MOTTO BLOGA: - OJCOWIE ZDOLNYCH DZIECI SĄ GORĄCYMI ZWOLENNIKAMI TEORII DZIEDZICZENIA
środa, 01 kwietnia 2009

Potencjalny konkurent w tym roku to 1.1.2009, z wiadomych przyczyn i względów :-). Niemniej 1.04.2009 też jest magiczny i nie chodzi wcale tylko o to, że my - rodzice, ojciec i NMG, mamy dziś trzecie święto "tak & tak", a Hania miała wtedy minus 4 miesiące, tzn. była od 5 miesięcy w brzuchu...

sport.pl, front page, ślub, raj

Generalnie święto jest. Gorąco, ojciec dostał wolne, spacer był na trzy godziny z Hanką i Majtkiem, łabędzie były cztery i zeżarły cały chleb z przeznaczeniem do domu za 2,50 i dwie buły.

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

A po powrocie do domostwa były pierwsze (wreszcie!) porządki na ogródku, omijanie grabiami 9 krokusów (policzyła sama Hantek, de facto jest ich 17 - policzył ojciec) i zwijanie trzech przedłużaczy. Uwaga! świąteczne lampki zostały na trzech choinkach, gdyż istnieją dwa ryzyka: a) że ojciec będzie chciał sobie kiedyś jeszcze ciepłej nocy poświecić, b) że przyszłego 24-tego grudnia nie sięgnie ojciec czubka, więc na wszelki nie sobie wiszą.
Jakby mało cyferek tego dnia znaczyło, to Majtek ma dziś równo trzecią miesięcznicę. Łatwo liczyć, pierwszy w końcu.

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

I na te okoliczność zrobiła nam Majka niespodziankę wielką, gdyż przespawszy 3 godziny na spacerze, opróżniwszy dwa cycki doszczętnie, i walnięciu 1 kupy, klapnęła na brzuch na stole kuchennym i dawaj drałować sobie sama w przód! Trzeba było ją złapać przed końcem blatu, potem generalnie powtórzyła technikę starszej siostry - czyli obraca się w kółko. Hura - po trzykroć - hura, hura, hura!

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

PS: Poruszyłem tutaj sprawę przedszkola. Po wizycie pewnej doszedłem do wniosku, że Hania do przedszkola nie pójdzie, bo te fajne są duuuuuużo za drogie, a te inne - niefajne. Hanię przetrzyma o pół roku dłużej żlobek (mamy taką deklarację), potem będzie siedzieć w domu z NMG, która nie wróci do pracy, pomoże jej babcia i Hania w wieku 6 lat (dzięki ci MEN-ie kochany!) pójdzie już do szkoły. Szkoda kasy. Kupimy sobie za to nowe auto.

hania, maja, ojciec, raj, prima aprilis

PS2: Kolejne wysokie liczby mogą być zatrważające - dziś wieczorem Orły podejmują dzielnych sanmaryńczyków. Zapraszam na żywo.

17:29, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 marca 2009

Operacja "Przedszkole" rozpoczęta. Tak wiem, że to późno, ale żeśmy się tu wszyscy wkoło dali zmanipulować i uśpić. Najpierw to się urodził Majtek i jakoś nie było czasu pomyśleć, potem się Majtkiem trzeba było zajmować i w szpitalu odwiedzać. Wyszło... jak wyżej. A teraz to wychodzi na to, że a) na publiczne to nie mamy szans, bo ojciec ma dwie ręce, dwie nogi, pracę i żonę, do tego owe przybytki do 17. i won. b) w prywatnych tych ciut tańszych też klamkę całujemy, c) a w tych droższych to miejsc jest jak kot napłakał i niekoniecznie od września, kiedy nasza dumna królewna będzie miała 3 lata i 2 miesiące.

[tu zaczęła edukację - miała rok z hakiem i nie chodziła]

Bo myśmy myśleli, że to jakoś tak samo wyjdzie i Hanuta przeskoczy do przedszkola, które od jej obecnego żłobka jest oddalone o jakieś trzy miejsca parkingowe, i że dzięki poleceniu szefostwa żłobka, to my się nie mamy co cykać. Tylko się okazało, że polecenie, poleceniem, ale jak przedszkole się z dewelopperem na temat powiększenia obszaru użyteczności dziecięcej spiera, to możemy się starać ile wlezie, ale więcej miejsca nie zrobimy i na lodzie zostaliśmy (chyba?).

Jest oczywiście kupa przedszkoli tzw. rodzinnych, ale ja chyba zrażony jestem... No bo pierwszy żłobek Hanuty był właśnie takim interesem od zera i zerem się skończyło. Pamiętacie? Wszystko było cacy, aż tu jedna z opiekunek zaczęła opowiadać o dzieciach womitujących, o braku informacji, braku kontaktu, nowym właścicielu, o którym rodzice nie wiedzieli. Upadł ten żłobek - dowiedziałem się pół roku po zabraniu Hanki stamtąd, przez przypadek się dowiedziałem, bo zadzwonił nowy właściciel owego przybytku, że się sądzi ze starym i czy bym nie poświadkował. Nie. Nie będę świadkował, ale jak dziś zadzwoniłem w jedno miejsce i usłyszałem "że córka mieszka na górze, a na dole zrobiła przedszkole i będzie super edukacja zgodna z MEN i że już kupiliśmy zabawki" to jakoś mnie zmroziło, może niesprawiedliwie, ale cóz poradzę. No i cena - mniej dzieci, kasa 1/3 wyższa, wszystko ekstra płatne. Poszlibyśmy z torbami jeszcze większymi niż teraz chodzimy.

