MOTTO BLOGA: - OJCOWIE ZDOLNYCH DZIECI SĄ GORĄCYMI ZWOLENNIKAMI TEORII DZIEDZICZENIA
Kategorie: Wszystkie | Familia | H&M Sport | Ojciec dumny | Poważnie | Z pieluchy | Żłobkowo
RSS
czwartek, 29 lipca 2010

Więcej jak opalenizna zblednie :-)

Hania i ja

Maja i czekolada

poniedziałek, 19 lipca 2010

Najbardziej to mnie trzepnęło, że za dwa lata idzie do szkoły. O Raju, jaka ona jest już duża! I wyrosła nie tylko wiekiem, ale i wzrostem, zmierzylim jej całe 103 cm, a buty czy kapcie jak kupujem, to zawsze są za małe i dziś trzeba było znów wymieniać.

Hania, tort

Z okazji urodzin dziecko mi zakomunikowało, że jest już w takim wieku, że nie sika, a Oskar jakiś, co ma 5 lat w przedszkolu, to już wcale, a wcale. Poinformowała mnie też, przypominając jeden z elementów walki z sikaniem, że bakterie co jej w siuśkach się mnożą jak mocz trzyma, to ona natychmiast wyrzuci do kibelka (i rano rzeczywiście popędziła), a potem pluliśmy do muszli z obrzydzeniem. Prezent pozwoli jej znieść podróż na wakacje, a babcia zaserwowała dodatkowo największą znaną mi gębę Hello Kitty (na kołdrze) więc szczęście jest pełne.

Podzieliła się też szczęściem z Milanem zgadzając się na wspólną organizację urodzin w plenerze po powrocie z wakacji, i poinformowała mnie łaskawie, że ja, mama i Majka mogą czuć się zaproszeni.

Sto lat, piękna i mądra córo moja!

piątek, 16 lipca 2010

Się wzięło i się zepsuło. Nigdy co prawda nie było tak, że córka moja Hanutą zwana wzorowym zachowaniem toaletowym się wyróżniała, niemniej jednak przygody w stylu mokrych majtek były ewidentnie kategorią sporadyczną w domu i przedszkolu. Się wzięło i się zepsuło, jak przedszkole odesłało dzieci, które w lipcu do przedszkola chciały jednak chodzić, do filii tegoż przedszkola trzy-cztery przecznice dalej.

Problem polega na tym, że tam jest wszystko nowe, większe, wspanialsze, a i cholerna pogoda, która żarem wali non-stop swoją winę niesie też. Mianowicie dziecko zaczęło lać pod siebie nader często, niemal codziennie gacie zasikane, zmoczone, albo chociaż ubrudzone w stylu "trochę popuściła".

Hanka, sikanie w majtki

Wściekłem się - bo jednego dnia były obietnice, że nagroda i Bóg wie co, za suche majtki będzie, drugiego była kpina, że się nikt nie będzie bawił, i że do żłobka z Majką pójdzie, w pieluchę zapakowana, a trzeciego groźby i krzyk, a nawet kary, bo już cholera wstąpiła we mnie. Pomogła na razie gigantyczna awantura i nawkładanie jej do głowy, a także opiekunce w przedszkolu, że ma tego pilnować.

Mianowicie najgorsze jest, że ona Hanuta doskonale wie, że chce siku, doskonale wie, że ma majtki, doskonale wie, gdzie jest łazienka, czy nocnik i doskonale wie, że się zerżnie, i że to jest złe.
Ale i tak sika, bo nie da się zakazać, nagrodzić, straszyć, jeśli dla dziecka korzyść z pozostania na placu przedszkolnym zabaw, nawet jeśli kosztem jest zesikanie się pod siebie, przewyższa istotnością konieczność pójścia do łazienki. Ale zagmatwałem... tzn woli się zesikać niż przerwać zabawę, nawet jeśli potem jest wrzask, krzyk i kara.

Wczoraj się nie zesikała, ale już po powrocie na podwórku tak nogi w supeł wiązała, że jej kazałem iść do łazienki do domu (5 metrów, 30 sekund) - kłamała, że nie chce, wijąc się w konwulsjach. Wreszcie zaproponowałem sikanie na trawę - zrobiła takim strumieniem, że normalnie dupę jej urwało. No nie wytrzymam tej głupoty.

