MOTTO BLOGA: - OJCOWIE ZDOLNYCH DZIECI SĄ GORĄCYMI ZWOLENNIKAMI TEORII DZIEDZICZENIA
czwartek, 12 lutego 2009
  • Hania jest zdrowa! - to co było, to przetoczył się przez nią jakiś wirus, jeden z miliona szczepów i odmian.
  • Maja waży 4650! - czyli żre nadal jak cholera i do dna!
  • Moje auto (to z gwizdkami) zepsute - i nie można nigdzie kupić takiej części, która się wzięła i skończyła.
  • NMG wzięła i poszalała na zakupach - efekt m.in. kozaczki w cenie auta powyżej wspomnianego.

ojciec, mama, tata, maja, hania, blog

Ale fajnie!

19:58, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (5) »
środa, 11 lutego 2009

Już jest! W domu pojawiła się rzecz, którą ikonka starsza od razu ochrzciła maszyną. No jest to niewątpliwie maszyna, nie taka mała, nie taka tania, w dodatku szumiąca. Kilka guzików, niebieski ekran, furorę już zrobiła, choć na razie w fabryce ojca, gdzie została dostarczona via poczta i poddana pierwszym testom na żywych organizmach.

oczyszczaczpowietrza, hania, mama, ojciec, raj, hanka, majka, blog, maja

Osobnik siedzący vis-vis do wczoraj mieniący się pięknymi zrudziałymi lokami (czemu zaprzeczy po tysiąckroć) był wypełniony strachem organicznym wręcz, gdy maszyna zaczęła wydawać z siebie ów szmer, a po dotknięciu guzika "UV" jeszcze zaświeciło się w jej bebechach coś akurat przed jego ciekawską twarzą na bladoniebiesko. Przeżył te dwie godziny szemrania ze źrenicami jak 5 zł.
Przeżył, co mnie z kolei pewnym niepokojem napełniło, gdyż w opisie walorów maszyny, tudzież w instrukcji obsługi, wyraźnie stało, że zabija zarazy i bakterie. A u tego osobnika poddanego strasznym doświadczeniom, poczucie humoru rozprzestrzenia się jak najbardziej zjadliwy wirus, a zaraza jak się uczepi kogoś to doprowadzi do infekcji przewlekłej i nieuleczalnej. A on wciąż tu jest, mimo że ojciec uruchomił wszelkie funkcje zabójcze.

W domu na razie testowo zapuszcona maszyna: bez entuzjazmu u Najwspanialszej Matki Globu, bez zainteresowania najmłodszej ikonki, z pewnym zaciekawieniem ograniczonym do guzików naciskania u starszej księżniczki. Czy działa? Czy zasysa i uśmierca (pozostawiając "parę wodną i popiół") 99,7 proc. tego, co w domostwie mym fruwa w powietrzu? Nie wiem. Ale zaraz powtarzam wielokrotnie przytaczane anegdotki z okolic mojego samochodu. Ma on bowiem na masce gwizdki, które przy prędkości 60 km/h mają wydawać dźwięki niesłyszalne dla ludzi, ale straszące zwięrzęta, co ma spowodować wiadomo - ucieczkę spod kół. Wiele osób pytało mnie w ciągu ostatnich kilku lat, czy działają. Nie wiem. Nie trafiłem w nic, więc nie wiem. Jakbym trafił, mógłbym z ręką na sercu zbolałym od widoku śmierci wyznać - nie. A tak - nie wiem.

oczyszczaczpowietrza, hania, mama, ojciec, raj, hanka, majka, blog, maja

I to samo jest z nową maszyną. Bo skąd mam wiedzieć czy działa, kiedy starsza ikonka wciąż jest byle-jaka, a młodsza zdrowa? Jak przez najbliższy rok używania czestotliwość choróbsk wszelakich bakteryjno-wirusowo-płucnych-glutowych nie spadnie - odpowiem, że nie działa. Ale wolałbym odpowiedzieć jak przy tych auto gwizdkach - że nie wiem.

Instrukcji obsługi i temu co tam napisane najwyraźniej osobnik testowany nie zawierzył, bo dziś jego loki zniknęły całkowicie, pozostawiając szczecinę na milimetr porudziałą, co wywołało nie mniejsze zamieszanie niż pojawienie się w fabryce maszyny szumiącej. Tłumaczę to sobie, że bał się, że loki wypadną i wolał pewne nieuniknione fakty uprzedzić. Zaraża dalej jak zarażał.

PS: Z bardziej praktycznych rzeczy przyszło też - co mniejszą znacznie furorę w fabryce, a większą u NMG wywołało - krzesełko bujająco-stojące dla najmłodszej. Nie świeci, nie szumi, ale tyle radochy powoduje. Zupełnie tego nie rozumiem.

oczyszczaczpowietrza, hania, mama, ojciec, raj, hanka, majka, blog, maja

22:37, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 lutego 2009

Mało, maluteńko, trochę, troszkę, troszeczkę, drobinkę - takie wyrazy zna i umie świadomie używać córa moja starsza Hantkiem zwana od wielu miesięcy. Znajomość tą przyswoiła bynajmniej nie podczas lekcji zaawansowanej polszczyzny dla brzdąców ledwo odrastających od ziemi, ale w domu, tudzież jak się domyślamy również w żłobku, przy okazji posiłków spożywania, czy też lepiej napisać - odmawiania.

mleko, dziecko, niejadek, ojciec, raj, hania, hanka

Bo wiecie lub jak nie wiecie to już wiecie, że starsza z jedzeniem ma nie do końca po drodze. Od urodzenia wypluwała to co Majtek ssie zawzięcie co dwie godziny, potem z kłopotami papki słoikowe pochłaniała, wreszcie pluła obiadami, które z w efekcie rozpaczy jedynie w postaci zup mielonych na mus się na stole pojawiają do dziś, bo inaczej nie da się przemycić kluska i mięska. Żłobek tą drastyczną dietę ponoć lekko odmienia, tzn. jak donoszą wciąż pytane o to ciocie, Hanka spożywa, choć nie do końca chętnie, wszystko z kotletami i wątróbką (bleeee...) włącznie. Ale w domu - odmawia. Chętnie je tylko mleko - na zdjęciach w trakcie i po powiedzeniu "już nie chce".

