MOTTO BLOGA: - OJCOWIE ZDOLNYCH DZIECI SĄ GORĄCYMI ZWOLENNIKAMI TEORII DZIEDZICZENIA
niedziela, 30 sierpnia 2009

Wypruty z chęci klikania klawiaturą na razie jestem i dość rozleniwiony, żeby coś konstruktywnego napisać poza... Jezu jakie piękne to jezioro. Więc, żeby bloga ożywić i werwę w sobie, proponuję konkurs: czyje to gały - a) Majki,b) Hanki, c) Ojca Raj, d) to nie oczy to jeziora.

majka, hanka, oczy, jeziora

PS: I obiecuję wysmażyć jak bosko było, jak będę miał siły i umiejętności tę/tą boskość ująć w słowa.

16:34, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (4) »
piątek, 21 sierpnia 2009

Miłość to takie uczucie, które jest najsilniejsze, kiedy go nie można skonsumować. Zbereźnikom przypomnę, że piszę o dzieciach, więc won stąd. Hanuta ma starsza ikonka prawdopodobnie w ciągu jednego tygodnia swojej i jednego tygodnia jego nieobecności powtórzyła imię Milan 2924 razy, najczęściej w konstrukcji: Kiedy wróci Milan? Milan wrócił i nastąpiła eksplozja uczuć, którą doskonale widać poniżej.

hania, milan

Ale minął kolejny tydzień i miłość spowszedniała a na pierwszy plan wypłynęły problemy życia codziennego, mianowicie na przykład dotyczące ważkiej kwestii posiadania. Nie ja wymyśliłem pojęcie wojny terytorialnej, dzieci ją jedynie upowszechniły. Podobnie jak wojnę o sfery wpływów. Te wpływy rozlewają się na przedmioty i można je zauważyć nasłuchując bojowego okrzyku: "To jest moje!".

hania, milan

Bo miłość, miłością, ale kasa jest jedna (taka do zabawy w sklep). A kasa, jak wszyscy wiemy, jest kurcze co tu dużo ściemniać ważna. No i dzielenie się nią, choć ze wszech miar szlachetne, bywa trudne. Dziecko moje doświadczyło tego już w wieku przedszkolnym.

hania, milan

Awantura przeniosła się na pole bitwy jakim jest podwórko, gdzie i konkurencja większa i wpływy silniejsze. Krystalicznie czyste uczucie między Hanutą i Milanem zostało mocno nadwyrężone. Pojawiły się hasła definitywne, jak "Nie bawię się dziś z Milanem, bo nie dał mi kasy", jak również niepokojące akty zdrady - pod nieobecność Hanuty w edukacyjnym przybytku jej kawaler zaczął się ewidentnie rozglądać na boki, co zostało udowodnione detektywistycznym śledztwem rodzicielskim.

Nadzieję na uratowanie związku budzi fakt, że każdorazowe rozstanie oznacza potok łez i natychmiastową tęsknotę, bez względu na rozmach krwawych wcześniejszych zamieszek. Jak to w życiu. Bywają też rzeczy naprawialne - np. zdrada została zapomniana, a dziś dziewczynka poszłado chłopca do przedszkola i go stamtąd wyciągnęła, żeby na inne nie patrzył.

hania, milan

PS długi, dopisany dziś popołudniem, kiedy do wrót dotarłem styrany i dziecko zobaczyłem na balkonie, machającą do mnie, a jakże. Julia to była, ale Romeo nie stał pod balkonem, bo to był jego balkon. Poszła do chłopaka do domu.

Była miłość.

Kwadrans później zapukała do drzwi mieszkania rodziców swych i rzekła: - Milan mnie zostawił, jest mi przykro, obraziłam. Się. (pojechał gdzieś furą)

Koniec miłości.

Kwadrans później dotarł Milan skruszony, przeprosił, ona mu wybaczyła i piaskownicą uraczyła.

Była miłość.

A potem ona powiedziała, że jedzie na wakacje, on też bardzo chciał, ale w bryczce miejsca nie starczyło, i był płacz.

Koniec miłości.

Na tydzień.

20:00, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (3) »
wtorek, 18 sierpnia 2009

Oto dwie proste - w kierunku północnym i w kierunku południowym. Widzę to od nieco ponad tygodnia codziennie, a i tak za każdym razem ryj mi się śmieje. Co zresztą na tym filmie w głupawym "no chodź tutaj" i "łobuziaki" słychać nazbyt dobrze...

