankowej tej atmosferze bacznemu i wnikliwemu ojcu nie umknął fakt niejakiej zmiany w fizjonomii, tudzież ogólnemu obrysowi łba dziecka młodszego, Majtkiem zwanego.

maja, majka, raj, oicec, zęby, włosy, ślina

Włosy są. No dobrze - zaczynają być, żeby być bardziej precyzyjnym. Zęby idą. No dobrze - na razie ślina, żeby być precyzyjnym. W tym miejscu pojawiają się zapewne pytania o porównania. No i porównanie jest, ale byle jakie, bo Hanuta też włosów i zębów długo nie miała. W zasadzie przypominam sobie takie zdjęcie 7 miesięcznego bezzębnego brzydactwa bez włosów z wielką, nalaną gębą (bo jeszcze nie smukłą, czego dokonał pierwszy z trzech bodaj rotawirusków). I ta de-de-er-owska grzywka z tyłu - pozostałość kępki włosów na środku głowy zaraz po urodzeniu widocznych, która wraz z rośnięciem mózgownicy przesuwała się w dół na potylicę... Majtek też taką kępkę ma i też ona podróżuje po sklepieniu dziecka. Ale ma też już własne, ok. 3 milimetrowe kudły i też - jak w przypadku Hanki - pod słońce wydaje mnie się, że rude...

W tym miejscu, momencie, chwili przypominają mi się różne opowieści o urodzonym maleństwie z trzema zębami, albo wręcz z kucykami - jako dowód wielkiego rozwoju poczynione jeszcze w brzuchu matki. Nasze córki to ominęło. I chyba fajnie. Obserwowanie trzymilimetrowych włosków Majki i litrów produkowanej sliny jest doznaniem mitycznym i szkoda byłoby, gdyby odbyło się to we wnętrzościach NMG.

PS: Niekoniecznie na same święta - trochę przed, a może trochę po, czeka nas pierwsza czwórkowa wyprawa ponad stu-dwudziesto kilometrowa. Będzie ciekawie :-).

12:24, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 kwietnia 2009

Zbierałem się do tej notki od jakiegoś czasu, ale wstrzymywało mnie imbecylne myślenie, że jak napiszę, to zapeszę i się wszystko rozwali. I nie chodzi o to, że moje dziewczyny od prawie dwóch miesięcy są zdrowe, a jak są zdrowe, to eksplorują świat z taką intensywnością, że ojciec nie nadąża. Robią postępy we wszystkim gigantyczne, nie hamowane jękami, glutami i bólami. Chodzi zaś o ich wzajemne relacje - z racji wieku jednostronnie zależne od tej starszej.

hania, maja, ojciec, raj

Donosiłem w styczniu o zazdrości wielkiej i miłości równie pokaźnej, ale potem ta miłość okazała się chwilowa. Teraz względem siostry małej zostało już tylko wielkie kochanie, mam wrażenie, że wręcz miłość nadopiekuńcza. Hanuta głaszcze, przytula, usługuje, przynosi, mówi per "moja siostrzyczka" i "kocham ją" i od paru tygodni nie mieliśmy najmniejszego przejawu chorej zazdrości, buntu wywołanego obecnością młodszej ikonki. Zresztą tego innego młodzieńczego buntu też nie dostrzegamy jakoś tak intesywnie. Minęło - odpukać - wraz z chorobami, zimą i całym tym gów...