Odmawia perfidnie, do tego stopnia skutecznie, że jak zjadła w styczniu ryż z kotletem mielonym (przy stole, bez szantażu!) to było święto państwowe na czerwono kalendarzowe. A kilka dni temu jak zeżarła dwa naleśniki, to Najwspanialsza Matka Globu była bliska łez ze szczęścia. Potem co prawda w nocy womitowała, ale pewności czy to od tego nie mamy...

mleko, dziecko, niejadek, ojciec, raj, hania, hanka

To jeszcze jeden argument, żeby mimo szalejących wirusów wszelakich i ryzyka pewnego, starsze dziecię do żłobka jednak posyłać, gdzie jest więcej niż w domu ryjów do wykarmienia i walka o byt i strawę przyjmuje formę naturalną - tzn. nie zeżresz, ktoś ci zeżre, albo sprzątną i może dlatego ikonka tam żre cokolwiek.
W domu potrafi udawać zainteresowanie białą ścianą, nagle chce poczytać Gazetę Wyborczą (dział komunikaty), musi udać się niezwłocznie do innego pomieszczenia, tudzież obiecuje jedzenie tylko przy bajce, której akurat nie ma i ona doskonale wie, że nie będzie w ciągu najbliższych dwóch godzin.
Wymyśliła też po części ból brzucha, bo jako inteligentne dziecię zaczaiła, że wywołuje to u rodziców zdenerwowanie i jedzenie odsuwa na plan dalszy. Stąd też dzisiejsze USG jamy bębena było, bo u lekarza kiedyś też powtórzyła, że ją brzuch boli i wykształconego w naukach medycznych nabrała na wykonanie badań specjalistycznych.

Boli? Nie powinien. Badanie wyszło OK (jakąś tam miedniczką nerkową do kontroli w kwietniu nie zamierzam się dziś przejmować). Kłamczuch jeden. Do tego kłamczuch mimo słabego jedzenia w normie. Gdyż wg. przeróżnych ważnych i mądrych tabel dziecię w jej wieku (2 lata i prawie 7 miesięcy), z taką wagą urodzeniową (3400 g), powinno mierzyć teraz 91 cm i ważyć 13,3 kg przy czym odchyły dopuszczalne w normie kształtują się następująco - 3 cm i 1,5 kg. Hania z pomiarami 90 cm i 12,5 kg mieści się więc idealnie.
I tyle w temacie jedzenia troszeczkę, troszkę, drobinkę, malutko.

21:57, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 lutego 2009

Babka, czyli moja matka, śmieje się i nabija, żeby nie powiedzieć drwi z Ojca Raj, że potrafi wyrazy "choroba", "infekcja", "rotawirus" poodmieniać przez czasy, przypadki, tryby i zadeklamować w 16 językach obudzon w środku nocy, tak jak noce dwie wstecz, kiedy starsza córa Hanuta pobudkę o północy zarządziła wrzeszcząc, że chce bleeeeee.

spacer, wiosna, rotawirus, hania, hanka, maja, majka, ojciec, raj

Bleeeeeee nastapiło, po nim gówniana (w sensie niska) gorączka, i pranie pościeli. Może się zatruła, może idą zęby w kolejności piąte, może to kolejny rotawirus... Babka już się nabija, że za jej czasów, kiedy my (tzn. ja i moja siostra) chorowaliśmy, to się nie mówiło, że to rotawirus, bo nazwy takowej nikt nie znał, ale przypadłość dziecięca określana wprost jako sraczka. A zatem - sraczka epizodyczna wystąpiła donoszę z lubością obrzydliwą, czego babka była świadkiem LIVE. Majka zdrowa, ale Najwspanialszą Matkę Globu rozpękł łeb. Czy Ojciec Raj kiedyś wyluzuje? Czy jak babka wieszczy wkróce zyska przezwisko "Rota", bynajmniej nie od jakiegoś szlachcica.

spacer, wiosna, rotawirus, hania, hanka, maja, majka, ojciec, raj

Zmiana tematu w ramach rekonwalescencji -  wiosna za oknem. Na drzewie naszym usiadło takie coś z ogonkiem i zaczęło piszczeć. Jeśli nie wiecie o co chodzi pójdźcie gdziekolwiek gdzie drzewa jeszcze przetrwały walkę na śmierć i życie z dewelopperami i zrozumiecie. Dziś za oknem u nas bywało i 12 stopni. Plac zabaw, w niedzielę, cała rodzinka, gęby uśmiechnięte (nawet te przez sen), bo to przed tą sraczką jeszcze było i Ojca pracą.
I nadzieja (chorego umysłu) jest taka, że 8 lutego może się zima skończyć. Ale jakby miała jednak jeszcze trwać, to niech chociaż mocno śniegiem buchnie i mrozem sieknie, zabijając wszelaką zarazę ku chwale ojczyzny.

PS: Żeby chore strzępy tego co kiedyś nazywało się myślami na inne tory zwrócić, z córką straszą rześmy remanent przeprowadzili, czego efekt (nieskromnie przyznam - niezły) poniżej.

spacer, wiosna, rotawirus, hania, hanka, maja, majka, ojciec, raj, akwarium

spacer, wiosna, rotawirus, hania, hanka, maja, majka, ojciec, raj, akwarium

PS2: Trochę mniej nerwowo, za to bojowo i sportowo - tutaj.