Ciekawe, jak dziś. Przed wejściem do przedszkola dostała tyradę, ale jednak w stylu pokojowym. Jestem pełem najciemniejszych przeczuć.

środa, 14 lipca 2010

Od kilku dni, dzień w dzień. Megaturbogigabombowasuperhiper galeria.

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

Hania, Maja, basen

sobota, 10 lipca 2010

... niespodziewanie nie po śliwkach, brzoskwiniach, czy nawet kapuście mlekiem zalanej, ale po jajecznicy z szynką + parówce z ketchupem na kolację. Made by Ojciec!
Przy okazji sukces kulinarny, jajecznica wchłonięta przez starszyznę dziecięcą, która niespodziewanie oznajmiła, że jajecznica smakuje równie dobrze co parówka, i że ona chce śniadania na wakacjach.

Majka

Dostanie!

czwartek, 08 lipca 2010

Dzień dobry. Dziś temat bliski nam wszystkim. Jakże uwielbiamy o tym dyskutować w gronie nie tylko rodzicielskim. Zawsze po wstępnych uprzejmościach ("jaki on ładny", "jaki rezolutny", "a jak je?", "a daje wam spać?") pada fundamentalne: "A jaką ma kupę?". I o tym dziś będzie!

O kupie gadać nie lubię. Kupa to fajna rzecz, ale intymna i dziecko starsze moje Hanutą zwane rozumie to już doskonale, więc jak jej narzeczony wparował z podwórka prosto do łazienki w trakcie posiedzenia, to się zawstydziła i go pogoniła.
Ja natomiast się aż wzdrygnąłem, kiedy przy okazji niedzielnej uroczystości rodzinnej seniorka widząc Majtka wcinającego chleb ciemny z pieca grubo maźnięty smalcem rzekła: "Czy jej to aby nie pokręci?", bo już-już spodziewałem się kilkugodzinnej dysputy o rozwolnieniach, kolorach (od jasno zielonego po stalowo szary i czarny) i konsystencjach.
Ale nawet nie.
Majtek chwyciła potem za marchewkę, zapiła czerwonym barszczem i frytkami, później zadowolona odeszła od stołu nie przejawiając żadnych niekorzystnych rewolucji jelitowych.

Do dnia następnego, albo i na-następnego, kiedy się wykrzywiła, nadęła, zaczerwieniła (do dziś jak się napręża to pojawiają się jej na czole ślady po ospie, ciekawe prawda?) i po godzinnej walce z dolnym fragmentem przewodu pokarmowego wydaliła z siebie z okrzykiem grozy czarny groszek. Od dni już paru czarne kamienne groszki pojawiają się nieregularnie, czasem są wielkości zajęczych bobków, czasem młodych (malutkich) ziemniaków, zawsze jednak rzut tym czymś powoduje zakrzywienie czasoprzestrzeni i mógłby zabić, gdyby ktoś chciał rzucać tym czymś, oczywiście.

Te stęki dziecka, które ono wykorzystuje też na zwrócenie na siebie należytej uwagi, doprowadziły nas do działań znanych nie od dziś wielu rodzicom, zwłaszcza tym wielokrotnym. Śliweczki. Mniam. Śliweczki to od zawsze była metoda 100 proc. skuteczna, po chwili Niagara występowała kupy.
Inna naukowa wiedza mówi mi, że podczas rozwolnień rotawirusowych nie daje się witaminy c, bo ta jeszcze rozwalnia, więc zapodajemy dziś Majtkowi vit. c w ilościach wiekszych.
I brzoskwinia dziś z rana była też. I ostrzeżenie w żłobku, żeby bananami i ryżami nie zapychać, na wszelki.