[a tu zakończy na etapie żłobkowym...uwaga reklama zasłużona: to BRZDĄC]

brzdąc, żłobek, ojca, raj, hania, hanuta, hanka

We wtorek i środę czeka nas sesja wyjazdowa i spotkania z przedszkolami. Cały ten zamęt na plan dalszy zrzuca rzecz najistotniejszą - jak moja ikonka poradzi sobie w nowym otoczeniu. Wiem, wiem, wiem - skamlam niepotrzebnie, ale wiecie - teraz to jest luz, włazi do żłoba jak do siebie. Panie "kocham", dzieci "kocham", angielski "kocham". No cóż, jak nie ja, to kto ma się takimi rzeczami przejmować. A przejmuję się też dlatego, że jedno z pierwszych zapamiętanych życiowych przeżyć autora tych wypocin, to spacer przez kładkę arterii warszawskiej do przedszkola... I kolejne obrazy:
a) rzucamy z ojcem kasztanami, jeden upada na betonową studzienkę, ja pytam z nadzieją: "Wyrośnie?" Ojciec głupi postanowił być szczery, czym mnie do przedszkola zniechęcił.
b) zaklejone usta plastrem bez opatrunku - bo gadałem
c) skwarki w ziemniakach - ohyda
d) leżakowanie...

brzdąc, żłobek, ojca, raj, hania, hanuta, hanka

Wytrzymałem dwa tygodnie. Chyba nawet raz stamtąd uciekłem. Wiem, że mineło 30 lat. Ale jak się tu mi dziwić, że mam skazę?

PS: Zdjęcie później. Trzeba jakieś wesołe dobrać :-)

14:50, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 marca 2009

Dawno nie donosiłem uprzejmie o słowotwórstwie ikonki starszej ukochanej, teraz nadrabiam zwrotem powalającym. Otóż ściskam ja dziecko namiętnie w ramionach, kiedy ta cholera odpycha mnie brutalnie i z wyrzutem oznajmia: "Przestań! Ja się chyba powoli zbieram". Do żłobka szła.

zima, hania, paulina, sanki, ojciec, raj

Winnego nauczenia tego zwrotu mam wytypowanego i obstawiam bez pudła - babka. Babka wpada jak po ogień i zanim się rozbierze już mówi, że się zbiera, ewentualnie - musi lecieć.
Drugi zwrot, a raczej słowo, którego źródła upatruję w żłobku, to "dzięki".Dawno nie słyszałem zwykłego "dziękuję". Ciągle tylko "dzięki" i "dzięki", rzucane w przestrzeń, brzmiące jak zakrzyknięte przez dresiarza jakiegoś, przez zęby, takie z angielska typu "thaaaanks...". Powtórzę się - obłęd. 

Bardzo fajne uczucie - móc wszystko powiedzieć dziecku i rozumieć wzystko co ono mówi, prowadząc prawdziwą dyskusję nad przewagą groźnej chmury czarnej, ale śnieżnej, nad dmuchanymi obłokami szarymi niosącymi deszcz. Jak to mówili w reklamie - bezcenne.

PS1. Zaszczepiliśmy! Po 1,5 miesiąca od terminu młodsze dziecko wreszcie wyleczone i zakłute przeciwko ksztuścowi, tężcowi i czemuś tam jeszcze. Waga 5700. Czyli 110 gram w 3 dni, tłuścioch...

zima, hania, paulina, sanki, ojciec, raj

PS2.Zdjęcia przewrotnie, żeby tą cholerną zimę przegnać. "Dzięki, ale mamy cię dość. Dzięki, ale na sankach już jeździliśmy. Dzięki, ale może powoli byś się wredoto zebrała i wzięła dupę w troki?" I z życzeniami dla siostry, co by szybko kość łapy złamanej odbudowała.

PS3. Dziadkom moim, a córek moich pradziadkom, wieku nigdy nie wypomnę. Ale podam z kronikarskiego obowiązku, że w sumie to dobijają gdzieś tak do 200...hahaha :-). Co tam, że surfują po sieci, zdjęcia ściągają, wiadomości czytają w internecie, autami z GPS-ami pomykają i komentarze pod tym blogiem walą. Piszą też maile do mnie takie:

"Mamy dylemat. Uważamy że to zła decyzja, że pojedzie bez KERS-u. Pozdrawiamy całą rodzinkę".

Moje dziadki zastanawiają się, czy BMW dobrze zrobiło, że Kubica pojedzie w wyścigu Formuły 1 bez systemu KERS! Obłęd - po trzykroć zakrzyknę - obłęd!!! Więcej o Kubicy - tutaj. 

zima, hania, paulina, sanki, ojciec, raj

22:51, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 marca 2009

"Przerażające myśli zassały świat wypełniając go mroźnym strachem niezrozumienia, beznadziejności i ogłupienia". Czy coś w ten deseń równie idiotycznego. W każdym razie o duchach ganiających ludzi za grzechy sprzed kilkudziesięciu lat. Książkę o tej bzdetnej treści połknąłem najpierw ja, jak na pozycję dokiblową przystało w wannie, a teraz kontempluje ją co wieczór żona moja uduchowiona. I właśnie w tej "gęstej atmosferze przeraźliwego otępienia" dziecko starsze wróciło ze żłobka, wzięło blok z plakatami do kolorowania, odwróciło nonszalancko czarno-biały rysunek ptaków czy czegoś tam "niepojętnie obłędnego" i na czystej kartce machnęła...

duch, rysunek, ludzik, hania, hanka, ojciec, raj

... ludzika. Wryło nas. Wryło nas doszczętnie. Stado duchów i innych zombie mogłoby zacząć lizać mnie po piętach a nic bym i tak nie poczuł. Opisywała każdą czynność - rączka, druga rączka, nogi, głowa, włosy, oczy dwa. Te oczka malowała skupiając całą siłę na końcu języka. Przyznajemy, że wrycie wynika też stąd, że my jej raczej tego nie nauczyliśmy - to znaczy rysujemy, malujemy, pewnie, ale znów zwalimy rozwój edukacyjny raczej na przybytek żłobem zwany.
Jesteśmy pod wielkim wrażeniem. Ogromnym. A córa niewzruszona machnęła potem słonia (uszy były większe od całego zwierzęcia, ale były - a jakże - dwa po obu stronach koślawej głowy) i rybkę (z wyraźnie zaznaczonym przecięciem skrzelowym). Ale zaraz... może z tym żłobem to jednak nieprawda?...