Zwróćcie też proszę uwagę, na próby skupiania uwagi przez ikonkę starszą i ten uśmiech (w filmie powyżej na koniec) bezcenny, a jaki szczery, nieprawdaż? A na dolnym filmie stopy... najukochańsze na świecie.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Tydzień chodzenia za nami. Jeden wypadek i jeden strach wielki. Mówię wam, ale popyla - niech się Usain Bolt schowa, nim tyłek podniesie, już zad mojej zobaczy w oddali...

Wypadek miał miejsce w tzw. wolny weekend na placu zabaw, gdzie takie oto toczą się rozmowy: "A u pani to jaka różnica, a do żłobka chodzi, a przechorowała, a nasza to..." itp., itd. Majtek popylała na kolanach w te i wewte wzbudzając, nie bez dumy to przyznam, choć od porównań jak wiecie stronię, wielkie zainteresowanie. Szybko żeśmy z kocyka zrezygnowali, sztachety podestowe wycierała zatem niejako bezpośrednio. Podczas jednej z takich rozmów jak powyżej zacytowana, siem żem przysiadł i usłyszałem głos NMG, który przestrzegał, żebym pilnował, potem coś mi spod łapy wyprysnęło i zwaliło się na łeb na szyję z podeściku, czyli jakieś 15 centymetrów na mech.

To też popyla raczkiem - do ogródkowego wodopoju. Nasz mały gość:

Ryk był umiarkowanie długi i umiarkowanie kontrolowalny. Ran brak, lekka obcierka na spodniej stronie przedramienia, ale mina podkowiasta i drganie dolnej wargi - bezcenne.

To uzmysławia rodzicom dubeltowym na powrót, jak istotna zmiana to jest, kiedy dziecko zaczyna się samodzielnie ruszać. Jak może zniknąć, gdzieś wpełznąć, lub z czegoś spaść. I że nie tylko trzeba mieć oczy wokół głowy, ale też kilka w zadzie, żeby to cholerstwo podjarane możliwością eksploracji popodłogowej powstrzymać przed wyrządzeniem sobie krzywdy, żeby nie napisać samobójstwa uczynienia.

Rano obudziłem się potem zlany i nie o ciepłą jakąś cholernie noc chodzi, czy też wyziewy przezskórne alkoholu. Mianowicie przypomniałem sobie, że aktem zadaniowym finiszu tzw. wolnego weekendu miało być obniżenie podłogi. W łóżku Majtka. Podłoga została na wysokim poziomie, a ojciec zerwał się na pierwszy odgłos z pokoju fioletowo-zielonego (bakłażan dojrzały z niedojrzałym kiwi), bo wizję sobie zaprojektował, jak dziecko wstaje na kolana, przyspiesza na łóżkowej prostej, i pięknym potrójnym salchovem ląduje na glebie.

Chciało się mieć Usaina Bolta, trzeba psychicznie pocierpieć.

23:04, bartosz.raj , H&M Sport
Link Komentarze (3) »
czwartek, 13 sierpnia 2009

Ależ mi sensacyjny tytuł wyszedł? Taki wiecie - kliknij, a co w środku przeczytasz to i tak g... prawda. Nie,  żartuje. A na serio: Waga jest rzeczywiście szokująca. Nawet nie tyle sama w sobie, ale w pewnym porównaniu, które Najwspanialsza Matka Globu najzwyklej w świecie wzięła i sprawdziła, w zdumienie nie tylko durnowatego ojca wprowadzając. Zacznijmy zatem powoli, jak stara maszyna licząca, od faktów (a na zdjęciu zapasy - ta sama kategoria wagowa).

hania, maja

Dziś, tj. 13 sierpnia 2009 r. Majtek była na szczepieniu i ważeniu. Mając skończone 7 miesięcy i pół, dokładnie 225 dni, waży

8900 gram.

Prawda, że na pierwszy rzut oka nic wielkiego? To znaczy wielkiego o tyle, że gna tym swoim górnym centylem i spaść nie chce, ale że gna to się już przyzwyczailiśmy, no i nawet jak dziś małżonka szanowna z przychodni wróciła i wagę ową do przyswojenia zarzuciła, to jakoś nie wiedziałem skakać z radości, wydawać okrzyki oburzenia, czy też zrobić minę a'la "phi" i dodać "tylko?". Zatem zapytałem, jak prawdziwy naukowiec dociekliwy, a ile ważyła w tym wieku Hania?

