Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ
wtorek, 05 czerwca 2018

Dziś wpis będzie zastępczy, mącący rzeczywistość, będący substytutem. Nie chcę pisać wprost o pewnych rzeczach, więc przywołam historię i wydarzenia sprzed blisko 30 lat. Opowiadałem ją Hani, kto zechce trochę pokombinować zrozumie co próbuję powiedzieć. A jej się krzywda żadna nie zdarzy.

DSC_0180
W 1989 roku wyjechałem z rodzicami do Szwecji.
Miałem wtedy tyle lat co Hania teraz. I generalnie niewiele wiedziałem o otaczającym mnie świecie a już niespecjalnie interesowałem się politycznym tłem, za najważniejsze uznając, że na dwa lata tracę kontakt z kumplami z Ursynowa. Jako małoletniego interesowało mnie też to, jak przyjmą mnie dzieciaki w szwedzkiej szkole w Malmo, to było wystarczająco stresujące.
Najpierw trafiłem do szkoły z klasą przygotowawczą, było nas tam kilkoro, różnych nacji - Rumun, Bułgarka, ktoś z Bliskiego Wschodu, Iran, Portugalia, ktoś jeszcze, dziś już dobrze nie pamiętam. Uczyliśmy się szwedzkiego i w tej klasie każdy był równy. Ale na przerwach, na których zresztą poznałem fantastyczną grę w kulki, trzeba było się zmierzyć z typowymi szwedzkimi nastolatkami. Wtedy dowiedziałem się, że jestem Polakiem. Czyli kimś gorszym. Znacznie. Z dziwnego, żeby nie napisać - beznadziejnego kraju - Polski, gdzie generalnie ludzie są smutni, szarzy, nie mają pieniędzy, brzydkie samochody i kradną a władza pije. To niedosłowny, ale z pamięci wyciągnięty zlepek cytatów. I jeszcze to moje imię. Bartosz syczał w uszach, Bartek był dziwnie zmiękczany z końcówką "-tiek". 

To nie były jednak ani czasy, ani wiek, żebym poczuł na sobie jakieś przejawy znęcania się fizycznego. Ale czasem to psychiczne było gorsze. Ostentacyjne odsuwanie się i słowa, które już wtedy trochę rozumiałem "Polak śmierdzi", "Nie gadaj z nim, bo się zarazisz", "Ciekawe, czy jego rodzice też handlują wódką i klapkami w parku". Bariera językowa nie pomagała, ale wtedy, w tamtej szkole, do której chyba chodziłem raptem trzy miesiące, pomogły kulki. Nie pamiętam dokładnie jak to było, ale kiedyś pozwoliłem dużo słabszą kulką atakować moją wieżyczkę kulek więcej wartych i większych. Może to były moje ulubione kulki "Paris", przezroczyste, błyszczące. Zasady były proste - kto zbije wieżyczkę, zabiera wszystko. Ja ustalam skąd rzuca. Zrobiło się zbiegowisko, fart pomógł, zebrałem cały worek kulek, nie tracąc wieżyczki i mały szacuneczek za odwagę. Mówili już wtedy do mnie "Bart fran Polen", wymawiając "Bert". Potem zmieniłem szkołę, bo w tej nie było już wyższych klas.

Sytuacja trochę się powtórzyła. Ale okoliczności były inne. Umiałem szwedzki na tyle, żeby odpowiedzieć na zaczepki, ale też mieć jakiś kontakt. Pojawili się za to w klasie Polacy, którzy w Malmo mieszkali dłużej. Był Martin (Marcin), zadziorny, nieprzyjemny w stosunku do mnie typ z rodziny polsko-szwedzkiej i rodzeństwo bodaj Karolina i Jarek, dziś powiedziałbym, że mieli wyżej dup... no wiecie, nosa zadzierali. Trzymali się razem. Kiedy nie umiałem czegoś powiedzieć, szukałem słowa, chciałem się dowiedzieć gdzie iść na następne zajęcia, pytałem ich po polsku to często słyszałem "Prata svenska!". Nie chcieli być inni, chcieli być szwedzcy, nie chcieli mówić po polsku. Opinia o Polakach, którzy przypływają promami do Ystad całymi stadami, kradną, piją i handlują na ulicy bóg wie czym, przylepiła się do mnie, byłem inny i przez to nielubiany. A nawet jeśli nie, to jako jedyny wracałem ze szkoły sam i siedziałem sam w ławce.