Skojarzenie z duchami oczywiste - pozycja, którą "w panice, ale pożądaniem targana"pochałania NMG jest o duchach, co to zamiast oczu mają "miotające się smugi cienia". Ależ proszę bardzo, bójta się, oto okładka:

horror, książka, hania, ojciec, raj

Dostatecznie straszna? Jeśli nie uwierzyliście w całkowite (do niedawna) opętanie mej rodziny (nazwisko Raj - kiedyś musiało nas to spotkać!) to wyłuszczam dlaczego nie sfotografowałem słonia i rybki. "Coś chłodnego, o oddechu cuchnącym grobem" wytrąciło mi aparat z ręki, i teraz robi on takie zdjęcia:

rodzina raj

Wszystkie potwory się skitrały w majtki i zwiały, a demon spalił się ze strachu. Także ten demon krew wszystkim psujący, ten od anizo... no - tej niedokrwistości, tej hemoglobiny niskiej. Wyniki coraz lepsze, waga coraz wyższa - 5600. Żre Gruby Majtek i krew buduje. No i kontroli w szpitalu już nie dostaliśmy. Może także dlatego, że NMG poszła tam dziś z ową książką... Uuuuuaaaaa!!!!

PS: Wywiad ze specem od Formuły 1 na kilka dni przed KUBICĄ! W nocy jeździ, obudzi mnie Majtek?

22:55, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 marca 2009

Wzięli normalnie znienacka zadzwonili, najpierw, że niby od nas już nic chcą w gestii wypożyczenia dekodera, ale to była tylko ściema, bo zaraz zaatakowali ponownie, że przyjadą po dziecko i nie chcą słyszeć żadnych sprzeciwów. Zatkali nas, otumanili i siem musieli zgodzić, przyparci do muru. A miała córa obiad gotować starym, kopytka...

kopytka, gotowanie, obiad, hania, hanuta, hania, ojciec, raj

Weekend dla starszego dziecka rzekłbym wyborny - przyjaciele zza miedzy wzięli na parę godzin, była wystawa dla dzieci, balony, no i Basia, co największą frajdą było chyba. Pociecha nasza starsza wróciła do domu zmordowana, ale tak nakręcona, że z trudem się ją dogonić szło. A potem zasnęła na fotelu jak stary dziad przed telewizorem, mleko piła w stanie półmroczności ciemnej, a siku strzeliła mamrocząc już przez głęboki sen.

Nazajutrz - jak to ładnie mówią - czyli dziś, w niedzielę, została wywieziona na kolejną wycieczkę, tym razem z siostrą małą, która od wczoraj umie się modlić, czytaj łapki składać, i generalnie bardzo jest nimi zainteresowana, co podobno znów jakimś tam krokiem rozwojowym jest, etapem milowym itp, itd. Obie me córki z NMG najwspanialszą udały się bowiem do ciotki, która - skrycie wyznaję - jest prowodyrem i promotorem powstania nie tylko tych dwóch żyć opisywanych tutaj, ale chyba i całego tego galimatiasu małżeństwem zwanego. Za co chwała jej, chwała. A ona psy ma, więc frajda.

hania, zmęczenie, hanka, ojciec, raj

A ojciec pracował (w domu samz kotami), ale w takiej dookoła atmosferze sielanki, wycieczek i ogólnego rozgardiaszu, że ta robota lekką się stała, a przynajmniej o wiele lżejszą, tym bardziej, że choć za oknami nie widać, to w kalendarzu przecie stoi jak wół - 22 marca, a więc wiosna. Ciepło znaczy się. A więc spierd... wszystkie choroby, bye, bye. I tym optmistycznym akcentem...

17:58, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 marca 2009

Jakoś tak się złożyło, że druga notka z wykrzyknikiem pod rząd. Bo i wydarzenie niebanalne. Epokowe wręcz, a co tam, że epitetami takimi sadzę, ale milowe naprawdę, bo powtórzone, więc trwałą (oby!) tendencję ukazujące. Majtek już dwie noce pod rząd śpi jak zabita. Przewrotnie zdjęcie będące całkowitym zaprzeczeniem.

maja, majka, córka, ojciec, raj, sen

Najpierw to się nawet wystraszyłem. Padło dziecko o 21 wymordowane dniem całym i wymęczone ekwilibrystyką przedwannową. A i ja, jak nie ja, wstyd się przyznać, ale kwadransik przed 23 też sobie regularnie poszedłem spać. No i obudziłem się o 1 w nocy jakoś tak dziwnie, ale szczęśliwie, bo wysikać starszą córę się udało. Wracam do wyra, ale taka cisza mnie wystraszyła, NMG nawet nie chrapała, że sprawdziłęm czy mała normalnie oddycha. A jakże - oddychała i spała. Wstała dopiero o 3 w nocy, na jedno pojedyncze karmienie.

A wczoraj to już rewelacja. Ojciec poszedł co prawda na lumpy i do 4 rano balował (co jak współbalujący twierdzą nie było bynajmniej rekordem, wręcz wynikiem dość miernym) i jak wrócił to go NMG przysłowiowym wałkiem przywitała, a rano nagłe zmęczenie i słabość się pojawiły, więc nieco później dopiero się wywiedziałem, że dziecko padło znów o 21, i zostało siłą niemal obudzone, gdyż cycki eksplozją groziły, o 1 w nocy, żeby dalej spać do rana. Jak zapewnia NMG zjadła przez sen, przesypiając noc calutką.

Byłoby wspaniale, gdyby to się utrwaliło. Tak, najlepiej to taki scenariusz, gdyby Majka kochana zechciała realizować:
godz. 20 - kąpiel
godz. 20.30 - rozmowy z ojcem
godz. 20.45 - jadło
godz. 21 - spanie
godz. 24. - jadło na siłę
godz. 7 - pobudka.

Ech, marzenia. Tym bardziej, że jutrzejsza rzeczywistość może się okazać bolesna (że o niedzielnej kiedy skasujemy sobie sami w zegarkach godzinę nie wspomnę), gdyż Hanuta poszła dziś wymęczona lulu przed 20, a to oznacza pobudkę równo z mleczarzem, a Majtek też już kima. Pocieszające jedynie, że ojcu po ostatnich baletach łeb również zwisa, więc ziewając żegnam grono miłe, paaaaaaaaaaaaaaa...