W południe do pracy przyszedł mail z obliczeniami. Od razu tam obliczeniami.... - stało jak wół zwyczajnie w książeczce zdrowotnej naszej ikonki Hanuty. Była wpisana między innymi jej waga w wieku 14 miesięcy. Tuż przed rozpoczęciem samodzielnego łażenia. Czyli niemal w wieku dwukrotnie starszym od tego, w którym teraz raczkuje Majtek. No i zgadnijcie...

8700.

hania, maja

I teraz już wiecie, dlaczego waga - jak w tytule - jest dla nas szokująca. Co prawda mając bieganinę myśli przypomniałem sobie, że Hanuta w wieku 14 miesięcy była już po dwóch miłych dolegliwościach, które doskwierały większą ilością płynów wydalanych niż przyswajanych, że przez całe życie była niejadek (oooo, teraz to już przestaje być prawdą na szczęście, całe pi razy oko 13,5 kg, nie ważyliśmy od pół roku, to nie wiemy...) i raczej od początku drobniutka, ale zawsze. 200 gram WIĘCEJ! I pół roku różnicy w zapasie. Matko, albo tą pierwszą głodziliśmy, albo ta druga to potwór.

Tak. Pójdę z torbami ewidentnie. I kto tu na kogo niedługo będzie z góry patrzył???

hania, maja

PS: To co miało być jednym prawym zębem okazało się dwoma zębami prawym i lewym na dole, tylko durnowaty ojciec wziął i na swoje "prawe" patrzył, a nie na Majtka "prawe". Ale dzięki głupocie tej odkryto (wymacał) drugi mleczak.

środa, 12 sierpnia 2009

Obejrzyjcie film. A ja myślałem, że Hanuta ma jeszcze czas. W końcu raptem 3 lata stuknęły. Otóż czasu nie ma, sportowy świat ucieka (na pocieszenie - to facet, więc rywalizować z siostrami Raj nie będzie). Oburęczny bekhand ze smokiem w ryju - bezcenne.

Znalezione dzięki serwisowi zczuba.tv

15:16, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 sierpnia 2009

- Wiesz, że ja Cię kocham najbardziej na świecie - mówię do Hanuty, gdy żeśmy sami prawie zostali, bo Majtek była nieobecna duchem - spała, a Najwspanialsza Matka Globu była nieobecna i duchem i ciałem - szoping.
Ale się wziął i Ojciec zreflektował, że to niewychowawcze, więc szybko dodałem:

hania

- I najbardziej kocham na świecie też mamę i Majkę. I tylko Was. A Ty kogo kochasz najbardziej?

Ikonka nie namyślała się długo i wraz z rozkwitającym uśmiechem na ryju mym powiedziała:

- Ja najbardziej kocham "ciebietatusia". I jeszcze kocham mamę i Maję i MIIIIIIIILAAAAAAAAAANKAAAAAAAAA!

Ostatnie zostało wykrzyczane z gestem pełnego zawstydzenia i lica zaczerwienienia. A ja się zeszczałem ze śmiechu. Dziecko niewiarygodnie wyczuwa już takie niuanse, jak "kochanie" kogoś innego niż kogoś z rodziny. Stąd ten wstydzioch na twarzy. Po prostu fantastyczne.

PS: Pierwsza noc bez dyb Majki. Minęła jak każda inna, aczkolwiek obserwujemy kłopoty z koncentracją u majtka i dłuższy proces zasypiania.

16:34, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Ależ miły ranek po niemrawej nocy (definicja niemrawej nocy: nie wiesz kiedy śpisz a kiedy nie śpisz, a jak wydaje ci się, że śpisz, to mniejsza ikonka chce żreć a akurat starsza chce sikać). Rano otworzylim z Hanutą oko w momencie, kiedy Najwspanialsza Matka Globu z Majtkiem właśnie wychodziły. Przeciągnęliśmy się zatem i odrócilim na bok numer 2, bo kontrola krzywych nóg nas mało jakoś w danym momencie obchodziła. Nie pierwsza, nie ostatnia przecie...

maja, szyna koszli

A tu wtem i nagle okazało się, że doktor kręci nosem, czy już tych szyn koszli nie zdjąć. O mały włos byśmy z Hanką tego wiekopomnego momentu nie przegapili (dojechaliśmy do szpitala lekko zaspani i spóźnieni), bo akurat pytalim w sklepie o nowy model tejże szyny koszli co by na wakacje mieć. A tu niespodzianka, kontrolne USG i Majka z dybów uwolniona! O jacie, wielkie przeżycie, dziś popołudniu poszła spać pierwszy raz od trzech miesięcy bez nóg rozwartych na szeroko! Hurrrrrrrra!