Efekt na razie jest do dupy... Ale wraz z upływem kolejnych godzin już strach się też pojawia, co się stanie potem. Zdjęcia z oczywistych względów na razie nie będzie.

poniedziałek, 05 lipca 2010

Tak wyszło, że jak się chce trochę zaoszczędzić i na wakacje odłożyć, to trzeba dziecka wizyty w przedszkolu ograniczyć. Oczywiście to żart - nie ma takiej ceny, która warta byłaby kwaśnego ryja Hanuty z powodu nie-pójścia do przedszkola, nawet teraz, kiedy przedszkole wzięło i na wakacyjne miesiące się przeniosło - po połączeniu dwóch jego filii. A może własnie dlatego - większa yrampolina, większa piaskownica, większa altana...
Hanka przedszkole nadal ubóstwia i nawet chwilowy w nim brak urlopującego się Milana jej nie przeszkadza.

Hanka, ZOO

Niemniej okazało się, że dokładając do zaplanowanych wakacji ekstra dwa dni możemy zapłacić za przedszkole w lipcu jeno połowę należności. Więc żeśmy postanowili, że w piątki nie chodzi i zostaje z ojcem. Tak się jakoś udało. Pierwszy piątek wspólny wypadł w ostatni piątek, Majtka do żłoba odstawiliśmy i sami się do ZOO udaliśmy. Drugi raz już, a za pierwszym pamiętam, że nie tak wiele Hanutę rzeczy w nim zainteresowało, poza goframi może. Teraz inaczej. Jednak świadomość rosnąca z dnia na dzień pod czaszką dziecka mego to rzecz piękna.

Hanka, ZOO

Przede wszystkim to żółwie. Tam gdzie się wygrzewały na wybiegu lam. Hanka zrozumiała, że to żółwie, które wcale nie mają git, bo są wyrzucane przez ludzi, co je kupują małe i zieloniutkie a jak brunatnieją, rosną i gryzą to już fajne nie są. Tzw. element edukacyjny nastąpił.

Po drugie nowe hipopotarium. Rewelacja. Trafiliśmy na karmienie akurat, zeszliśmy też do pawilonu z wodą dookoła i Hankę zamurowało na widok ciemnego pokoju z wielkim rekinem za szybą. I płaszczką. Co to płaszczka to wie z Ceebeebies, gdzie tańczą w rytm jej ruchów. Skąd wie, że nemo to nemo nie wiem, bo jak mnie pamięć nie myli, filmu tego u nas nie puszczali w domu. Za to piosenkę o czterech słoniach (nie wiem, czy jest inna wersja, ale słoni rzeczywiście było cztery) znam naddobrze.

Hanka, ZOO

Ale najfajniejsza w ZOO jest konsekwencja. Konsekwencja z jaką dziecko od bramy dopytuje, czy rozmawiałem z panią na temat pozostawienia balona i konsekwencja, z jaką taszczy swój plecak przez cały teren ogrodu zoologicznego co i raz się o ten balon dopytując i upewniając, że będzie miał ten sam motyw co na plecaku i nie przestając o tym mysleć nawet podczas 18 zjazdów na zjeżdżalni dmuchanej.  Bo wyprawa do ZOO jest jak na razie wyprawą, "żeby sobie tata pooglądał zwierzątka", najważniejsze w ZOO jest to, co przed ZOO.

Hanka, ZOO

czwartek, 01 lipca 2010

Wystarczyła chwila nieuwagi. Chwilunia. I masz ojciec placek:

Od tygodnia próbuję nauczyć "Czarna eLka w kołeczku się mieni". Odśpiewuje, że się w kółeczku "mieści" i dalej śpiewac nie chce. Skaranie boskie z tymi dziećmi. :-)

PS: Kolejorz gol już za dwa tygodnie, eliminacje Ligi Mistrzów!

środa, 30 czerwca 2010

To musiał być dla niej dzień wyjątkowo szczęśliwy, skoro kończyła go zapewnieniami i dociekaniami, że była dzisiaj grzeczna (- Prawda?) i jutro też będzie taka sama grzeczna.
Ten przypływ wielkich uczuć, dobroci i w ogóle, nie bez przyczyny został wywleczony na wierzch i choć charakterologicznie dziecko me starsze jest aniołem, to jednak gadżety ten stan potęgują do rozmiarów niebotycznej łagodności wręcz.