hania, maja, ojciec, raj

Dam przykład dziś z rana.  Leżą sobie obie łobuzice w wyrze, jak na załączonym obrazku i ja mówię do Hanuty: "Ładnie wyglądasz, jesteś boska. A Maja to taka jeszcze niewyględna, nieładna, prawda?". I rozlega się protest, że "nie, Maja jest ładna i jest boska!". Nie kłóciłem się.
To nie tak, że ja na codzień wyzywam dzieci od "boskich", dlatego wyłuszczam kontekst. Zresztą owe "boska" to jeden z dwóch nowych przyswojonych i ze zrozumieniem powtarzanych słów. Drugim jest "opalona". Ryj ma starsza ikonka bowiem strzaskany, jak nigdy w życiu - wiem co mówię, bo ta jej arystokratyczna bladość zwraca uwagę wszystkich. Po trzech dniach wyłażenia na dwór, z czego jeden to było 8 godzin na powietrzu non-stop, jej poliki przybrały barwę, spotykaną dotąd jeno w czasie gorączki i to takiej po śnie.
Więc powiedziałem jej wczoraj po kąpieli, która odbyła sie późno z racji urwanego kranu i awarii tym wywołanej prądowej, że jest opalona i wygląda bosko. Zaczęła powtarzać i poleciało.

I mam już tylko jedno życzenie - by "opalona" i "boska" i "zdrowa"mógł powtarzać bezustanku, i że ten zaglucony małolat w żłobku jej nic dziś nie sprzedał.

hania, maja, ojciec, raj

PS: A propos żłobka, wykonalismy decydujący telefon do przedszkola. Jutro niby podpisujemy. I znów się krucho z pieniędzmi zrobi, bo wpisowe...

PS2: Wzorem pewnego tatuśka blog ten ma sponsora i jest dedykowany temu, kto wczoraj poratował korkami i zajął się ich wkręceniem, przywracając światłość w domu Rajów. Kran naprawiłem sam, ale że przy okazji zalałem kinkiet w łazience to... nie pytajcie jak.

piątek, 03 kwietnia 2009

Śmieszne. Prima aprilisowy wpis, że nie poślemy Hanuty do przedszkola, skazując córkę starszą na siedzenie (zapewne mało fajne) ze starymi w domu, i że NMG nie wróci do pracy, i że w ogóle będzie najlepiej jak doczłapie się jakoś bez "edukacji" do 6-latkowego pójścia do szkoły, i że z oszczędności kupimy sobie auto... - nie wywołał w zainteresowanych protestów. No to zastanowimy się nad zatrudnieniem babci na pełen etat, a co? [na zdj: H. w żłobie]

hania, hanka, żłobek

Żart. Akcja poszukiwania przedszkola trwa, ale że tak się wyrażę efekty tegoż są schematyczne. Bo doskonale wiemy czego się spodziewać.

a) w państwowych w okolicy jest tyle miejsc, że szansa na wtrynienie tam dziecka jest równa natychmiastowemu przyjęciu Rosji do NATO. b) Owe państwowe placówki dysponują dla dziecka czasem ograniczonym do 16.30-17, co z kolei urządza nas mniej więcej jak wysoko-oprocentowany kredyt. c) multum jest dookoła przedszkoli prywatnych o różnym stopniu zaawansowania. Owe zaawansowanie można podzielić na:

1) Prawdziwe szkoły dla 2-5 latków we wspaniałych domach, ze wspaniałymi ogrodami i placami zabaw, opieką wykwalifikowanej wspaniałej, uśmiechniętej kadry, monitoringiem, zajęciami począwszy od j. angielskiego, po elementy chemii, biologii i oczywiście klub sportowy z własnym boiskiem. I drogie są jak cholera. Cholera, cholera.

2) Przedszkola prywatne mniejsze, mniej liczne - co korzystne jednak jest po fali jesienno-zimowo-wiosennych epidemii - z mniejszymi jednak możliwościami opieki, no i jeszcze argument za - mniejszą ceną.

3) Domowe przedszkola, prowadzone przez mamy, ciotki, córki, w prywatnych segmentach, mieszkaniach, domach. Co o nich myślę napisałem tutaj, więc powtarzać się nie będę, choć zapewne są takie, które są modelowe. Ceną nie odbiegają od grupy 2.