Spytacie co z tymi krokami milowymi. A no taka rzecz jest piękna, że w sobotę, o czym napisałem notkę niżej, Majka zaczęła regularnie raczkować. W niedzielę na placu zabaw dorwała się do pęku kluczy domowych, wsadziła sobie je do jamochłona i wydrapała - to określenie NMG - pierwszego zęba! Witaj dolna prawa jedynko! A dziś zdjęła szynę koszli. Trzy wielkie wydarzenia dzień po dniu. Alleluja! Jutro pewnie wstanie, powie, że wychodzi i wraca nad ranem i żeby się nie niepokoić.

PS: To też trzy kroki milowe - trzy siostry na ostatniej wizycie w domu seniora.

maja, szyna koszli

niedziela, 09 sierpnia 2009

Ależ to się stało nagle! O ile dobrze pamiętam w przypadku Hanuty, a czasy to zdecydowanie przedblogowe (Boziu, jak to przedblogowe, dlaczego tyle mi zajęło przekonanie się do skrobania w komputerze???), raczkowanie nastąpiło później. Mogę się mylić, ale skoro starsza moja mając 14 miesięcy ciągle raczkowała w pierwszym swoim przybytku edukacyjnym, żłobkiem zwanym, to raczej musiała zacząć dziurawić spodnie na kolanach później niż w wieku siedmiu miesięcy i 9 dni, czyli 220 dni, czyli w ostatnią sobotę wieczorem.

hania, maja

Sprawdzam... 1 grudnia 2007 r. w drugim wpisie tutaj napisałem, że dziecko moje (Hanuta) wstało (w żłobku oczywiście). A więc stanęło na giry swe własne w wieku rok i 4 miesiące i pół. Oczywiście o chodzeniu jeszcze nie było mowy. Wszystko wsakzuje na to, że Majtek mimo szpitali, szyn koszli i anemii idzie szybciej. Ale powtórze po dzisięciokroć co pisałem tu juz setki razy - nigdy nie porównuję, bo to głupota skończona. Majka nie ma zębów, a sa takie maluchy, które w macicy już ząbkują, i co z tego??? Wszystko w swoim czasie, śmiesza mnie fora matek znerwicowanych, które co trzy dni wymieniają się i licytują, która z ich pociech co juz osiągnęła, a czego jeszcze nie.

hania, maja

No więc raczkuje. Ostatnia prosta do tego wiekopomnego wydarzenia wyglądała tak: w skepie kupilismy łóżko piętrowe (o czym później), obejrzeliśmy proglem o porywani udzieci z powodów blogów (o czym później, bo nie wytrzymam), Majtek przespała sie do 17, przed wanną została walnięta na podłogę i złapała się stolika. A potem znalazła sie z drugiej strony stolika, a potem zeszła z dywanu, a dziś rano w niedzielę kiedy ojciec siedział w wannie wychyliła się zza drewnianego słupa ściane podtrzymujacego.

Pstryk, łażę. Tak to się dzieje u dzieci.

hania, maja

piątek, 07 sierpnia 2009

Żeby wypełnić coś w odstępach między obiecanymi kilkoma zdjęciami z kroniki wyjazdu dziewczyn mych. Starsza ikonka to potrafi coś takiego powiedzieć, taką minę strzelić, taki wygłup walnąć, że w ułamku sekundy resetuje cały portal www.zyciemoje.pl - nic nie widać, tylko jest ona, ona, ona.


hania, międzyrzec

[centrum, rynek, lans]

Wróciłem ja wczoraj jak zwykle o nienormalnej porze z fabryki i widzę na lodówce przypieczętowane dwie jak w mordę strzelił laurki. Pierwsza ma serduszko niebieskie z papieru przylepione na kartce wyrwanej z Akademii Trzylatka, jakieś zwierzątka. - To dla wujka Roberta, który miał urodziny - wytłumaczyła NMG.
Drugiej podstawa to też karta z Akademii 3-latka, ale jakaś taka pustawa, jeno dookoła sieć. W centralnym jej miejscu kwadrat wycięty (- Własnoręcznie - NMG) przez ikonkę. Też niebieski. Na dole kilka bazgrołków flamastrem (- Mówiła, że to podpis "Sto lat, sto lat" - NMG). Ponieważ pora była dość późnawa trochę zajęło mi rozszyfrowanie zagadki dla trzylatków, że na sieci siedzi pająk.