18:09, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (3) »
czwartek, 05 lutego 2009

Jedna z ulubionych zagrywek komiksowych - "dymek" WTEM, jakże dobrze zapamiętany z Tytusa. Jak tak przelecę w pamięci ostatni miesiąc cały, wiele rzeczy stało się WTEM.

hania, maja, dziecko, żłobek, ojca raj

Wtem - (w pewnym sensie...) urodziło się dziecko.
Wtem - zachorowało.
Wtem - trafiło z zapaleniem płuc do szpitala
Wtem - z niego wyszło
Wtem - waży grubo ponad 4 kg
Wtem - ma grubo ponad miesiąc
Wtem - wróciłem do pracy po urlopie i zwolnieniu
Wtem - Hanuta powinna wrócić do żłobka?

Te wszystkie WTEM nawet mnie zaskakują. Bo pokazują mocno i dotkliwie, że człowiek czekający na urodziny drugiego dziecka i mówiący sobie - przecież jedno już ładnie odchowane, jakoś to będzie - jest skończonym idiotą, a już na pewno olewusem. Może da się na wiele rzeczy przygotować, ale nie na wszystko. Nie na kłopoty (bo najsilniejszą wolą nie chcemy o nich myśleć), nie na stres, nie na konieczność podejmowania trudnych decyzji, nie na przesiewanie wszystkich rad dookoła.

Jednym z takich ciężkich postanowień jest zwrócenie Hanuty żłobkowi, ku jej wielkiej radości. Kiedyś pisałem, że zostało wynegocjowane, że będzie chodzić na "pół etatu" - dwa dni w tygodniu, w te najciekawsze, z piosenkami, tańcami, malowankami, angielskim.
Ale nie dało się przygotować na to, że ceną nie będzie kilkaset złotych, ale zdrowie siostry. I to zdrowie z dramatycznymi szpitalnymi finałami. Tak, pewnie, mówiło się: "no będą chorować obie, obie się wzajemnie zarażać". Dodawało się: "I jak jedna zacznie wariować, to druga wejdzie na głowę, zamęczą nas". Ale do tej pory z takim uśmieszkiem nadziei, że nie stanie się, albo że to w sumie wesołe będzie życie rodzinki.

A staje się nagle, WTEM. Ojciec do pracy, a decyzja o żłobku bardzo trudna - unieszczęśliwić dziecko starsze, kosztem zdrowia młodszego? Co cenniejsze?

Wtem - dotarło do nas, że Majtek zachorował, gdy Hanuta nie chodziła do żłobka przez półtora miesiąca.
Wtem - zrozumieliśmy, że może zaraza zaczęła się jeszcze w szpitalu, może wleciała przez okno, może z kotami.
Wtem - objawiło się, że żadne oczyszczacze z lampą UV nie dadzą gwarancji zdrowia, tak jak gwarancją zachorowania nie jest całus od siostry (zdjęcie poniżej).
Wtem - strach uderzył po oczach, bo większymi od żłobków, przedszkoli i szkół skupiskami zarazy są sklepy...
Wtem - i to już zaraz, przydało by się spotkać z jakimiś znajomymi.

hania, maja, dziecko, żłobek, ojca raj

Hania poszła do żłobka. Śpiewa, tańczy, liczy, baluje w karnawale (zdjęcie u góry), deklamuje, gęba jej się nie zamyka. Pewnie kiedyś jeszcze na coś zachoruje. A po niej może także Majtek. Trudno, przykro, oby krótko i bezboleśnie. Wiemy już co i jak, jesteśmy przygotowani, nie będzie to więc żadne WTEM.
I chyba o to właśnie chodzi, żeby być opanowanym, rozsądnym, uczyć się, reagować, ale nie - panikować. A że mi jeszcze trochę do stanu takiej wybornej Nirwany brakuje, dowody w PS-ach.

PS: Oczyszczacz powietrza antybakteryjny - muszę jeszcze namówić Najwspanialszą Matkę Globu, bo grymasi.
PS2: Rotawirus - szczepionka - dla niemowlaka - muszę założyć na zastrzyk w przychodni. Pamiętać!
PS3: W drodze antybakteryjny płyn do dezynfekcji rąk.
PS 4: W poniedziałek na USG brzucha Hanki.

Wszystko - na wszelki. Bo po pierwsze - rozsądek.

21:43, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 lutego 2009

To na co czekaliśmy z utęsknieniem stało się dziś po południu - Maja wróciła do domu ze szpitala. W niedzielę rano osłuchowo było jeszcze "nie tego", w poniedziałek rano już było "ok". Mam nadzieję, że wypis nie ma związku z lawiną przyjęć i groźbą zrotawirusowania małego cielska, a jest jedynie dowodem na uleczenie.

szpital, maja, zapalenie płuc, ojciec, raj

Bo tak jak przed szpitalem nie wyobrażaliśmy sobie trafienia do niego z małym dzieckiem, tak teraz pozbawieni lekarza na zawołanie i możliwości niemal natychmiastowego pozbycia się wątpliwości, czy niepokoju, tudzież uzyskania odpowiedzi na wszelkie, też idiotyczne pytania, znów pojawia się - przynajmniej u ojca - potwór okropny stresem zwany. Jakiś tam kaszel, to mi się wydaje, że w szpitalu nie kasłała i Najwspanialsza Matka Globu musi mnie obsztorcować, żebym głupią minę z gęby zabrał. 

Fakty są takie (kolejne zdania traktuję jak przypominajkę, że jak zwątpię, albo niepokój mnie ogarnie, to przeczytam w ramach rekonwalescencji): Maja dobrze zareagowała na antybiotyk; Maja może kasłać nawet miesiąc; Maja została wypisana ze szpitala przez LEKARZY; Maja je i tyje jak ta lala; Maja za dwa tygodnie będzie obsłuchiwana na okoliczność szczepienia; I zapłacimy za pierwsze ukłucie dawką anty-rotowirusa; Hania jest zdrowa i od dwóch dni bardzo grzeczna i radosna (a jutro wraca do żłobka...); I jakby odpukać coś się jednak przywlekło, to wiemy już, że szpital nie musi byćstraszny.