A teraz do meritum. Efekt poszukiwań, przyznajemy spóźnionych, jest taki, że państwowe chyba skreślamy (albo one nas skreśliły), w prywatnych zaś jest taka sytuacja, że niby w jednym mamy szansę (bo są jeszcze słownie "dwa" miejsca), ale on należy do grupy C1. Wśród przedszkoli z grupy C2 mamy jedno, co zadecyduje czy weźmie Hanię, jak dostanie zgodę na powiększenie lokalu, drugie, które wpisało nas na rezerwę, trzecie, którego jeszcze nie widzieliśmy, ale ceną (i chyba tylko ceną) aspiruje do grona przedszkoli C1 oraz kilka innych "puchatków, kubusiów, uszatków, pand, krasnali, jeżyków, maleństw" i innych, w których miejsc nie ma od września 2007. [na zdj: musicie mnie zabierać ze żłoba?]

hania, żłobek

Decyzja? Niby jest, ale niby jeszcze jej nie ma, bo nic nie podpisywaliśmy. Padliśmy bowiem ofiarą "złego wyboru na początek". Poszliśmy od razu z wizytacją do przybytku prawdopodobnie nie mającego wad. A jeśli takowe są, to ich w głupiej ludzkiej naturze nie dostrzegamy. I każda kolejna wizyta jest siłą rzeczy porównaniem, które wypada na niekorzyść przedszkola porównywanego.

Pójdę z torbami. 
16:45, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (5) »
środa, 01 kwietnia 2009

Potencjalny konkurent w tym roku to 1.1.2009, z wiadomych przyczyn i względów :-). Niemniej 1.04.2009 też jest magiczny i nie chodzi wcale tylko o to, że my - rodzice, ojciec i NMG, mamy dziś trzecie święto "tak & tak", a Hania miała wtedy minus 4 miesiące, tzn. była od 5 miesięcy w brzuchu...

sport.pl, front page, ślub, raj

Generalnie święto jest. Gorąco, ojciec dostał wolne, spacer był na trzy godziny z Hanką i Majtkiem, łabędzie były cztery i zeżarły cały chleb z przeznaczeniem do domu za 2,50 i dwie buły.

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

A po powrocie do domostwa były pierwsze (wreszcie!) porządki na ogródku, omijanie grabiami 9 krokusów (policzyła sama Hantek, de facto jest ich 17 - policzył ojciec) i zwijanie trzech przedłużaczy. Uwaga! świąteczne lampki zostały na trzech choinkach, gdyż istnieją dwa ryzyka: a) że ojciec będzie chciał sobie kiedyś jeszcze ciepłej nocy poświecić, b) że przyszłego 24-tego grudnia nie sięgnie ojciec czubka, więc na wszelki nie sobie wiszą.
Jakby mało cyferek tego dnia znaczyło, to Majtek ma dziś równo trzecią miesięcznicę. Łatwo liczyć, pierwszy w końcu.

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

I na te okoliczność zrobiła nam Majka niespodziankę wielką, gdyż przespawszy 3 godziny na spacerze, opróżniwszy dwa cycki doszczętnie, i walnięciu 1 kupy, klapnęła na brzuch na stole kuchennym i dawaj drałować sobie sama w przód! Trzeba było ją złapać przed końcem blatu, potem generalnie powtórzyła technikę starszej siostry - czyli obraca się w kółko. Hura - po trzykroć - hura, hura, hura!

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

PS: Poruszyłem tutaj sprawę przedszkola. Po wizycie pewnej doszedłem do wniosku, że Hania do przedszkola nie pójdzie, bo te fajne są duuuuuużo za drogie, a te inne - niefajne. Hanię przetrzyma o pół roku dłużej żlobek (mamy taką deklarację), potem będzie siedzieć w domu z NMG, która nie wróci do pracy, pomoże jej babcia i Hania w wieku 6 lat (dzięki ci MEN-ie kochany!) pójdzie już do szkoły. Szkoda kasy. Kupimy sobie za to nowe auto.

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

PS2: Kolejne wysokie liczby mogą być zatrważające - dziś wieczorem Orły podejmują dzielnych sanmaryńczyków. Zapraszam na żywo.