Rano w wannie moczę się, wchodzi ikonka. Mówię, że zrobiła mi laurkę, że dziękuję, że piękny podpis ("No!, No!!, No!!!"). - Ale dlaczego zakleiłaś kwadracikiem pająka? - Bo jest straszny, żebyś się nie bał.

Rozbrajające. Tak jak odpowiedź na wezwanie do domu: - Ale przecież ja muszę biegać z Milankiem! Wezwanie do sprzątnięcia: - Zobacz, jaki Milan bałagan zrobił!, czy też rozmowa o pogodzie: - Dzisiaj jest wielkie słońce i będę się kąpać w basenie z Milankiem.
Normalnie w koło Milanka. Nomen omen, by the way - na wyjeździe pierwszy raz bardziej tęskniła za kimś innym niż tatą. Już dorasta, cholera.

hania, międzyrzec

[balkon]

hania, międzyrzec

[gdzie cholera ci kolarze? - bo siku mi się chce]

hania, międzyrzec

[nareszcie]

wtorek, 04 sierpnia 2009

Nie. Nie o banalną skądinąd, choć zapewne arcyważną tęsknotę za dziećmi tu chodzi. Chodzi o to, że one odpoczywają, a ja ledwo żyję. I nie, nie o banalne balowanie do rana tu chodzi, tylko o prostą zasadę - dzieci z domu, a "ile to ja rzeczy porobię", a "tyloma rzeczami się zajmę", a "wreszcie nadgonię"... a dupa.

powódź, nowa iwiczna, fontanna, międzyrzec

Krótkie podsumowanie tygodniowego (jutro wracają) wyjazdu. Dwa razy próbowałem fest odespać. Raz zaspałem na przejęcie włości Rajowych (zarząd działkowców...), raz zostałem obudzony przez własną rodzoną matkę o 11.50. Dodam, że zarząd działkowców był na 11. Na usprawiedliwienie mam, że po pracy malowałem. Pokój, przedpokój i pokoik córek mych. Do 2-3-4 w nocy. Żebym sobie jeszcze ułatwił i wszystko na biało pomyślał. Ale nie - kolorków się zachciało. A kolorki wiadomo - gorzej się kryją i gorzej z podłóg schodzą i generalnie dużo brudu robią (wannę myłem ze 30 razy). No i jak już masz równo, to ci jedna zmaza na białe wchodzi sufitowe i... a dupa.

powódź, nowa iwiczna

No to malowałem kilka dni,  dwa dni doprowadzałem chałupę do używalności, z rozpędu zająłem się sprzątaniem piwnicy, która mogła ucierpieć przez powódź (o której dalej), a że sprzątana jest raz na 5 lat ciekawe rzeczy tam odkryłem - nóż nurkowy, dokręcany pałąk do parasola, który wyrzuciliśmy w 2007 roku z powodu braku zaginionego dokręcanego pałąka, 17 piłek golfowych, stary akumulator, szafę farb nieużywanych, dwa akwaria z oprzyrządowaniem i 7 przedłużaczami, 11 wycieraczek do passata, z czego 3 komplety nierozpakowane i znalezisko epokowe - mata edukacyjna dla dziecka małego, co do której mieliśmy podejrzenia, że stało się z nią to co z parasolem bez pałąka.

No i jeszcze ogródek wziąłem żem skosił i przejęte włości też kosiarą przeleciałem i generalnie jak dzisiaj usiadłem do pisania bloga tegoż, to jestem wyczerpany i czuję się (jeszcze po wycieczce do supermarketu...), jakby one wczoraj wyjechały i że wreszcie odpocznę i odeśpię. Ale one jutro wracają. I dupa blada.

powódź, nowa iwiczna

Co w tym czasie robiły ikonki me i Najwspanialsza Matka Globu? Oprócz oczywiście zajmowania się sobą, najstarsza była u fryzjera, średnia eksplorowała fontannę, kiedy najmniejsza uznała, że pora już na raczkowanie. W przerwie między jedzeniem wszystkiego co w łapy wpadło - zupek robionych własnoręcznie, bułek, chrupek, bo ileż można ze słoiczków, no nie? Średnia podziwiała dziś kolarzy, którzy śmignęli przez premię lotną w mieście rodzinnym NMG, i mopem szorowała grób pradziadków, najmłodsza non-stop rechotała się, a najstarsza piła piwo. Średnia pierwszy raz w życiu żeglowała i dupę w jeziorze moczyła, o lodach w ilościach hektolitrowych nie wspomnę. Tak to im sielsko czas minął. A mnie? Dupa.