Zwłaszcza, że ta różowo-fioletowa melina z umywalką bez lustra i zapyziałym PCV na podłodze, z widokiem na oddział ratunkowy i windy świecące po nocach, gdzie z trudem jedna osoba się przemieszczała, a co dopiero dwie z dziećmi, to była sala vipowska tegoż szpitala, a zostaliśmy na nią przyjęci jedynie dlatego, że nie było akurat chorego dziecka dyplomaty, czy innego ministra i najmłodsze berbecie na oddziale miały pierwszeństwo.

I wszyscy nam zazdrościli. Polska paranoja.

szpital, maja, zapalenie płuc, ojciec, raj

PS: Joannie N., którą książką od biologii waliłem w głowę na lekcji w podstawówce, serdecznie dziękuję za dobre i klarowne rady na portalu nk. Skorzystam na mur. 

21:53, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 lutego 2009

Bez komentarza:

Bez komentarza 2 (no, z małym - to chybotanie to kot trącał komórkę):

Bez komentarza 3... - miało być, ale film z wanny odsłonił pewne fragmenty niedoskonałego ciała, więc został wysłany na prywatnego maila. Buziaki! 

Maja. Szpital w rocznicę (miesięcznicę) urodzin, dziś o godz. 5.09 stuknęła jej pierwsza. Oby to była ostatnia data 1-ego jakiegoś tam miesiąca w takim przybytku. Stan zdrowia: szmery z tyłu zniknęły, te z przodu są jeszcze. Kaszel też jest, taki poranny jak u nałogowego zaciągacza tytoniowego, ale w porównaniu z tym co się działo w domu tydzień temu - to jak porównywać butelkę z winem pełną i pustą. Dla przykładu dziś ponad trzy godziny obecności ojca w szpitalu Majtek ani razu nie zakasłała. Wierciła się, biadoliła, żarła i fekaliowała, nie pozwalając rodzicielom na swobodną wymianę czułości, ale nie kasłała.

maja, szpital, zapalenie płuc, hania, dziecko, ojciec, raj

Kiedy wyjdziemy? Żeby sobie nadziei nie robić, to jutro do szpitala walizki wieźć nie będę. Najwspanialsza Matka Globu wygląda trochę na wstępną fazę psychicznej załamki, ale może to zwyczajne zmęczenie. Czekamy, za pomocą wideo (wpis powyżej) się rozbawiamy.
Na szczęście są także pozytywy, i to takie wymierne, policzalne znaczy się. Pierwszy, że ojciec się inhalować sprzętem profesjonalnym nauczył (tzn. nie się, a dziecię), drugi, że dozorca na parkingu strzeżonym poznaje i kłania się, trzeci - Majtek żre jakby od urodzenia cycka nie widziała. Kiedyś pokazywałem tutaj wyliczenia, chwaląc Mleczarnię NMG RAJ S.A pod niebiosa. Dziś pochwalę raz jeszcze. Bo z nudów, czy z konieczności karmi ciągle, non-stop, bez przerwy, a Majtek przybrała w samym szpitalu 235 gram w 5 dni. Dziś to już potężny kawał baby o wadze 4240 gram (jak to piszę pewnie jeszcze więcej, bo pomiar był z rana), co oznacza, że puknęła kilogram do wagi przy wypisie ze szpitala. Paradoks - uczyniła to po wpisie ponownym do szpitala.

Te wagowe wyliczenia pokazały też, w jakim chyba błędzie byliśmy sądząc, że dobrze jadła w domu, choć już kasłała (był to jeden z elementów pocieszania się: "przecież dobrze je". Waga nie kłamie. Teraz w tydzień 235 gram, w domu w ostatni tydzień przed szpitalem - ledwie 70. I nawet jeśli pomiar pomiarowi nie jest równy, to nie da się tak wielkiej różnicy tłumaczyć wymianą sprzętu pomiarowego. A więc dziś dla NMG jak i ssacza pospolitego - wielkie brawa! 

maja, szpital, zapalenie płuc, hania, dziecko, ojciec, raj

Hanka. Wczoraj furia, przewyższająca natężeniem nawet tą pierwszą. Zaczęło się z winy ojca, oczywiście. Krzyknął, gdy dziecię rozpruło worek ze śmiećmi i zaczęło grzebać. Potem już nie dało się uspokoić, zesztywniała, straciła kontakt ze światem, a ryk był taki, że na nowoiwiczańską melinę powinny najechać jednocześnie CBA, CBŚ, policja, księża z pobliskiej świątynii i wojsko, wszystkie te oddziały z bronią bynajmniej nie gazową. 
Wstyd mi było i źle.
Dziś za to Anioł. Wcina wszystko, sika do nocnika, byliśmy na sankach, odśnieżyliśmy auto, wstała nawet normalnie o 9.20, dając się styranemu wyspać. No i te konwersacje...

maja, szpital, zapalenie płuc, hania, dziecko, ojciec, raj

Ona się kąpie, ja siedzę na kibelku (zamknięty wucet, spodnie nałożone, bezczynnie, że się tak wyrażę). Ona: - Rzucę daleko? Ojciec: - Nie rzucaj, bo zabawki są mokre, podłoga w łazience będzie mokra. Ona: - Daj Hanii ręcznik.
Wytarła wszystkie cztery teletubisie, dwie łopatki, wiaderko i gąbkę. Najdalej, bo aż do pokoju poleciała Po - czerwony teletubiś. Mogłem się złościć? Nie. Kibicowałem w locie wiaderku, ale przegrało o długość trzech kafelków.
Druga rozmowa. Ojciec: - Kto to teraz podniesie? Ona: - Ty. Ojciec: - Ja? Nie, przecież to ty rzucałaś! Ona: - Tato rzucisz?
Jak myślicie, rzuciłem?

-----------------------------------------------------------------

PS: Spełniam prośbę z komentarza SEMIOLOGII. Pierwszy raz takie coś na blogu Ojca Raj. I ostatni. Jeśli pojawią się kolejne prośby, na Ojcu Raj powstanie po prostu specjalna zakładka - kąt pomocowo-ratunkowy.
POMÓŻCIE, jeśli możecie, CHOREJ MARTYNCE.