17:29, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 marca 2009

Operacja "Przedszkole" rozpoczęta. Tak wiem, że to późno, ale żeśmy się tu wszyscy wkoło dali zmanipulować i uśpić. Najpierw to się urodził Majtek i jakoś nie było czasu pomyśleć, potem się Majtkiem trzeba było zajmować i w szpitalu odwiedzać. Wyszło... jak wyżej. A teraz to wychodzi na to, że a) na publiczne to nie mamy szans, bo ojciec ma dwie ręce, dwie nogi, pracę i żonę, do tego owe przybytki do 17. i won. b) w prywatnych tych ciut tańszych też klamkę całujemy, c) a w tych droższych to miejsc jest jak kot napłakał i niekoniecznie od września, kiedy nasza dumna królewna będzie miała 3 lata i 2 miesiące.

[tu zaczęła edukację - miała rok z hakiem i nie chodziła]

Bo myśmy myśleli, że to jakoś tak samo wyjdzie i Hanuta przeskoczy do przedszkola, które od jej obecnego żłobka jest oddalone o jakieś trzy miejsca parkingowe, i że dzięki poleceniu szefostwa żłobka, to my się nie mamy co cykać. Tylko się okazało, że polecenie, poleceniem, ale jak przedszkole się z dewelopperem na temat powiększenia obszaru użyteczności dziecięcej spiera, to możemy się starać ile wlezie, ale więcej miejsca nie zrobimy i na lodzie zostaliśmy (chyba?).

Jest oczywiście kupa przedszkoli tzw. rodzinnych, ale ja chyba zrażony jestem... No bo pierwszy żłobek Hanuty był właśnie takim interesem od zera i zerem się skończyło. Pamiętacie? Wszystko było cacy, aż tu jedna z opiekunek zaczęła opowiadać o dzieciach womitujących, o braku informacji, braku kontaktu, nowym właścicielu, o którym rodzice nie wiedzieli. Upadł ten żłobek - dowiedziałem się pół roku po zabraniu Hanki stamtąd, przez przypadek się dowiedziałem, bo zadzwonił nowy właściciel owego przybytku, że się sądzi ze starym i czy bym nie poświadkował. Nie. Nie będę świadkował, ale jak dziś zadzwoniłem w jedno miejsce i usłyszałem "że córka mieszka na górze, a na dole zrobiła przedszkole i będzie super edukacja zgodna z MEN i że już kupiliśmy zabawki" to jakoś mnie zmroziło, może niesprawiedliwie, ale cóz poradzę. No i cena - mniej dzieci, kasa 1/3 wyższa, wszystko ekstra płatne. Poszlibyśmy z torbami jeszcze większymi niż teraz chodzimy.

[a tu zakończy na etapie żłobkowym...uwaga reklama zasłużona: to BRZDĄC]

brzdąc, żłobek, ojca, raj, hania, hanuta, hanka

We wtorek i środę czeka nas sesja wyjazdowa i spotkania z przedszkolami. Cały ten zamęt na plan dalszy zrzuca rzecz najistotniejszą - jak moja ikonka poradzi sobie w nowym otoczeniu. Wiem, wiem, wiem - skamlam niepotrzebnie, ale wiecie - teraz to jest luz, włazi do żłoba jak do siebie. Panie "kocham", dzieci "kocham", angielski "kocham". No cóż, jak nie ja, to kto ma się takimi rzeczami przejmować. A przejmuję się też dlatego, że jedno z pierwszych zapamiętanych życiowych przeżyć autora tych wypocin, to spacer przez kładkę arterii warszawskiej do przedszkola... I kolejne obrazy:
a) rzucamy z ojcem kasztanami, jeden upada na betonową studzienkę, ja pytam z nadzieją: "Wyrośnie?" Ojciec głupi postanowił być szczery, czym mnie do przedszkola zniechęcił.
b) zaklejone usta plastrem bez opatrunku - bo gadałem
c) skwarki w ziemniakach - ohyda
d) leżakowanie...

brzdąc, żłobek, ojca, raj, hania, hanuta, hanka

Wytrzymałem dwa tygodnie. Chyba nawet raz stamtąd uciekłem. Wiem, że mineło 30 lat. Ale jak się tu mi dziwić, że mam skazę?