Ale i ja miałem już taki jeden moment, że już prawie, prawie, drobne poprawki i można usiąść i prawie, prawie odpocząć. Wtedy o 4 rano, przepraszam za wyraz, ale inaczej sie nie da - pierdolnęło. I to tak, że łup, błysk, łup, niemal chałupa w ogniu, błysk, łup, niemal po dachu, łup.. - przez dwie godziny myślałem, że umrę, nigdy nic takiego w moim marnym 33 letnim życiu nie widziałem. Ogród zamienił się w jezioro, z oczka wypłynęły na trawę ryby, huśtawkę miotnęło 10 metrów na płot, a z drugiej strony zalało samochód i kawałek piwnicy - tej wspomnianej - co nie uszło uwadze panów kopcących papierosy z TVN 24, którzy koniecznie chcieli wywiad z mieszkańcem, kiedy ten mokrym samochodem do pracy zmierzał (tytuł: Nawałnica nad Warszawą).
Jeszcze nad ranem, kiedy tvnowcy spali, patrzyłem przez okno po wyłączeniu 17 urządzeń na prąd i czułem się, jakbym był po drugiej stronie wodospadu, bo przelewało się przez rynnę tak wiele wody, że nie widać było nic, poza płąchtą H20. Taras drewniany odpłynął w kierunku piaskownicy a w jego miejsce ułożył się grad jak odnalezione piłki golfowe.

powódź, nowa iwiczna

Bałem się trzech rzeczy: 1) że już nigdy córek i żony nie zobaczę, 2) że w domu są dwa z trzech kotów (trzeci wrócił nad ranem - zdrajca - suchy... nie dostanie jeść, niech idzie tam gdzie przeczekał), 3) że one wrócą i powiedzą - utopił się, ale malowania to już nie dokończył!

PS: Kronika wyjazdu do miasta kolarzy - wkrótce.

PS2: Na zdjęciu poniżej: Tak wygląda nasza kuchnia po wsadzeniu do niej całego pokoju.

powódź, nowa iwiczna

21:42, bartosz.raj , Familia
Link Komentarze (2) »
sobota, 01 sierpnia 2009
I niech szydercy mają 30 sekund na chichot, proszę bardzo. Teraz. Po lekturze wanno kiblowej i po wizji późno nocnej (boże święty, Szwarzeneger). Nigdy o czymś takim nie pisałem, bojąc się szyderstwa, wywołania, podejrzenia o notowanie oczywistości, niż faktów. Jak bardzo bałbym się, czy boję, się straty tych nie tylko najbliższych, ale też najważniejszych. Tęsknota za ich byciem blisko wywołała może głupie myśli, stąd wpis ten. Jest ktoś, kto może przywrócić je do życia, żeby były znów blisko. Ale to oznacza pakt ze złem. Nie miałbym chwli zwątpienia, w odróżnieniu od tych wielkich sław kina i książki. Za wszelką cenę, niech świat zginie, byle tylko były spowrotem. Bóg w takich momentach przegrywa. To fikcja, nie każę nikomu wyobrażać sobie rodziny ginącej w wypadku i mających szansę na odwrócenie losu. Ja tak tylko. One są najważniejsze i wiara nie ma nic do tego. A żeby wyluzować dziś diabeł wstąpił w starszą. Uderzyła babcię. Przeszła piekło i po powocie czeka ją następne.
02:12, bartosz.raj , Poważnie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lipca 2009

Ponieważ ojciec generalnie przestał spożywać cokolwiek co jest smaczne i pożywne, ograniczając się do wszystkiego co surowe i zielone, ubodło go dotkliwie przysłane przez szanowną małżonkę zdjęcie małej ikonki wiek 6 miesięcy i dni paręnaście, która chwyciwszy kotleta w dwie dłonie do pyska jęła wsadzać, a nadmienię jeno, że kotlet ów wielkością dorównywał tym Michalakowym, czyli że nie tylko z talerza wystawał, ale i rzucony swobodnie pokrywał w całości Pałac Kultury i Nauki wraz z blaszakami KDT.

maja, hania

A że w ramach katowania żołądka swego ojciec przestał też pić cokolwiek pożywnego i kolorowego, ograniczając się do ustrojstwa chemicznego H2O, tak więc na brutalnie trzeźwo przyjąć musiał policzek od słynnego niewątpliwie tenisity Andy Roddicka. Wspomniałem już o tym na twitterze, że ów Amerykanin ganiający z rakietą wziął i pogratulował również na twitterze koledze po fachu, tylko że ciut lepszemu, narodzin bliźniaczek. Andy napisał: "Siostry Federer, mistrzynie Wimbledonu 2029-2040". Zidiociał do reszty, co wytłumaczyć mogę jeno porażką z Federerem w finale tegoż Wimbledonu.