20:40, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (2) »
piątek, 30 stycznia 2009

Hanuta. Pod nieobecność siostry znormalniała. Trochę. Troszeczkę. Odrobinkę. Kto pamięta pierwszy wpis o szpitalu, ten może zauważył, że opis koszmaru zacząłem od przytoczenia, że był to dzień wielkiej furii. Niech się TVN-owska superniania schowa, gdyby Hantka zobaczyła jak wije się, wyrywa i do utraty głosu wyje, uciekła by tam, gdzie sygnał ITI nie dochodzi. Nasza blond-terrorystka była tak wyczerpana, że następnego dnia jej się na oskrzela rzuciło. Taki głupi żart prowadzącego bloga. A na serio - nie do opisania, nie do wyobrażenia.

hania, maja, ojciec, raj, szpital, zapalenie płuc, dziecko

Przyczyn furii było kilka. Permanentna - to obecność siostry, nie ma wątpliwości. Inicjująca - to przyjście gości do Majki i chęć wzbudzenia powszechnego zainteresowania. Bez wyjątków jednokierunkowego. Genetyczna - po ojcu nerwusie. Podręcznikowa - zaczął się bunt 2,5 latka, czy jakoś tak nazywany. I wszystko to razem do kupy dało efekt jaja w skorupce włożonego do mikrofali, które obryzgało dwoje rodzicielów w momencie dla całej familii mocno stresującym i kryzysowym.
Objawy? Jedno wielkie NIE. Do wszystkiego - jedzenia, ubierania, zabawy, sikania, spania. To NIE wsparte było/jest jeszcze kłamstwem i oszustwem, że o złośliwości nie wspomnę. Szantaż - metoda zła, ale dotąd w skrajnych przypadkach działająca - już przestał skutkować. Przykład: "Trzeba zjeść zupę, bo nie przyjdzie ciocia!". Odpowiedź: - To NIE!. "Zjedz, bo wyłączę telewizor!". H: - To wyłącz!

hania, maja, ojciec, raj, szpital, zapalenie płuc, dziecko

Przykre, a może groźne, że większość tych objawów ustała, gdy zniknęła Majka i z dnia na dzień wraca ta stara, milutka Hania. Jest jakaś tam troska, że Maja w szpitalu, jest pytanie kiedy wróci, ba jak raz tatuś się trochę zmoczył na gębie (pierwszy dzień), to córa mu powiedziała "Już nie smutny, Maja może wrócić". Ufff - pozwala!
A na to wszystko jest tylko jedna, jedyna recepta, mam świadomośc, ale jakże ona trudna. Wyrozumiałość, cierpliwość, docenianie. Non-stop, 24 h na dobę. Czy jesteśmy z Najwspanialszą Matką Globu dość silni, żeby poświęcić Hance 100 proc. uwagi, styrani (NMG bardziej) nerwami około-zapaleniowo-płucnymi? Musimy. Mnie - chwilowo samotnie wychowującemu starszą córkę ojcu - jest teraz dużo łatwiej. No, ale nie chodzę do pracy, a rozrywkę zapewnia wspomniana ciocia i na pełen etat babcia.

Pocieszenie? Jeśli jest potrzebne to diagnoza, w końcu bądź co bądź lekarska. Gdy Hanuta była u lekarza w środę (losowi dzięki za te oczyszczające się oskrzela) podczas niepohamowanego szaleństwa nabiła sobie guza o doktorowe krzesło i wyszła w trakcie badania do kibelka (udawała, że chce siku), a potem zakrzykiwała podczas recytacji aplikacji lekarstw. Doktorowa nie wytrzymała i powiedziała: - Typowa terrorystka! Podobno takie zachowanie to objaw inteligencji.
I tego się trzymajmy, w zgodzie z mottem tegoż bloga.   

hania, maja, ojciec, raj, szpital, zapalenie płuc, dziecko

Maja. Czwarty dzień w szpitalu. Wenflon wbity w głowę, bo ten na rączce coś się zatykał. Dobrze, że tego nie widziałem, bo albo bym zemdlał, albo zabił wbijającego. Gdy się krwią najmłodsza zalała, wenflon przeszczepiony znów na kończynę został (na zdjęciu skryty pod skarpetą). Posiniaczona już od tych igieł jest cała.
Pan najważniejszy nadordynator rzekł w piątek, że zdrowieje, że antybiotyk działa, że może w poniedziałek... Lekarka stonowała hurraoptymizm, bo ciągle coś tam jeszcze brzęczy w tych maluśkich płucach. A ojciec dostał już takiego obłędu, że odkurza dwa razy dziennie, kibel dezynfekuje trzy, a w internecie znalazł za 329 zł lampę UV bakteriobójczą - sprzęt specjalistyczny-medyczny, do odkażania... sal operacyjnych.
I tylko niespodziewana wizyta pielęgniarki środowiskowej (to teraz przychodzą dwa razy, czy coś za pierwszym było nie tak?) go otrzeźwiła, że to światło wytłucze nie tylko złe, ale i te dobre bakterie, jakkolwiek to głupio zabrzmi.

PS: NMG - wiem, że to czytasz w komórce (pod kołdrą? :-)) Slurp i śpijcie dobrze.

hania, maja, ojciec, raj, szpital, zapalenie płuc, dziecko

21:55, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (5) »
czwartek, 29 stycznia 2009

Wiele razy pisałem tu i obiecywałem przede wszystkim sobie, że nie będzie o chorobach, zakażonych sikach, katarach i gorączkach. Czemu?

hania, maja, zapalenie płuc, choroba, ojciec, raj, szpital

Zawsze smuciło mnie i nawet wkurzało, że na portalach internetowych największą popularnością cieszą się newsy o wypadku samochodowym z pięcioma zgonami, w tym dziecka. Że nie ma to jak dobry społeczny temat z cierpiącym ból maluchem. Że nawet na blogach widać tendencję, że te opisujące życie rodziców i dzieci, które miały mniej szczęścia, często nieuleczalnych, chętniej są nawiedzane przez osoby szukające sensacji. Oczywiście bez winy autorów.