PS: Zdjęcie później. Trzeba jakieś wesołe dobrać :-)

14:50, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 marca 2009

Dawno nie donosiłem uprzejmie o słowotwórstwie ikonki starszej ukochanej, teraz nadrabiam zwrotem powalającym. Otóż ściskam ja dziecko namiętnie w ramionach, kiedy ta cholera odpycha mnie brutalnie i z wyrzutem oznajmia: "Przestań! Ja się chyba powoli zbieram". Do żłobka szła.

zima, hania, paulina, sanki, ojciec, raj

Winnego nauczenia tego zwrotu mam wytypowanego i obstawiam bez pudła - babka. Babka wpada jak po ogień i zanim się rozbierze już mówi, że się zbiera, ewentualnie - musi lecieć.
Drugi zwrot, a raczej słowo, którego źródła upatruję w żłobku, to "dzięki".Dawno nie słyszałem zwykłego "dziękuję". Ciągle tylko "dzięki" i "dzięki", rzucane w przestrzeń, brzmiące jak zakrzyknięte przez dresiarza jakiegoś, przez zęby, takie z angielska typu "thaaaanks...". Powtórzę się - obłęd. 

Bardzo fajne uczucie - móc wszystko powiedzieć dziecku i rozumieć wzystko co ono mówi, prowadząc prawdziwą dyskusję nad przewagą groźnej chmury czarnej, ale śnieżnej, nad dmuchanymi obłokami szarymi niosącymi deszcz. Jak to mówili w reklamie - bezcenne.

PS1. Zaszczepiliśmy! Po 1,5 miesiąca od terminu młodsze dziecko wreszcie wyleczone i zakłute przeciwko ksztuścowi, tężcowi i czemuś tam jeszcze. Waga 5700. Czyli 110 gram w 3 dni, tłuścioch...

zima, hania, paulina, sanki, ojciec, raj

PS2.Zdjęcia przewrotnie, żeby tą cholerną zimę przegnać. "Dzięki, ale mamy cię dość. Dzięki, ale na sankach już jeździliśmy. Dzięki, ale może powoli byś się wredoto zebrała i wzięła dupę w troki?" I z życzeniami dla siostry, co by szybko kość łapy złamanej odbudowała.

PS3. Dziadkom moim, a córek moich pradziadkom, wieku nigdy nie wypomnę. Ale podam z kronikarskiego obowiązku, że w sumie to dobijają gdzieś tak do 200...hahaha :-). Co tam, że surfują po sieci, zdjęcia ściągają, wiadomości czytają w internecie, autami z GPS-ami pomykają i komentarze pod tym blogiem walą. Piszą też maile do mnie takie:

"Mamy dylemat. Uważamy że to zła decyzja, że pojedzie bez KERS-u. Pozdrawiamy całą rodzinkę".

Moje dziadki zastanawiają się, czy BMW dobrze zrobiło, że Kubica pojedzie w wyścigu Formuły 1 bez systemu KERS! Obłęd - po trzykroć zakrzyknę - obłęd!!! Więcej o Kubicy - tutaj. 

zima, hania, paulina, sanki, ojciec, raj

22:51, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 marca 2009

"Przerażające myśli zassały świat wypełniając go mroźnym strachem niezrozumienia, beznadziejności i ogłupienia". Czy coś w ten deseń równie idiotycznego. W każdym razie o duchach ganiających ludzi za grzechy sprzed kilkudziesięciu lat. Książkę o tej bzdetnej treści połknąłem najpierw ja, jak na pozycję dokiblową przystało w wannie, a teraz kontempluje ją co wieczór żona moja uduchowiona. I właśnie w tej "gęstej atmosferze przeraźliwego otępienia" dziecko starsze wróciło ze żłobka, wzięło blok z plakatami do kolorowania, odwróciło nonszalancko czarno-biały rysunek ptaków czy czegoś tam "niepojętnie obłędnego" i na czystej kartce machnęła...