Ileż tłumaczyć mogę, że po siostrach Bondarenko, Radwańskich i Williams nadchodzi era sióstr Raj i żadne Federerowe, choćby w genach mistrza miały, a na przegubach szwajcarskie zegarki, tego misternego planu mi nie popsują. Proste wyliczenia świadczą bowiem o tym, że Hanna Raj mistrzynią Wimbledonu może być już w 2025 r, miesiąc przed 19-tymi urodzinami, a Maja Raj w finale się z nią pierwszy raz zmierzy w okolicach roku 2028. A że ojciec będę dobry (już jestem!), to nie będę ustanawiał przy rodzinnym stoliku, która ma kiedy i z którą, i jak wygrywać, będzie mi to obojętne, tak jak nie będę uzurpował sobie prawa do władzy totalnej i trenerem ich nie zostanę, prędzej z torbami pójdę wydając ostatni grosz na kogoś z rakietą obytego, i nie będzie to daddy Radwański, z powodów, które wyłuszczyłem kiedyś tutaj.
Tak więc sorry Federerowe, ale albo poczekacie do tego roku pi razy oko 2035, albo lepiej wybierzcie inny niż tata Roger zawód, co by frustracji w życiu zbyt wiele nie przeżywać.

hania, maja, ojciec, raj

A na poważnie - powtórzę 10 raz na tym blogu, że nie będę ojcem cudownych córek, które przez to będą miały przesrane w życiu. One już są cudowne i najlepsze, nawet jakby miały w życiu rakiety do ręki nie wziąć, tudzież używać jej tylko do lania niegrzecznych rodziców. Mogą być politykami, dziennikarkami, lesbijkami, kimkolwiek bedą chciały, byle ojcu wstydu nie przynosiły, a jak nawet niewielki, to kto by koty darł.

Starsza to nie wiem jeszcze, ale nowa jednak idzie w sport niewątpliwie. Siłowy. Agata Wróbel bis - jak to NMG okresliła zdjęcie przysyłając. I jak mistrz nasz lotów dietę stosuje, zamiast buły z bananem jednak, z buła + kotlet wspomniany na początku. Bez zębów.
Ciekawe także, jak po klątwie Roddicka wylecą mi już wszystkie zęby, to jak poradzę sobie z bułą i kotletem.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Jak to jest, że im dziecko mniejsze, tym więcej razy ma urodziny? Jakiś wzór ktoś zna i przedstawić by raczył? Zmienne do tego równania są takie - 19 lipca w niedzielę dziecko starsze ikonką zwane miało trzecie urodziny i mini-przyjęcie w składzie tzw. ściśle rodzinnym (model 2+2) połączone z wypadem po prezent, który nawet w czasie gigantycznej popularności Tour de France okazał się niewypałem.

W ostatnią sobotę 25 lipca ikonka starsza, nazywana tak dla odróżnienia od ikonki młodszej, została ponownie zaszczycona urodzinowymi eventami, zjechała się familia bliska chociażby z racji jedności nazwiskowej i był tort i był sernik i była petarda zamiast świeczki (taka niewybuchowa - strażnicy moralności i dobrego wychowania możecie zawrócić), bo się świeczka palić nie chciała, bo wiało (miałem napisać "piździło", ale grono na tym przyjęciu, a przynajmniej część grona prosiło, żebym wulgaryzmów typu "moczyły dupy" nie stosował, więc tym razem napisałem "wiało"). A cechą charakterystyczną było, że przy stole siedziała drabina pokoleniowa - cztery szczeble historycznej familii. Prawie w komplecie.

hania, maja

[petarda - przedstawiciel najwyższego pokolenia czuwa nad bezpieczeństwem zgromadzenia]