Dwie drobne rzeczy to zmieniły i sprawiły, że Szwecję na długo zapamiętam jako jedno z najfajniejszych moich wspomnień. Pierwsza to była lekcja matematyki. Ojciec w domu nie dawał mi taryfy ulgowej, uczyłem się rytmem polskiej szkoły, która w wielu miejscach zaawansowania wyprzedzała szwedzką. Raz na bodaj pół roku zdawałem egzaminy w Kopenhadze, żeby móc po powrocie do Polski trafić do klasy zgodnie z wiekiem. A w szwedzkiej szkole normalnie chodziłem na lekcje. W tym matematyki. Tam wtedy w klasie VI było dodawanie z jedną niewiadomą. Pamiętam, że książka do ćwiczeń zaczynała się od działania x + 2 = 4. Nie miałem problemu ze zrobieniem jej całej w kilka tygodni i na lekcjach się nudziłem. Któregoś dnia nauczyciel napisał mi na kartce inne działania, z potęgami, pierwiastkami, ułamkami. Czymś, co szwedzki uczeń poznaje później. Zrobiłem wrażenie na reszcie dzieciaków, wymyśliły nawet rywalizację, czy umiem napisać takie działanie, którego nauczyciel nie umie rozwiązać. Chyba nie podjął rękawicy.
Polakom też się spodobało. Na tyle, że na którymś wuefie Martin (Marcin) powiedział (po szwedzku oczywiście), żebym przyszedł na mecz, bo on trenuje w zespole IF Allians i grają akurat na naszym boisku szkolnym z drużyną SK Hakoah i brakuje im kogoś w składzie, a ja na zajęciach szkolnych wydaje się, że piłkę kopać umiem.

20180605_135850
Nie pamiętam dokładnie jak, ale trener Alan dopisał mnie do składu 13 latków
i nie pamiętam dokładnie ile, ale wygraliśmy coś koło 9:1. Strzeliłem 8. Pod koniec meczu Martin śmiejąc się krzyczał przez pół boiska, żebym - uwaga, wiem, że to nie będzie ładne - darował już Żydom, bo drużyna Hakoah była złożona z dzieci żydowskich emigrantów. Zresztą w naszej lidze podobnych zespołów było więcej - z Iranu, Turcji, Jugosławii (już z rozbiciem na narodowości Chorwacką, Bośniacką etc.). Do dziś w wysokich doorosłych ligach Szwecji grają drużyny Syrianska i Asyryjska.
Po meczu Martin podszedł i powiedział, żebym zaczął regularnie przychodzić na treningi, tłumaczył jak dojść do klubu, na boisko przy skrzyżowaniu z Regementsgatan. Nie do końca rozumiałem. W końcu nie wytrzymał: "Kur..a, prosto a potem w prawo za parkiem, rozumiesz?" - rzucił po polsku. Grałem w IF Allians prawie półtora roku, do powrotu ze Szwecji. Już nie byłem inny, razem chodziliśmy na boisko, na basen, na ryby, jak rozwaliłem na rowerze brodę Martin (Marcin) prowadził mnie do lekarza, moi rodzice nie handlowali wódką a zmiany w Polsce w 1989 r. zmieniły też opinię o naszym kraju. Pamiętam, jak bibliotekarka w Slottsstaden skola prosiła bym zapisał jej poprawnie na kartce jak pisze się Karol Wojtyła i Lech Wałęsa.

Niełatwo być innym, trudno znaleźć zrozumienie dla swojej inności, zwłaszcza u dzieci. Te są różne, mają swoje sprawy, nie lubią odstawać, a przez znajomość z kimś innym same stają się trochę inne. W tym wieku to trudne do zaakceptowania. Ale wiem, że każdy ma takie dwie-trzy rzeczy w sobie, które spowodują, że inność przestaje być problemem. Czekanie, aż się będzie mogło je pokazać, albo po prostu ktoś zechce je zauważyć, jest trudne, zwłaszcza kiedy się jest samemu. I dlatego znów, jak 30 lat temu, jest mi ciężko i smucę się.