PS: Ojca Raj na salonach po raz drugi. Chwalę się, a co... Główna strona Gazeta.pl wyglądała tak:

gazeta.pl, blog, ojca raj

środa, 18 marca 2009

No cholera to fakt. Pędrak jeden, kokonik mały, na przewijaku w łazience przed kąpielą nagi dostaje zastrzyku niebywałej energii i wyczynia sztuczki dla nas - rodziców już dubeltowych - niewyobrażalne. Dziecię małe, 2,5 miesięczne nogi ugina i tyłek wywyższa w pozycji "leżę na brzuchu" oraz łbem sztywnym, choć czasem balansującym w lewo-prawo, tudzież z uśmiechem szelmowskim przepycha się bez pardonu do przodu.

raczkowanie, pełzanie, dziecko, maja, ojciec, raj

Brakuje, wydaje nam się, bardzo niewiele (ale wiadomo jak to jest z dziećmi - już ma zacząć chodzić, a mijają trzy miesiące), powtórzę - wydaje nam się, że niewiele brakuje, żeby dziecko oparte na łokciach przesunęło rączkę jedną, a potem drugą, żeby ten tyłek popychany przesunął też ciało całe. Na razie obserwacje są takie, że wczoraj pomknęła po przewijaku całe 10 cm, co polegało na ruchu: dupa w górę, nogi ugięte w kolanach kąt 90 stopni, a łeb i ciało przedniego korpusu przesuwa się tyle, na ile pozwala uziemienie nieruchawych rączek. I takim jednorazowym szusem mknie po płaskiej powierzchni.

Zbliża się dzień klątwy ojcowskiej, kiedy trzeba będzie codziennie po razy kilka zmywać podłogę z kocich syfów, żeby ikonka młodsza rajstopami nie udowadniała, że wychowuje się w warunkach o interwencję "Superwizjera" się proszących.

wtorek, 17 marca 2009

Perspektywa się zmienia i dziecko się zmienia. Majka była dzisiaj w robocie ojca. Głównie w niej spała, ale też na koniec się z ojcem pożegnała (dla nie dopuszczonych do tajemnicy: Najwspanialsza Matka Globu stanowisko pracy ma 5 metrów od piszącego te słowa i za szybą, więc jak cycka dawała, to widać nie było).

maja, dziecko, ojciec sam, raj

Śmiesznie wygląda dziecko, które się widzi od 2,5 miesiąca jeno w trzech sytuacjach - dom, wózek, szpital - jakoś w pracy inaczej, tak ze dwa razy ładniej, półtora raza bystrzej, no i gęba ojca się też zmienia, wkrada się nań głupkowata mina i trwa, trwa, trwa. Ta mina to duma.

Duma, która trwa od dni kilku, rozpoczęła się wyjściem NMG do knajpy na kawę z lodami (tutaj streszczenie), potem zaś (dnia kolejnego) została samodzielność ojca podkreślona ponad 2 godzinnym wypadem do sklepu - uwaga, uwaga! - bez zabezpieczenia mlekowego, w sensie nie zostawiła mi matka Majtka tego, co w piersiach nosi. Po trzech ostrych rykach, stawiających trupy na baczność (ale starszej wymordowanej dniem córki śpiącej bynajmniej) udało mi się wetknąć sztuczydło, i z euforią zaobserwować, że gad się przyssał i wydoił do dna. No a to juz niesie ze soba znamiona pewnej rewolucji obyczajowo-środowisko-bytowej.   

maja, dziecko, ojciec sam, raj

To zmiana niemal epokowa, bo dotąd sztuczydłem pluła i kasłała. A więc można, można po trzykroć, choć jeszcze nie chcemy i jak nie trzeba (czytaj: ryków budzących trupy nie ma), to nie dajemy. Cóż, zresztą nieubłagalnie zbliża się moment, że źródełka dwa wyschną, cel ambitny to jest pół roku wykarmiania, ale licho wie. Dlatego dobrze, że bąbel Majtek ze sztuczydłem się przeprosiła, ku radości ojca nagle bardzo ważnego i potrzebnego również.

sobota, 14 marca 2009

Najwspanialsza Matka Globu wróciła bynajmniej nie z zakrapianego czymkolwiek wyścia i zastała obrazek taki: Ojciec już mocno senny w fotelu ogląda biatlon na żywo (bo z Kanady), starsza córa charapie wysikana, młodsza pochrapuje najedzona. Generalnie sielanka o 23.30. Hmmmm...

ojciec, raj, tata, maja, blog

No było miło. Szczerze przyznaję milutko nawet. Zostałem sam z dzieciakami od 20. w aurze lekkiej awantury wywołanej fochami i brakiem jednozdaniowości między rodzicielami na temat postępowania ze złośliwości produkującą Hanutą. Potem ekspresowo starszą wykąpałem, do wyra dużego zapakowałem i bajkę włączyłem (jedną). W czasie kiedy oglądała drugą mleko spożyła, a jej siostra młodsza rozchachana (rozhahana?) przyjmowała żelazo haustami, bo niewprawną ręką ojca kochanego wlewane. Potem zakimała wygilgocona w okolicach pępka nieogolonym ryjem moim. Starsza też się dała zanieść do wyra swojego i zapanowała cisza.  

Po dwóch godzinach cisza się skończyła, pojawiły się pierwsze stęki. Sięgnąłem więc po broń ostateczną - zmarznięte mleko z cycka, pojemnośc 50 ml, bo więcej się ponoć nie dało, z racji mocnych potrzeb karmionej w ciągu dnia poprzedzającego wyjście. I nie czekając a z dziecko się obudzi wetknąłem podgrzany smok. Nie otworzyła gał, nie zobaczyła, że to nie cyc, nie zobaczyła mojej mordy i spożyła znów niemal jednym haustem. Beknęła, sapnęła i poszła spać...

ojciec, raj, tata, maja, blog

Tyleż emocji. O wspomnianej 23.30 wróciła NMG po spożyciu lodów i kawy, tudzież wysokokalorycznej plotki z sasiadką bliską i... poszła spać. Dopiero o 1. w nocy dziecko zażądało już regularnej piersi matczynej.
Nie piszę tego, żeby zaraz tutaj ogłosić, żem fafarafa i że the beściak, i że nikt tak jak ja się dzieckiem zajmować nie potrafi i parę innych bzdetów. Faktem jest, że się fajnie udało. Szczęście debiutanta - jak by powiedzieli sportowcy. Ale może też ostateczny argument dla NMG, że wyjść może i stresa nie będzie. A jak będzie to sobie poradzę - co prawda nie tak jak z Hanką, dla której (uogólnienie) byliśmy z racji karmienia jeno butlą prawie równorzędni, ale jakoś tam, sprytem, szczęściem, dobrym humorem.