duch, rysunek, ludzik, hania, hanka, ojciec, raj

... ludzika. Wryło nas. Wryło nas doszczętnie. Stado duchów i innych zombie mogłoby zacząć lizać mnie po piętach a nic bym i tak nie poczuł. Opisywała każdą czynność - rączka, druga rączka, nogi, głowa, włosy, oczy dwa. Te oczka malowała skupiając całą siłę na końcu języka. Przyznajemy, że wrycie wynika też stąd, że my jej raczej tego nie nauczyliśmy - to znaczy rysujemy, malujemy, pewnie, ale znów zwalimy rozwój edukacyjny raczej na przybytek żłobem zwany.
Jesteśmy pod wielkim wrażeniem. Ogromnym. A córa niewzruszona machnęła potem słonia (uszy były większe od całego zwierzęcia, ale były - a jakże - dwa po obu stronach koślawej głowy) i rybkę (z wyraźnie zaznaczonym przecięciem skrzelowym). Ale zaraz... może z tym żłobem to jednak nieprawda?...

Skojarzenie z duchami oczywiste - pozycja, którą "w panice, ale pożądaniem targana"pochałania NMG jest o duchach, co to zamiast oczu mają "miotające się smugi cienia". Ależ proszę bardzo, bójta się, oto okładka:

horror, książka, hania, ojciec, raj

Dostatecznie straszna? Jeśli nie uwierzyliście w całkowite (do niedawna) opętanie mej rodziny (nazwisko Raj - kiedyś musiało nas to spotkać!) to wyłuszczam dlaczego nie sfotografowałem słonia i rybki. "Coś chłodnego, o oddechu cuchnącym grobem" wytrąciło mi aparat z ręki, i teraz robi on takie zdjęcia:

rodzina raj

Wszystkie potwory się skitrały w majtki i zwiały, a demon spalił się ze strachu. Także ten demon krew wszystkim psujący, ten od anizo... no - tej niedokrwistości, tej hemoglobiny niskiej. Wyniki coraz lepsze, waga coraz wyższa - 5600. Żre Gruby Majtek i krew buduje. No i kontroli w szpitalu już nie dostaliśmy. Może także dlatego, że NMG poszła tam dziś z ową książką... Uuuuuaaaaa!!!!

PS: Wywiad ze specem od Formuły 1 na kilka dni przed KUBICĄ! W nocy jeździ, obudzi mnie Majtek?

22:55, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 marca 2009

Wzięli normalnie znienacka zadzwonili, najpierw, że niby od nas już nic chcą w gestii wypożyczenia dekodera, ale to była tylko ściema, bo zaraz zaatakowali ponownie, że przyjadą po dziecko i nie chcą słyszeć żadnych sprzeciwów. Zatkali nas, otumanili i siem musieli zgodzić, przyparci do muru. A miała córa obiad gotować starym, kopytka...

kopytka, gotowanie, obiad, hania, hanuta, hania, ojciec, raj

Weekend dla starszego dziecka rzekłbym wyborny - przyjaciele zza miedzy wzięli na parę godzin, była wystawa dla dzieci, balony, no i Basia, co największą frajdą było chyba. Pociecha nasza starsza wróciła do domu zmordowana, ale tak nakręcona, że z trudem się ją dogonić szło. A potem zasnęła na fotelu jak stary dziad przed telewizorem, mleko piła w stanie półmroczności ciemnej, a siku strzeliła mamrocząc już przez głęboki sen.