******************************************************************************************************************

Dziękuje wszystkim bardzo mocno za przekazanie Hani 1%. Jeśli nadal chcecie Hani pomagać - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.
14:12, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 31 maja 2018

Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak. Hania na pytanie od kiedy to widzi, mówi, że trudno powiedzieć. A raczej nie widzi, patrząc w dół, w jednym oczku, ma plamkę. Najpierw w tzw. rejonie, a potem w specjalistycznej poradni CZD przy okazji operacji kręgosłupa, Hania się przebadała. I wyszło, że ma uszkodzenie siatkówki, gdzieś tam padł nawet wyraz "martwica".

33830484_1592565610852266_7804279090948603904_nFot. Po dwukrotnym zakropelkowaniu i znieczuleniu źrenice są najpiękniejsze.

Miesiąc po powrocie do domu pojechaliśmy znów na konsultację. Poznaliśmy nowe nazwy badań, np. OCT czyli taka tomografia oka, jakieś zdjęcia, nowe sprzęty, które robią cuda w kolorze. Za każdym razem spotykamy się z dużym zaangażowaniem lekarzy, którzy wykonując kolejne badania starają się dociec przyczyny i charakteru uszkodzenia. W środę pani doktor powiedziała, że wygląda to na jakieś stare, zabliźnione już uszkodzenie, które nie zmieniło się od ostatniego badania, czyli przez miesiąc. To dobra wiadomość. Za miesiąc sprawdzimy ponownie. Jest też pomysł (dla Hanuty niezbyt ciekawy) położenia się na oddział okulistyki w CZD i zrobienia jakiegoś badania z kontrastem wpuszczonym przez port. domyślacie się jak na szpital z niespodziewanego powodu zareagowała ikonka starsza. Jeśli będzie konieczne, może uda się to zrobić w "trybie poradniowym". I tak pod koniec czerwca musimy przepłukać port na wakacje.

Nie wiadomo od czego ta plamka. Tata - tzn. ja - tez ma plamkę, ale to jest tzw. męt, kawałek ciała szklistego czy jak to się tam w oku zwie, które oderwało się i upadło na dno oka wpadając w pole widzenia (uprzedzam, że nie wiem, czy teraz nie pisze jakiś bredni, ale faktem jest, że widzę jak się przypatrzę mały czarny okruszek w prawym oku - od dawna mi to nie przeszkadza). Podejrzenia padają oczywiście na pierwszą połowę zeszłego roku i straszne rzeczy, które się wtedy działy z napadami, utratami przytomności, operacjami głowy, womitami. Możliwe, że ucisk w jej główce to spowodował. Chemia raczej nie, wykluczyła to nasza pani doktor. Nie wiadomo, trzeba obserwować.

Zatem będziemy jeszcze pewnie nie raz w tym jednym z najbardziej niezwykłych miejsc CZD. Jest ich kilka co najmniej, rozsianych na różnych kondygnacjach, blokach i budynkach. To takie korytarze łączniki między głównymi ciągami. Akurat poradnia okulistyki łączy korytarz niedaleko izby przyjęć z korytarzem, którym można się przedostać do rezonansu, czy w kierunku bloku operacyjnego (nie to piętro). Niezwykłość tych miejsc polega na tym, że miedzy godz. 8 a pewnie 15 jest tam jak w autobusie w godzinach szczytu, tyle że bez klimy i bez okien. Pacjenci, gabinety, pokrzykujący asystenci lekarzy, ciągłe przechodzenie z drzwi do drzwi z papierami. Ale po 15 wszystko zamiera i panuje cisza. Znów jakimś cudem taśmociąg potrzebujących pomocy i tą pomoc im dających nigdzie nie nawalił. Cud.

******************************************************************************************************************

Dziękuje wszystkim bardzo mocno za przekazanie Hani 1%. Jeśli nadal chcecie Hani pomagać - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.
21:09, bartosz.raj , Poważnie
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 maja 2018

I tą wywrotową myślą zaskoczyła mnie, dumnego pracownika najlepszego internetowego serwisu sportowego w Polsce, ikonka młodsza podczas powrotu któregoś wieczora z kolejnego białego nabożeństwa w kościele. Dorwała się mianowicie do prasy darmowej i lokalnej, gdzie przykuł jej uwagę (brawo redaktor!) tytuł artykułu na pierwszej stronie "Plac zabaw z horroru" i rozbawił podpis pod zdjęciem (brawo redaktor!), który głosił, że piaskownica zamieniła się w ogródek.