I teraz konkluzja: wszystkie te wypociny powyżej ukazują obraz ojca totalnie nie zajmującego się dzieckiem, żyjącego obok niejako. To a) nieprawda; b) prawda trochę, bo ojciec skupia się na starszej. Różnica jest jednak wielka, jeśli ojciec może brać udział równolegle w karmieniu (Hanka), lub nie móc (Majka). I to nie wymówka, ale tłumaczenie skąd ten infantylizm bijący z wpisu i leworęczność ukazana, fałszywa mam nadzieję.

ojciec, raj, tata, maja, blog

Rośniemy razem!

17:10, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 marca 2009

Od razu wyjaśniam dlaczego prawie. Bo wina wieczorem nie będzie, silną walkę toczę sam ze sobą i nie spożywam. Mogę nie wtrząsać frytek, mogę splunąć na rybę, mogę wzgardzić pomidorówką z ryżem i rano szyneczkę odsunąć na bok. Ale wina brakuje jak w tym kraju normalnych, więc stąd to "prawie". Dzień ów prawie idealny zaczął się o:

hania, maja, szpital, epo, ojciec, raj, perfect day

6.30 - Majtek już tak głośno gadała ze sobą, nie działająca karuzelą i cieniami na ścianie, że wstała Hanuta, przybiegła, "bajek i mleka" - zakrzyknęła. Ale ulgowo to znieśliśmy, bo myśmy już z NMG wtedy nie pochrapywali, a żona mi się nawet spakowała w plecak i dawaj do szpitala. To już taka nasza mała tradycja - raz w tygodniu na oddział. Tym razem była to krwi kontrola.

Tych, którzy w tym miejscu już się w czoło zastukują, proszę o wyrozumiałość - to dzień idealny wg. człowieka, który ma głębokie przeświadczenie, że ostatnie kilkadziesiąt dni, wręcz dób, do idealnych miało daleko. 

hania, maja, szpital, epo, ojciec, raj, perfect day

7.15 w wannie już siedziałem i mało horrorowatą książkę czytałem pijąc kawkę. Kwadrans później do pracy zadzwoniłem (nie wiem po co), okazało się, że jest OK. a ja tak jak zaplanowałem, do fabryki iść nie powinienem.
Od 8.20 do 9.30 robiliśmy z córką straszną wojnę w łóżku. Wygrała zabierając wszystkie poduszki, ja ją ugryzłem w dupę. Pyrrusowe zwycięstwo, musiałem wstać.
9.45 - potwór Hanutowy zeżarł całą kanapkę z pasztetem przypinając się do stojącego w kuchni (???) fotelika samochodowego. A Ojciec odkurzył chałupę raz pierwszy tego idealnego dnia nie ostatni. Zapadła przy tych czynnościach decyzja jednogłośna o wycieczce.

10.10. Wycieczka. Do marketu, a nawet dwóch. Ale nie tak ordynarnie, po prostu i beznamiętnie. Nie - tym razem z konkretnym rozrywkowym celem i nie mówię o pizzy. Mieliśmy kupić donice, kwiaty, duperele i zrobić bajzel w domu.
10.45. Kwiaty beznadziejne i drogie, donice super i w kryzysowej cenie. W drugim markecie (po szyneczkę dla karmiącej) spotykamy - ależ cóż to za niespodzianka he, he... - babcię. Babcia zostaje obłapiona, zaproszona i zmuszona do przyjazdu na kawę. Z oporami typowymi dla rodziny Raj się daje i dalej już w sklepie udajemy, że się nie znamy.

12.00. Spacer pod domkiem w trakcie wyładowywania donic. Słońce wyszło na 23 minuty, więc tyle trwał.
12.10. Mycie wanny, kibla i umywalki super odkażającym szuwaksem antybakteryjnym.
12.12. Mycie w wannie kwiatów do przesadzenia.
12.14. Mycie wanny z ziemi i liści podgniłych odpadniętych z kwiatów.
12.16-13.30. Przesadzanie. Ikonka zapaskudziła połogę, cztery krzesła, trzy kocie miski, parapet, dwa talerze i szklankę o sobie samej nie wspominając. W wannie się domyła, musieliśmy umyć wannę i sprzątnąć, a potem odkurzyć. Gdzieś w tym tzw. międzyczasie pojawiła się babcia.

hania, maja, doniczki, kwiaty, szpital, epo, ojciec, raj, perfect day

I wtedy zadzwoniła NMG i taki jeden telefon sieknął po ryjach i sprawił, że ten dzień nazwać idealnym można. Majtkowi podskoczyła hemoglobina, podskoczyła waga o 250 gram!!! w tydzień do 5350 g i czerwonych krwinek też trochę więcej, więć EPO znów oddalone.

O godz. 14.30 starsze dziecko wpierdzieliło całą zupę przez ojca ugotowaną a o 16.30 młodsze już w domu z cyca. o 16.45 obie poszły spać w tym samym czasie! I w tym błogim, a trwającym aż 3 godziny stanie - kiedy mieliśmy my dorośli siebie tylko dla siebie - tkwiliśmy, tkwiliśmy, tkwiliśmy i do wanny trzykrotnie zmytej poszliśmy, aż się tą ciszą znudziliśmy i nasze córeczki zbudziliśmy.

PS: Wina ni ma.

19:59, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 marca 2009

hania, przewijanie, pielucha, ojciec, rajDziś noc była prawie wzorcowa i akurat w tym wypadku "prawie" nie robi wielkiej różnicy, a wynika jeno z faktu, że dziecko przed ostatecznym klapnięciem nie klapnęło na nocnik i poszło spać z mlekiem w trakcie obróbki nerkowej. Ale tatuś, jak to ma w zwyczaju od tygodni chyba ze dwóch, zwlekł się z fotela i punkt północ mamroczącą i bełkoczącą coś o fotelikach samochodowych ikonkę wziął i wysadził. Mówię wam - nie ma nic przyjemniejszego niż tuż przed snem usłyszeć siurkanie córki.