Nazajutrz - jak to ładnie mówią - czyli dziś, w niedzielę, została wywieziona na kolejną wycieczkę, tym razem z siostrą małą, która od wczoraj umie się modlić, czytaj łapki składać, i generalnie bardzo jest nimi zainteresowana, co podobno znów jakimś tam krokiem rozwojowym jest, etapem milowym itp, itd. Obie me córki z NMG najwspanialszą udały się bowiem do ciotki, która - skrycie wyznaję - jest prowodyrem i promotorem powstania nie tylko tych dwóch żyć opisywanych tutaj, ale chyba i całego tego galimatiasu małżeństwem zwanego. Za co chwała jej, chwała. A ona psy ma, więc frajda.

hania, zmęczenie, hanka, ojciec, raj

A ojciec pracował (w domu samz kotami), ale w takiej dookoła atmosferze sielanki, wycieczek i ogólnego rozgardiaszu, że ta robota lekką się stała, a przynajmniej o wiele lżejszą, tym bardziej, że choć za oknami nie widać, to w kalendarzu przecie stoi jak wół - 22 marca, a więc wiosna. Ciepło znaczy się. A więc spierd... wszystkie choroby, bye, bye. I tym optmistycznym akcentem...

17:58, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 marca 2009

Jakoś tak się złożyło, że druga notka z wykrzyknikiem pod rząd. Bo i wydarzenie niebanalne. Epokowe wręcz, a co tam, że epitetami takimi sadzę, ale milowe naprawdę, bo powtórzone, więc trwałą (oby!) tendencję ukazujące. Majtek już dwie noce pod rząd śpi jak zabita. Przewrotnie zdjęcie będące całkowitym zaprzeczeniem.

maja, majka, córka, ojciec, raj, sen

Najpierw to się nawet wystraszyłem. Padło dziecko o 21 wymordowane dniem całym i wymęczone ekwilibrystyką przedwannową. A i ja, jak nie ja, wstyd się przyznać, ale kwadransik przed 23 też sobie regularnie poszedłem spać. No i obudziłem się o 1 w nocy jakoś tak dziwnie, ale szczęśliwie, bo wysikać starszą córę się udało. Wracam do wyra, ale taka cisza mnie wystraszyła, NMG nawet nie chrapała, że sprawdziłęm czy mała normalnie oddycha. A jakże - oddychała i spała. Wstała dopiero o 3 w nocy, na jedno pojedyncze karmienie.

A wczoraj to już rewelacja. Ojciec poszedł co prawda na lumpy i do 4 rano balował (co jak współbalujący twierdzą nie było bynajmniej rekordem, wręcz wynikiem dość miernym) i jak wrócił to go NMG przysłowiowym wałkiem przywitała, a rano nagłe zmęczenie i słabość się pojawiły, więc nieco później dopiero się wywiedziałem, że dziecko padło znów o 21, i zostało siłą niemal obudzone, gdyż cycki eksplozją groziły, o 1 w nocy, żeby dalej spać do rana. Jak zapewnia NMG zjadła przez sen, przesypiając noc calutką.

Byłoby wspaniale, gdyby to się utrwaliło. Tak, najlepiej to taki scenariusz, gdyby Majka kochana zechciała realizować:
godz. 20 - kąpiel
godz. 20.30 - rozmowy z ojcem
godz. 20.45 - jadło
godz. 21 - spanie
godz. 24. - jadło na siłę
godz. 7 - pobudka.

Ech, marzenia. Tym bardziej, że jutrzejsza rzeczywistość może się okazać bolesna (że o niedzielnej kiedy skasujemy sobie sami w zegarkach godzinę nie wspomnę), gdyż Hanuta poszła dziś wymęczona lulu przed 20, a to oznacza pobudkę równo z mleczarzem, a Majtek też już kima. Pocieszające jedynie, że ojcu po ostatnich baletach łeb również zwisa, więc ziewając żegnam grono miłe, paaaaaaaaaaaaaaa...

PS: Ojca Raj na salonach po raz drugi. Chwalę się, a co... Główna strona Gazeta.pl wyglądała tak:

gazeta.pl, blog, ojca raj

| < Wrzesień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze




ESKA Rock
zBLOGowani.pl