A mimo to chciałem tego uniknąć, nie chciałem przyciągać nieszczęściem, zresztą nawet nie myślałem o przyciąganiu, bo piszę przecież głównie dla siebie, z własnej nieprzymuszonej woli.
Tak - sam czytam takie różne blogi i podziwiam, czasem współczuję, a czasem się cieszę razem z ich twórcami, ale chciałem, żeby to miejsce - Ojca Raj - było inne. Może bardziej infantylne, wazeliniarskie, miałkie, mydlano-operowe.
Żeby choroby nie miały w sumie większego znaczenia, żeby to była historia wielkiej i szerokiej lawiny szczęścia z gębami uśmiechniętymi od ucha do ucha.

hania, maja, zapalenie płuc, choroba, ojciec, raj, szpital

Nie udało się. Złamałem obietnicę, od trzech dni piszę o choróbskach. Mam coś na swoje wytłumaczenie? Ojca Raj to ja. Ja dziś o niczym innym nie myślę, mało mnie obchodzi triumf piłkarzy ręcznych, Australian Open, czy oratorium Tuska o kryzysie gospodarczym. Są tylko one - H&M plus Najwspanialsza Matka Globu. I o tym piszę. A przestanę, jak tylko będę w stanie zapiąć guzik bez myślenia o szpitalu.
Jesteśmy narodem pewnie mało wyjątkowym, w którym nic tak mocno nie interesuje jak krzywda innych, nic tak bardzo nie koi jak większe nieszczęście sąsiada. To miejsce będzie inne, bo Ojciec Raj jest - mam nadzieję - inny.
A jeśli się mylę, albo się zmienię, pójdę do psychiatry prosić o pomoc.
Ostatnie wpisy to dowód, że nawet Raj zainfekowany jest wirusem - kiedyś zeżarła jabłko kobieta, teraz radość zżera epidemia. Górnolotnie, infantylnie, po mojemu - to Ojca Raj. Wybaczcie lub czytajcie.

02:20, bartosz.raj
Link Komentarze (5) »
środa, 28 stycznia 2009

Raport z miejsca, gdzie miejsca jest tyle co zdrowia - przeraźliwie mało. Dziewczyny zostały dziś przywleczone do innego lokum, nie jest to już jedna z komnat na hali poprzedzielanej muro-ściano-okno-drzwiami, ale pokój. Pokój - powtórzę, bo to naprawdę wielkie szczęście. Są tam takie w owym przybytku jeno dwa. Dwa dwuosobowe. Więc nie narzekamy. Co prawda łóżko jedno, ale nasza nowa sąsiadka ma polówkę.

Maja, Majka, szpital, zapalenie płuc, inhalacje, ojciec, raj

Troszkę ulżyło choćby pod względem "lokalowym". A przeprowadzka nie jest związana z koneksjami (nazwisko Raj...), ale z konieczności odizolowania dwójki najmłodszych pacjentów i przyjęcia... czterech kolejnych.
Tymczasem u Majki bez zmian, izolatka co prawda z nowym sąsiadem, starszym o równo 3 dni, ale de facto o rok - bo on z 2008... Ha! Mała nasza temperatury nie ma, antybiotyk łyka przez żyłę, je w miarę dobrze (trochę postękuje), inhaluje się perfekcyjnie - "dym" chłonie jak nałogowiec. Wstępne rokowania - jeszcze 7 dni w szpitalu. Dłuuuuugo! Jak wszystko będzie dobrze, oczywiście. A że może nie być: vis-a-vis leży chłopczyk, ciut starszy, zapalenie płuc, od dwóch tygodni nie trafiają z antybiotykiem. Zgrozo... Ale to już czarnowidztwo, tak we łbie mym ostatnio rozpowszechnione.

Maja, Majka, szpital, zapalenie płuc, inhalacje, ojciec, raj

Dziś jednak w sumie lepszy dzień, bo u Hanki na kontroli szmery ucichły, więc groźba drugiego zapalenia płuc na razie oddalona, miejmy nadzieję. Na razie piszę - bo do kwietnia, to g..., to cholerstwo w powietrzu, latać będzie i truć. A wtedy niechybnie zarówno pracodawca, jak i babcia w roli niani, mi się zbiesi.
Zacytuję na pierwszy koniec słowa przyjmującej nas do szpitala lekarki, że wszędzie trzeba widzieć dobre strony. Jakie są w ciężkiej chorobie Majki? Wczoraj nie potrafiliśmy znaleźć ani jednej. Dziś kładąc się spać już o jednej wiem. Puste łóżeczko smuci, ale nie krzyczy co trzy godziny z głodu... Czy powiniem się tego wstydzić?
A może bardziej ze wstydu się spalić powinienem, i jeszcze w piekle na dodatek, że pierwszy raz od ponad 2,5 roku kilka dni temu przeleciało mi przez łeb, że jak to byłoby spokojnie, gdyby nie było dzieci, albo chociaż tego drugiego? ("Bez dzieci jednak jest dużo łatwiej" - powiedziałem do NMG). Nie, nie żałuję niczego, nie wypieram się, nie cofnąłbym za nic na świecie. Ale przeleciało, co poradzę? Maja, Majka, szpital, zapalenie płuc, inhalacje, ojciec, raj

PS: Mam stan depresyjno-refleksyjny. Źdźbła humoru snujące się tu i ówdzie są resztkami dobrego samopoczucia. Dlatego już wiem, że jutro może być poważniej w treści. Czasem trzeba się wywlec na wierzch.