Nie podniecałbym się tym wszystkim - to oczywiste - gdyby nie etap w życiu ikonki, który ostatecznie wyrywa ją z dzieciństwa najmłodszego i bezodpowiedzialnego. Smoczka, czyli dla wtajemniczonych kunty, dawno już nie ma, w ciągu dnia pieluch od pół z okładem roku nie stosujemy, kropki z majtek ostatecznie się wyeliminowały (same), a teraz, po styczniowych choróbskach, przyszedł czas na akt ostatni - odebranie pieluchy nocnej. Z dumą ojca podwójnego obwieszczam bodaj nie pierwszy raz, że Hanuta przyjęła zmianę z godnością, żeby nie napisać dorosłością. Dwa razy zerżnęła się w łóżko na około 18 prób, za każdym z tych dwóch razy przeżywając straszliwie ów fakt.

hania, przewijanie, pielucha, ojciec, raj

Z dnia na dzień nam dorośleje, teraz kiedy humor jej dopisuje obłędny i zdrowie (ODPUKAĆ) także, postęp jest bardzo widoczny, choć już nie tak prosty do opisania jak kolejne słowa (ostatnie to "dzięki", zamiast wersji dłuższej i "katastrofa", usłyszana w bajce), kroki czy kulinarne doznania. Ten postęp następuje teraz w takim - hmmm górnolotnie to zabrzmi, nierajowo - kontakcie emocjonalnym z rówieśnikami i dorosłymi. W gestach i mimice, przy których papierowe postaci seriali wydłużonych niebotycznie - niech się chowają. Wspaniale będzie za jakieś mam nadzieję 3-4 miesiące obejrzeć ikonkę starszą przewijającą ikonkę mniejszą. Takie teraz mam pomysły w głowie, bo dopiero dziś (po 2 miesiącach i 10 dniach od urodzin Majki) łapiemy z NMG coś, co można powoli zacząć nazywać normalnością. Leje się tylko w to łóżko poniżej, a Hanuty się nie przewija, tylko przewija ona.

hania, przewijanie, pielucha, ojciec, raj

I zaoszczędziliśmy na pieluchach i na majtkach. Niebagatelną stówkę miesięcznie. Od podatku sobie odpiszemy dziecko, dostaliśmy z pracy.... pieluchowe i zasiłek na żłobek, który kosztuje połowę mniej teraz niż przed Majkowymi czasami. Jakoś zwiążemy koniec z końcem :-).

PS: Trochę po sportowemu.
14:18, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (5) »
piątek, 06 marca 2009

Żeby nie jątrzyć zapewniam, że dziecko starsze jest bardzo grzeczne i bardzo mądre i je ostatnio bardzo wszystko i nie tylko w żłobku je, i że chorobie się opiera i agresji względem małej siostrzyczki tudzież starych pierników nie przejawia. A jedynym trwałym i niezaprzeczalnym objawem buntu Hanuty jest teraz zdanie "Ale ja MUSZĘ".

hania, słońce, raj, ojciec, hanka, blog

Sami sobie winni jesteśmy. Gdyż co się dziecku kumatemu mówi, kiedy zachęca się je do opuszczenia fotela ojca styranego i udania się na zasłużony spoczynek? (nawiasem pisząc nie ma z tym i nigdy nie było żadnych kłopotów). Mówi się: MUSIMY iść już spać, MUSIMY wyłączyć bajki, bo małe dzieci MUSZĄ spać jak jest noc.
Albo gdy Hanuta pociągająca bywa i pochłanianie mleka rannego następuje nie jednym szybkim haustem, ale z przerwami sapiącymi na złapanie oddechu? Mówi się: MUSIMY wyciągnąć gluty.
Wreszcie gdy akurat trwa imprezka czterech kolorowych kosmitów i jeszcze liczniejszego grona bandy Puchatka w pudle po butach czasem mówi się: MUSIMY iść do żłobka, bo tata MUSI iść do pracy.
Z litości i dla uznania faktu, że ikonka grzeczna ostatnio bywa, nie wspomnę, że najczęściej zwrot ten używa się w sytuacji: MUSISZ zjeść, bo jak nie zjesz, to siły mieć nie będziesz, tudzież MUSISZ zrobić siusiu, bo przecież tatuś nie MUSI chcieć wstawać do ciebie w nocy, żeby WYMUSIĆ siku, żeby nie MUSIEĆ zmieniać mokrego prześcieradła (zdarzyło się raz - nawiasem pisząc).

No to nie dziwmy się, że dziecko inteligentne przyswoiło szybko i z premedytacją stosuje nauki rodzicielskie. MUSI wszystko. Kompletnie wszystko. MUSI iść, MUSI siedzieć, MUSI otworzyć, MUSI wyrzucić. Oczywiście wszystkie te MUSZĘ stosuje jako wymówkę przed czynnościami pilnymi i koniecznymi. A już najbardziej kuriozalną wersją tegoż jest: Ja MUSZĘ zrobić coś tutaj. Po czym dziecię zaczyna np. międolić krawędź fotela, albo przekładać łyżeczkę z rogu stołu na róg innego stołu. MUSI. Natychmiast. To bardzo pilne i bardzo ważne. Posikać się można.

I wiecie co? Jak sobie tak przeczytałem com naskrobał, to tak mnie się wydaje, że nie MUSZĘ z tym nic robić, bo choć to uciążliwe jest czasami, to też frajdę przynosi gapienie się na udawane zainteresowanie ikonki czymkolwiek i wyłapywanie ukradkowych jej mrugnięć gałami typu: Czy starzy już odpuścili?

hania, ojciec, raj, blog, hanka

No dobra. MUSZĘ iść, MUSZĘ kończyć. Pa.

16:59, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 marca 2009

Witam serdecznie wszystkich państwa z obiektów równie słynnych, co do tej pory nieosiągalnych triumfem dla polskich sportowców - megawypasionych kortów Wimbledonu. Ten rok, 2025, ma należeć do młodziutkiej Majki Raj, która dogoniła kunsztem siostrę swoją starszą Hankę i obie dzielą dziś i rządzą w światowym tenisie. Czy uda się tym razem, po latach niepowodzeń i nieudanych próbach 36-letniej dziś Radwańskiej?

maja, ojciec, raj, epo

Ale zaraz, zaraz, cofnijmy się lat wstecz te 16, żeby przypomnieć państwu, jak ojciec i trener, istota nieskazitelna, wzór i autorytet, nie pozwolił Majce Raj zmarnować swojej zapowiadającej się na błyskotliwą kariery. Otóż ta jedna z SisteRajs wylądowała w wieku 2 miesięcy w szpitalu, żeby zażyć EPO - doping krwi, dziś już trochę zapomniany z racji wymyślnych specyfików nowej generacji, aczkolwiek wciąż zbierający obfite żniwo w autobiografiach emerytowanych mistrzów. Otóż Maja miała dostać serię EPO, co zdyskwalifikowałoby ją z udziału w turniejach, gdyż doping to był zakazany i koniec. Nie pomogły tłumaczenia, że w jej wypadku EPO to zdrowie, kuracja zastępująca transfuzję krwi, że podawana razem z żelazem odbudowuje krwinki czerwone i hemoglobinę. Ojciec Raj musiał działać.