Zaczęło się od pobudki i oznajmienia dziecku starszemu Hanutą zwanego, że jest niespodzianka. Gdy zobaczyła jaka, oniemiała, gębę rozdziawiła i oczy jej rozbłysły, jak nigdy przy jakiejkolwiek zabawce. Spytała drżącym głosem: - Czy jest delikatna?
A potem... (zobaczcie na minę):

sukienka, Hanka

I poszła w niej oczywiście do przedszkola. A po południu NMG wymyśliła, że kupi jej rower. Tak nie mylicie się - drugi. Bo ten, co go ojciec kupił najwyraźniej jest za nowy, za ładny, za różowy i zbyt princessowaty, bo się wywraca (przewińcie w dół na masakrę na twarzy) i jest ciężki, generalnie na te chude nogi jeszcze za duży.
I znalazł się na Allegro dezel rometa za 80 pln. Wsiadła i pojechała. I to jak pojechała! Aż furczy, śmiga, wywija na zakrętach, pierwsze zdanie jakie powiedziała do mnie dziś rano? - Pokażę ci mój nowy rower i wyszliśmy w gaciach jeszcze na klatkę podziwiać.

Odprowadziłem ją do przedszkola, jechała na rowerze. Biegłem szybko machając rękami próbując się wyzwolić z kurzu, który zostawiła za sobą. Wygrała, zdeklasowała.

Zdjęć na razie nie ma - jest za szybka lub ginie w tumanach. Księżniczka w bieli na dezelu. Ona jest już starsznie duża. Za 20 dni czwarte urodziny. Rany!

niedziela, 27 czerwca 2010

Niektórzy zaczynają weekend po 16 w piątek. Mój się zaczął po 18 w sobotę i skończył przed 17 w niedzielę. Ta prawie doba była super, bo zaiwaniało wakacjami na całej szerokości. W sobotę co robiłem nie do końca pamiętam, poza meczem - a jakże. Więc te wakacje to poczułem w niedzielę dopiero.

A nawet w niedzielę po godz. 10, bo przed tą porą na niebie nieba nie było. Potem za to była istna karuzela. Pojechaliśmy na działkę. Dwie godziny koszenia trawy to dla Majtka zbyt dużo. Za to rozrzucanie skoszonej i zagrabionej - bynajmniej nie nudzi się nigdy. Hanuta odkryła wiadro z wodą, więc obie były mokre. Potem odkryła porzeczki. Nie wiedziałem, że moje dziecko lubi porzeczki, to pierwsze, bo to drugie nadal nie wiem co nie lubi jeść.
Dobrze, że były porzeczki, bo z braku wody, kibla i na koniec też prądu prapolskie rwanie dóbr z krzaczka zajęło pociechy bez reszty.

Hania, Maja

Brudni i niekoniecznie nawet pokąszeni wrócilim, Majtka prosto do łóżka (3 godziny snu prawie), a Hanuta prosto do basenu, gdzie już na nią czekał Milan półnagi. Kolejne godziny zeszły na chalapaniu, ganianiu, jeżdżeniu na rowerze z mokrą dupą na bosaka i jedzeniem resztek zerwanych porzeczek. Obiady (Milan kotlet, Hanuta pomidorówa) też w plenerze.

Jak Majtek wstała to... wstała, a Hanuta pojechała z NMG na festyn gminny (a śmiejcie się), gdzie i lody były i motyle. A jak wróciła to już w towarzystwie - z Baśką i Milanem, przeleciały tylko przez mieszkania na druga stronę na plener i do piaskownicy. Wtedy wybiła 17 i ja wyszedłem do pracy.

Hania, Maja

Hanuta była w domu ok. 15 minut od wyjścia z niego rano do przyjścia spać o 20. Tak jak na wakacjach. I tak jak na wakacjach rodzice wakacji nie mieli, bo cały czas coś trzeba z dziećmi było robić w plenerze. Ja chociaż uciekłem sobie do nie wcale spokojnej i nie wcale cichej pracy na mecz, dzięki czemu wyborne doznania wakacyjne w pełni wciąż przede mną.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37




ESKA Rock