PS2: Drugi koniec: Za jakość zdjęć przepraszam, komórkowe, po ciemku, więc jakby nie było nic widać objaśniam: 1) Maja w "łyżeczce" - takim wózku co się noworodki wozi po urodzeniu. Drugi raz w życiu się w tym Maja już przemieszcza... 2 i 3) Po przyjściu taty - świadomość i łeb zadarty. Kiedyś pisałem o różnicach. To jest widoczna kolejna różnica między H i M. Majka rwie głowę do góry, że hej, Hanuta była w tym zagadnieniu raczej leniwa.

22:04, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 27 stycznia 2009

Badanie krwi i moczu Majki wyszło dobrze - w normie. A więc wirusowe zapalenie płuc, a nie bakteryjne. Ulga, wielka ulga. Bom świrował do tego stopnia, że Hanię zupą o godz. 19.45 karmiłem w wannie...
Antybiotyk, inhalacje i - jak powiedział lekarz na obchodzie - "tyle, bo chyba każdy chce spieprz** jak najszybciej do domu, prawda?". Pozytywny człowiek. I wiecie co? Ciekawostka. Ten lekarz ma na nazwisko Raj! (kolejny cytat z niego: "z tych Rajów"). Ale nie naszych, bo nie jest rodziną. Ot, taki zbieg okoliczności. Kocie licho wie, może to dobry znak? Także przed środową kontrolą Hanuty?

21:06, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (8) »

Spróbuję, żeby nie było za bardzo grobowo, choć uprzedzam z góry - może się nie dać. Zacznę więc poetycko. "Dzień, w którym zatrzymała się ziemia" - czy jakoś tak - wielki bilboard z tytułem tegoż filmu widziałem wracając ze szpitala. Mój dzień, w którym zatrzymała się ziemia to sobota. A w zasadzie noc z soboty na niedzielę. Po furii dziecka starszego, na które nałożyło się i zazdrość wielka i choróbsko kaszlowe, napady kilkunasto minutowe pokasływań zaczęła mieć Majka. A ja pełno w majtkach. I nic już nie miało znaczenia, świat przestał istnieć, został tylko czas odliczający minuty do następnego kaszlnięcia i nieuchronna po nim lawina myśli, głównie czarnych.

maja, choroba, szpital, zapalenie płuc, ojciec, raj, hantek

Rano przywołałem pomoc. Diagnozy: u Hanki zapalenie oskrzeli, u Majki kaszel, który ma ustąpić, bo na razie nic nie słychać, gorączki tyż nie ma. Ale we wtorek rano już było słychać i to jak cholera, zarówno w przychodni, jak i już później w szpitalu. No i została tam, a z nią zapłakana Najwspanialsza Matka Globu, dzielna, jak nie wiem.
I u Ojca się zbiera na ryczenie, dlatego piszę, żeby się powstrzymać. Zbiera się nawet nie dlatego, że dziecko chore, bo choć stan u takiego noworodka to poważny, to przecież nie krytyczny. Zbiera się Ojcu, bo nic się nie dało zrobić, nijak zabezpieczyć, uchronić. Poszło i nieuchronność tego szpitala i tej konieczności spędzenia w nim dni kilku (nastu???) jest straszna, jak się chce tak bardzo już mieć wszystkich w domu, wszystkich i zdrowych.

Niemal równo po czterech tygodniach obecności na świecie i w domostwie Państwa Raj, uznała widocznie nasza najmłodsza, że się wyprowadza. A na poważnie - zapalenie płuc, antybiotyk dożylnie i czekamy. Klitka w szpitalu, dookoła mocno chore dzieci, atmosfera wisielcza, tylko widok z okna piękny, na ogrodowy park, co i raz z dachu zrywa się cała masa ptaków - niesamowite wrażenie, jakby z głowy wylatywały.
Ale to za mało, żeby chcieć tam zostać choćby minutę dłużej niż to konieczne. Więc trzepnąłem kota, który próbował wleźć do pustego łóżeczka Majki, ślę wielkiego całusa NMG (wszystkie matki płaczą na oddziale, a ojcowie w domach) i wiem, że wszystko będzie dobrze, kończąc równie poetycko, aczkolwiek jednak nazbyt grobowo.

PS: Chore dziecko w szpitalu wygląda tak (zdjęcie z MMS-a mialo tytuł: "Tato zjadłam i zrobiłam kupę"):

maja, choroba, szpital, zapalenie płuc, ojciec, raj, hantek

PS2: Okoliczności zabiły newsa, o którym miał być wpis kolejny - na Ojca Raj możecie już wchodzić z adresy http://ojcaraj.pl, albo po prostu ojcaraj.pl. To prezent dla Majki od człowieka wspaniałego, o sercu wielkim i gołębim. Wojtko jego imię.

19:10, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (5) »
piątek, 23 stycznia 2009

On - Ojciec Kochany - w pracy dzień pierwszy po urlopie, bynajmniej nie wypoczynkowym. Ona - Najwspanialsza Matka Globu - pierwszy raz od 1.1.2009 sama z dwójką córek przez dzień prawie cały. Ona - córka starsza Hanuta - w schyłkowej (miejmy nadzieję) fazie choroby wirusowej powszechnej tak bardzo, że o znamionach epidemii narodowej. Ona - córka młodsza Majtek - 22 dni po urodzeniu, a Ojciec się stresuje, żeby nie zachorowała.

hantek, majtek, hania, maja, ojciec, raj, dziecko, siostra, chora, choroba

W dzień roboczy, takie rozmowy na linii Ojciec - NMG się toczy (komunikator internetowy):

14:37:31 NMG: Jak dzień mija? Ja zaraz daję obiad Hance.

14:38:08 RAJ (rajb@tlen.pl): Ok, a jak sytuacja na froncie?

14:38:08 RAJ (rajb@tlen.pl): Maja - wszystko dobrze?

14:38:13 NMG: ... bo pewnie Maja się niedługo obudzi.

14:38:53 NMG: Maja śpi od spaceru.

14:38:55 RAJ (rajb@tlen.pl): A Hania - jak?