Pamiętnej nocy z wtorku na środę wstał po cichutku i równie cicho jął namawiać najmłodszą córkę do wewnętrznej siły wskrzesania, tudzież do mentalnej mocy budowania, zastosował hipnozę i psychologiczną perswazję, dorzucił modlitwę. O 6 rano NMG wstała i zawiozła mimo prostestów Maję do szpitala, gdzie dziecko miało dostać siekającą dawkę EPO ruinującą marzenia Ojca o willi nad morzem z powodów wyłuszczonych powyżej.

Jednak - och jakie szczęście - zabiegi paranormalne przyniosły skutek. Hemoglobinka podskoczyła z ”bardzo słabych” 8.7 do spokojnych 9.6, a więc powyżej normy i po 6 (!!!) godzinach w szpitalu lekarz w roku ad 2009 zadecydował, że EPO mistrzyni przyszła tenisa nie dostanie. Nie będzie więc dziś skandalu na Wimbledonie, gdyż te 16 lat wstecz Maja Raj (Polska) dostała jeno żelazo w wersji mocnej, co jednakowoż w żaden sposób dopingiem nigdy ogłoszone nie zostało, bo i bez tego wujka Łukasza (dziś w ekipie przynoszącej mistrzyni wodę) ograła w wieku lat 9-ciu, a Ojca 11-tu, o Matce (odpowiedzialna za ręczniki) nie wspominając.

maja, ojciec, raj, epo

Ale zaraz, zaraz, spójrzmy na kort. Demolka! Polska będzie miała mistrzynię Wimbledonu! Obie siostry Raj poradziły sobie z półfinałowymi rywalkami, odprawiając utytułowaną Steffi Becker i młodziutką Anę Williams. Która z Raj wygra Wimbledon? O tym w następnej relacji z zielonych i truskawkami pachnących angielskich kortów, żegna się syn Szpakowskiego.

PS: Na poważnie: hemoglobina podskoczyła, w szpitalu masakra - tyle godzin! EPO Maja nie dostanie, wyniki krwi lepsze, zalecenie - więcej żelaza. Szczepienia na razie wstrzymane, do kontroli 12-tego. NMG jest zuchem nad zuchy - nie dość, że o godz. 6 wstała to jeszcze żelaza pilnowała.

PS2: Zdjęcia zostały dodane później, bo z emocji wcześniej mnie się łapy trzęsły.

15:42, bartosz.raj , H&M Sport
Link Komentarze (3) »
wtorek, 03 marca 2009

Ciąg dalszy zapisków do zaprzyjaźnionej redakcji. Pierwsza część tutaj, a na końcu dopisek wyjaśniający tajemnicę zakręconego tytułu:

"Powtarzam - nie obwiniam nikogo. Trudno dziwić się rodzicom, że ze wszystkim lecą do lekarza, jak nie zrozumieć lekarzy, którzy za wszelka cenę szukają diagnozy i robią to odsyłając do kolejnych specjalistów. Przemilczę skandaliczne warunki i brak miejsc w szpitalach oraz to, że sprytem, albo lepiej - typowo polskim cwaniactwem - można pewne niedogodności ominąć. To co się dzieje dookoła to już naprawdę samonakręcająca się epidemia.

maja, ojciec, raj

W mojej podwarszawskiej miejscowości powstały w ciągu pół roku dwie nowe placówki prywatne, w tym jedna specjalizująca się tylko w leczeniu dzieci. Parking ma większy niż pobliskie centrum handlowe. Na korytarzach wszelakich przychodni ludzi starszych wyparły rodziny 20-30-latków z maluchami, niemal każdy rodzic szuka w internecie diagnoz i leków. To zjawisko strachu wciąż się rozprzestrzenia. W przychodniach od drzwi krzyczą i straszą plakaty nawołujące do szczepień przeciwko śmiertelnym chorobom - pneumokoki, meningokoki, grypa, rototawirusy. Na portalu nasza-klasa ostatnie wiadomości jakie odebrałem to pytania o lekarzy, tudzież choroby, rady jak i co. Znajomi i mniej znajomi rodzice wysyłają mi sms-y z opisem stanu zdrowia pociech i prośbą o pomoc. Ostatnio dostałem dwa ze szpitala, w którym córka leżała na zapalenie płuc. Gdy wpisałem na forum internetowym zapytanie o normy hemoglobiny u małych dzieci w ciągu kilku godzin miałem naście odpowiedzi, wiele wykluczających się. Emotikony z płaczącymi i nieszczęśliwymi minkami zalały mój komputer. A nad wszystkim jak gęsta chmura wisi późno zimowa epidemia zachorowań. Obłęd.

Wiem o tym, bo sam jestem jego bliski, sam w tym uczestniczę. Zdaję sobie sprawę, że odbieram to wszystko jako ojciec i że to patrzenie może być skażone strachem, paniką, może niezrozumiałe dla ludzi dzieci nie mających. Ale też nie mam wątpliwości, że zjawisko narasta, że jeszcze 3 lata temu takiego obłędu nie było. Co się zmieniło? Łatwiej jest dostać się do lekarza? Firmy rozdają pracownikom karty z ubezpieczeniem zdrowotnym w prywatnej instytucji? A może za wszystkim stoi najsilniejsze uczucie miłości do dzieci, w ten sposób uwidocznione, bo mniej mamy dziś niż kiedyś problemów ustrojowo-finansowych?
 

maja, ojciec, raj

PS: Wizyta u specjalisty była. "Zła krew" to jednak słaba krew. - Słabiutka - że zacytuję panią profesor. Wykonała telefon do koleżanki z... Litewskiej. Majtek dostanie serię zastrzyków EPO - znanych mi dotąd jeno z dopingu u kolarzy pływaków, rzecz pozwalająca sportowcom na ograniczenie skutków zmęczenia. Majce ma odbudować krew, pewnie potrwa to ok. 3 tygodnie (zastrzyki) i 3 miesiące - witaminy + żelazo.
Pierwszy strzał EPO już w środę rano. Wychodząc z gabinetu rzuciłęm: - Pani doktor, mamy panikować?
Zrobiła zdziwioną minę. - Ale z jakiego powodu? To najprostrza niedokrwistość do opanowania, tylko uciążliwa ze względu na te zastrzyki co drugi dzień. Ale to nic złego.