No i to prawie zapewne spowoduje, że będzie jeszcze jedna impreza ikonki starszej zwanej Hanką, Hanutą, Haniołkiem i Hantkiem. Bo siostra autora wypocin tychże wybyła na imprezkę konkurencyjną i ten powód zainspirował do skrzyknięcia na kinder bal - z narzeczonym, koleżanką, sąsiadem i siostrą cioteczną. Nie wiem, czy robienie co tydzień-dwa przyjęć wyjdzie nam wszystkim na zdrowie, ale zauważając, że za drugim razem prezent (plastikowe coś, co jak się mu głowę wepchnie to język wystawia...) był dużo bardziej trafiony niż rower, to jest to jakiś argument za. Może nawet tym systemem dociągniemy do 1 stycznia - czyli kolejnych urodzin rodzinnych.

hania, maja

[no ja nie wiem, ale które pokolenie - 1 czy 4 - wygląda na bardziej styrane tym dniem?]

Wszystko dla moich dzieci. By the way - dziś, 27 lipca, Majka, zwana ikonka młodszą, tudzież potworem, ma 208 dni i nie mam pojęcia dlaczego to piszę. Jak również czasem nie wiem co piszę tutaj - ale tutaj się ćwierka, więc jestem usprawiedliwiony.

12:13, bartosz.raj , Familia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lipca 2009

- Mapa na ścianie w kuchni interesowała ją od dziecka - mówi tata 3 letniej z tygodniowym hakiem Hanny Raj.
- Bardzo wcześnie zaczęła interesować się geografią świata i jej geopolitycznymi konsekwencjami - dodaje matka tejże uzdolnionej dziewczynki.
Przedszkolanki i żłobkowe panie ciocie nadmieniają jeszcze - Bez cienia rasistowskich uprzedzeń, ale z zainteresowaniem folklorem i tradycją, zaznajomiła się z czarnoskórym Trynity i pochodzenia węgierskiego Szaborem...

hania, maja, ojciec, raj

Dobra, koniec tego pierdzielenia, ma być o mapie. Wie gdzie jest Polska, Rosja, Afryka, wie że w Australii mieszkają koala i parę innych nazw, które każe pokazywać non-stop do utraty cierpliwości. Dziś dowiedziała się, że w Afryce jest Egipt (dość trudne do wytłumaczenia, że to co było Afryką nagle jest jakimś Egiptem tylko się nie pokazuje na środku tylko u góry...). Ale podłoże dotarcia do tej wiedzy jest inne niż przypuszczacie. Otóż dzisiaj w żłobku nie było Milana.

hania, maja, ojciec, raj

Milan jest - skreślcie sobie, co wam akurat nie pasuje, ale wszystko to są określenia ikonki mojej - jej chłopcem, narzeczonym, kolegą, przyjacielem lub po prostu (to lubię najbardziej) "jej Milankiem". Przepada za nim z wzajemnością. Jak nic pierwsza miłość. Wcześnie dzieci XXI wieku zaczynają, ale uwierzcie - nigdy nie dostałem od niej tak soczystego całusa jakim obdarowuje Milanka, jej Milankaoczywiście.
A tenże zdrajca mały wziął ją i zostawił i wyjechał sobie do Egiptu!

hania, maja, ojciec, raj

Przesadzam oczywiście, wielkiej jakiejś tragedii nie ma, w przedszkolu poziom łobuzerki nie zmalał ani odrobinę, ale fakt faktem, że Hania pytała mnie dzisiaj kilka razy, czy Milan już wrócił. Kilkanaście nawet.
A że miłość jest to wielka i szczera dowodzi jeszcze jedno zdarzenie sprzed dni ledwie kilku. Pisałem już, dwie notki niżej, że mieliśmy kłopot z prezentem na 3 lata, generalnie nic nie jest potrzebne i nic upragnione, żeby radość wielką wzbudzić. Ale dziecko udowodniło, że liczy się nie co, ale kto podarowuje i jak.

hania, maja, ojciec, raj, mama

Przebranie wróżki z różdżką, zwane też "motylkiem" uszczęśliwiło ikonkę do łez. Milanek wraca dopiero za dni kilka... Tęsknota, ach wielka tęsknota.

Zresztą u nas to zakochanie to rodzinne. Ta mała bździągwa swojego kawalera poznała, gdy miała... 4 tygodnie. Oto Hubert!

hania, maja, ojciec, raj, mama

PS: Obaj kawalerowie zyskali akceptację i błogosławieństwo rodziców H&M.

19:56, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (2) »