14:39:01 NMG: Hania nie ma gorączki. Siedzi w szafie... [sprzątały... - przyp. raj]

14:39:46 RAJ (rajb@tlen.pl): Jak zaśnie po [tu nazwa leku, ale nie robię reklamy, bo i tak o kant dupy potłuc - przyp. raj] koniecznie do pokoju, nie na kanapie, bo będzie kasłać.

14:40:24 NMG: OKI! Idę, bo rosół gotuję.

14:42:18 NMG: Jak włączyć filemons [kota Filemona - przyp. raj] na kompie?

Dalej nastąpiło wyjaśnienie, bo to rzeczywiście nie takie proste wcale.

15:27:19 NMG: Hania zjadła dużo rosołu, ładnie. Dałam [tu nazwa leku, przeciwgorączkowego, przeciwzapalnego - przyp. raj].

15:36:55 RAJ (rajb@tlen.pl): Oki, super, ja wrócę wcześnieeeeeeeeeeeej.

15:53:57 NMG: Idę budzić Maję, bo już czas na jedzienie.

15:55:41 RAJ (rajb@tlen.pl): A Hania jak? (gorączka?).

15:56:39 NMG: Nie mierzyłam, ale nie ma, czoło Ok.

15:56:46 RAJ (rajb@tlen.pl): Superancko!

itd, itp, etc...

18:58, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 stycznia 2009

Mogę z czystym sumieniem napisać - wiedziałem, przepowiedziałem, w swoim chorym zestresowanym mózgu spłodziłem i wywołałem. Hanutę sieknęło w środę, 38,5, kaszel i takie tam różne, znane wam szeroko historie. Moje skronie wybielały doszczętnie, na allegro znalazłem środek za 35 zł, który ma to zamaskować, ale jeszcze tak nisko nie upadłem. Chora jest córa starsza moja i tyle.

hania, hanka, choroba, wirus, ojciec, raj

Oczywiście nie byłoby takiej sraczki, gdyby nie śpiąca w kącie Majtek, córa moja najmłodsza, wiek 3 tygodnie równo, kiedy diagnoza u lekarza na siostrę zapadła. Zresztą ja od urodzenia mam (i nie mówię tu o urodzinach tych co dopiero były, ale tych wcześniejszych) wieczne poczucie nerwa takiego skurczliwego. A to najpierw w co drugim zdaniu w książce mądrej pisali o nagłej śmierci noworodka, to chodziło się co pół godziny do Hanki, jakby to mogło pomóc. Potem Hantek przeszła wzorcowo i bez zbytnich powikłań przez wszystkie dziecięco-żłobkowe choroby, ale i tak to wystarczyło, żeby Ojciec zesiwiał do reszty.
Przejmuję się tym wszystkim jak cholera, teraz podwójnie, i radzić sobie z tym nie radzę, jakiś psycholog by się przydał czy jak? Od urodzin Majtka np. każde fuknięcie za kaszel biorę, bo jakaś istota jeszcze w przychodni wyszczebiotała, że jak kaszel się pojawi to do szpitala trzeba i pod antybiotyk, no i korba zaczęła w głowie Ojca latać skutecznie. Chore, wiem, zdaję sobie sprawę, świadom jestem.

hania, hanka, choroba, wirus, ojciec, raj

Najgorzej jest w nocy, kiedy każdy szmer wydaje się szmerem jakimś niepokojącym, tudzież poważnym. A gorsza od nocy jest tylko nieobecność w domu, kiedy chora wyobraźnia do zdania przez telefon wypowiedzianego "Ma gorączkę, poszła spać", dorabia historię, która w TV byłaby z czerwonym kółeczkiem puszczana po godz. 23. Oczywiście przesadzam, przesadzam celowo, żebyście zrozumieli, co mi we łbie siedzi dzień przed powrotem do pracy. Akurat teraz, tuż przed końcem urlopu, Hanka zachorowała, i jeszcze lekarka zasugerowała rozdzielenie Najwspanialszej Matki Globu i Majtka od reszty. Aż normalnie któregoś razu zmroziłem się sam pierwszy raz w życiu rzucając ni to w powietrze, ni to do siedzącej obok Najwspanialszej Matki Globu: "Bez dzieci jest jednak dużo łatwiej".

Przesadzam, przesadzam, przesadzam zdaję sobie z tego sprawę (dlatego jeszcze do tego psychologa nie dzwonię). Wiem doskonale i jak anegdotę opowiadam, że dolegliwości blond-księżniczki Hanuty to nic wielkiego. Na korytarzu w przychodni było do gabinetu 19 (słownie: dziewiętnaścioro) dzieci, wszystkie kasłały, płakały, przez ręce się przelewały, łążąca po korytarzu Hanka waląca do wszystkich gabinetów wyglądała tam jak z innej planety.
Gdy zapytałem lekarki, co Hance dolega, odparła: "To, co im wszystkim tam na korytarzu". Wirusowe zapalenie gónych dróg oddechowych, gorączka do 40 st. C. może być przez 3-5 dni. I w zasadzie leczyć to się nie leczy (bo te syropki, których nazwy na pamięć znam z innych licznych okazji, to o kant tyłka potłuc). Czekać trzeba i bać się (w moim przypadku), czy na Majtka nie spłynie, bo wtedy nie tylko siwy będę, ale i zmoczony co gorsza. Na szczęście małe ssie, więc odporność łapie, na ile skutecznie - zobaczymy. Podobno Hanka zaraża już od 3 dni, na razie nikogo nie wzięło - element pocieszania się, też należy do stałych charakterystyk stanu mego zidiociałego.

Tymczasem w piątek z pracy zadzwonię do domu pewnie 13 razy i pobiję rekord trasy wieczorem spowrotem. Dobrze, że potem jest sobota.

Jakoś tak mało żartobliwe mi to wszystko co powyżej wyszło. Obiecuję poprawę. Na dobry początek radosne zdjęcie i trochę (podkreślam: trochę) bardziej optymistyczne wpisy tutaj.

hania, hanka, choroba, wirus, ojciec, raj

19:00, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (5) »
| < Kwiecień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        
O autorze




ESKA Rock