Więc paniki nie ma.

18:46, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (4) »

Z listu do zaprzyjaźnionej redakcji. Bibliografia na samym dole :-)

"To jest rzecz o panice. O panice, która narasta i rozprzestrzenia się jak epidemia. Która ma wiele źródeł i jest bardzo trudna (o ile w ogóle) do opanowania, bo ciągle podsycana strachem. Boją się rodzice. Czytają w gazetach i internecie, słyszą w telewizji o przypadkach ciężkich chorób i śmierci u dzieci. Wyraz "sepsa" zrobił swoje. Ofiarą paniki padłem i ja. Trwam w obłędnym kole gonitwy po lekarzach. Opiszę, jak się w nie wpada. I jak ciężko wyjść, potykając się na każdym kroku o absurdy.

hania, ojciec, raj
[a dajcie wy mi święty spokój!]

Zaczęło się od profilaktycznego badania krwi. Wynik - młodsza córka ma anemię. Zbadaliśmy to już po jednej wizycie w szpitalu. Miała zapalenie płuc - trzytygodniowe niemowlę, strach był wielki, paradoksalnie ustał, gdy okazało się, że na oddziale, który może przyjąć 15 dzieci leży 25 plus matki i tatusiowie na korytarzach. Pomyślałem - to nic wyjątkowego, skoro tylu chorych. I wciąż przybywali kolejni. Maluchy dobrze rokujące zostawały wypisane do domu, bo przychodziły następne, ciężej chore. Pojawił się inny straszny wyraz "rotawirus". Lepiej było uciec ze szpitala, żeby się znów czymś nie zarazić.
Potem owe badania krwi i wizyta u lekarza po ich interpretację. Ale nie... kłamię. Wcześniej obowiązkowo internet. Nikt nie czeka przecież na wizytę. I pojawia się panika. Na setkach stron pozornie związanych ze służbą zdrowia, nachalnie reklamujących się wirtualną obecnością lekarzy z wszelakimi tytułami i specjalizacjami, z łatwością można wyczytać diagnozy - rzeczy straszne. Każdy wynik - krwi, moczu, rentgena - może oznaczać najgorsze. Mój przykład: za „złą krew" może odpowiadać szybki rozwój dziecka, zwyczajny niedobór żelaza, ale też białaczka, rak. Wyrok.

Boję się, więc lecę do lekarza. Lekarz widzi to co ja i mam wrażenie, że też się boi. Boi się odpowiedzialności. Mam porównanie - niecałe trzy lata temu, gdy "złą krew" miała starsza moja pociecha, lekarz przepisał witaminy i zarządził kontrolę po x-dniach. Tym razem lekarze pediatrzy, bez względu czy pracują w państwowych przychodniach, czy prywatnych klinikach, od razu wypisują skierowania na specjalistyczne badania. Czy jestem zdziwiony - nie. I nie winię lekarzy za to. Nie mogę. Sam się boję, oni też mają prawo, przecież czytali o błędach kolegów po fachu, wynikających z zaniedbania, potem ciąganych przez zrozpaczonych rodziców po sądach. Nie winię, opisuję zjawisko. To panika.
Rezultat? Moja mała nie została zaszczepiona, zostało to odwleczone do czasu wyjaśnienia przyczyn złych wyników badań krwi. W ciągu dwóch tygodni - przykaz od pediatry - miała się stawić u specjalisty. Podam nazwę, żeby nie być gołosłownym - oddział hematologii na Litewskiej w Warszawie.

Strach u rodziców rośnie. Przecież to musi być coś poważnego, skoro od razu wysyłają nas na dodatkową konsultację. Telefonuję. Obok strachu pojawia się zwątpienie i bezsilność, kiedy słyszę, że pierwszy termin na przyjęcie dziecka do lekarza w stolicy dużego kraju należącego do UE to koniec czerwca, za blisko cztery miesiące! W panice rzucam argumentem o wstrzymanych szczepieniach, przecież dziecina na ksztusiec nie jest zabezpieczona, a to choroba śmiertelna (wyczytałem oczywiście w internecie). Jak kulą w płot. Setki dzieci czekają na konsultację, nie jestem wyjątkiem. Tym razem jednak nie nadchodzi uspokojenie, jak przy wizycie w szpitalu na zapalenie płuc. No bo te szczepienia...

maja, ojciec, raj
[mi też już dajcie święty spokój, spać mi się chce, anemiczna jestem, nie?!]

Widocznie moje rozdzierające prośby trochę jednak działają, bo pani na rejestracji udziela mi rady: "przeskoczę" całą kolejkę, jeśli od pediatry dostanę skierowanie do szpitala. Znów kilka telefonów. Pediatra mówi, że oczywiście. Żona też - położy się do szpitala z dzieckiem, jeśli to jedyny sposób na szybkie zbadanie dziecka. Panika. Wariuję.
Chwytam się drugiej rady, mianowicie takiej, że ci sami lekarze przyjmują w mieście, prywatnie, w powstających na każdym roku przychodniach. Za jedyne 150 zł wdzieram się na wizytę pierwszego dnia, kiedy pani profesor przyjmuje. Gdy to piszę nie mam jeszcze wiedzy, co u niej usłyszymy, czy wyśle nas na badania, czy przepisze witaminy, czy zarządzi kontrolę za kilka tygodni.

PS1. Część 2 po dzisiejszej wizycie :-)
PS2. List, tekst do niego i komentarze lekarza z Litewskiej i psychologa został opublikowany w dzienniku Metro 03.02.2009, na str. 2-3
PS3. Pierwszy list do zaprzyjaźnionej redakcji o kredycie wylądował na str. 1. Można go przeczytać tutaj, a po rezygnacji z kredytu dogrywkę tutaj.

10:54, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (1) »
| < Lipiec 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze




ESKA Rock