Pomijając nabicie tekstu słowami nudnymi typu przetarg i konserwacja Maja dowiedziała się z niego o co chodzi i mnie, prowadzącego w tym czasie samochód, uświadomiła. Ponadto bardzo szybko odkryła, dlaczego gazety w tej postaci szans już nie mają, bo kiedy artykuł okazało się, że rozlewa się na stronę trzecią, to przełożenie stron w aucie okazało się beznadziejnym zadaniem, co Maja skwitowała: Powinny być szyte. Albo być na tablecie.

Nie jest to wpis na blogu o charakterze fundamentalnym, ale jako człowiek związany z mediami od blisko 20 lat, który zaczynał pracę w prasie, kontynuował w prasie, rozwijał w jeszcze jednej prasie, by wreszcie trafić do internetu i tam pozostać z satysfakcją przez równe 10 lat, nie mogłem odmówić sobie tej zarazem lakonicznej, jak i trafnej definicji: To co czytasz, ma być ciekawe. Na tyle ciekawe, by przekładać czytanie nad mycie się w wannie. A to już dobitny dowód na przekazane przeze mnie geny.

DSC_00841
PS. Moja starsza ikonka wraca właśnie z zielonej szkoły, po udanej towarzysko i wydarzeniowo oraz nieudanej pogodowo wycieczce. wreszcie dziś będę spał spokojnie.

******************************************************************************************************************

Dziękuje wszystkim bardzo mocno za przekazanie Hani 1%. Jeśli nadal chcecie Hani pomagać - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.
14:07, bartosz.raj , Z pieluchy
Link Komentarze (1) »
środa, 16 maja 2018

Równo rok temu wrzuciłem na pewien niedobry portal społecznościowy, z którego wszyscy niemal korzystają, a teraz nagle oburzają się, że wyświetla nam reklamy, takie oto zdjęcie, o czym zresztą ten serwis przypomniał mi sam:

DRHRYE
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że koniec - przynajmniej chwilowy - gigantycznych problemów jest bliski. Wstrzymana pół roku wcześniej chemioterapia zaczęła działać a 26 maja Hanuta wyszła ze szpitala po kolejnej operacji wymiany zastawki w główce. I to, po kilku miesiącach walki i nerwów, najokropniejszego pół roku w historii, wreszcie zadziałało pozytywnie. Od tamtej pory wraca do CZD "tylko" na operacje kręgosłupa. Phi... złamany pręt, wychodzący pręt, za krótki pręt. Pikuś.
Dziś Hania (i Maja) wygląda tak:

IMG_20180505_115023_095
I kolejny rezonans pokazał, że ani śmieć się nie rozłazi
(wręcz przeciwnie), ani jamy w kręgosłupie odpowiedzialne za bezruch nóżek - nie pojawiły się, skutecznie pompowane przez zastawkę i dren w kręgosłupie. Następny rezonans dopiero pod koniec sierpnia i na początku września wielka operacja kręgosłupa. Ten rok siedzenia na tykającej bombie, która jednak nie eksplodowała, jest zapisem jej i lekarzy ogromnego sukcesu. A nagrodą zań, to gdzie jest teraz - na zielonej szkole ze swoją klasą. Całe 5 dni. Rok temu stanowczo zaprzeczyłbym możliwości, że tam pojedzie. Niewyobrażalne to było. Nadal trochę jest. Nie dzwoni do ojca, bawi się z rówieśnikami, na równi niemal bierze udział we wszystkich atrakcjach, poznaje przekleństwa i imprezuje. Moc!

My w tym czasie a Mają uduchawiamy się podczas białego tygodnia. Moja ikonka młodsza wyglądała na Komunii pięknie. Teraz nie ma czasu poszaleć na nowym rowerze, bo po szkole gnamy do domu, wcinamy coś na szybko i gnamy z powrotem do kościoła. Niby jest cały tydzień ze mną, ale widzę jej jakby niewiele więcej niż zazwyczaj, tyle co rano przed szkoła i najczęściej w samochodzie w drodze gdzieś. Przy okazji obu tych kolorowych tygodni - zielonego Hani i białego Mai dociera do mnie coraz intensywniej jakie one są już duże. Starsza kompletuje kosmetyczkę, potrzebuje perfum, młodsza dba o każdy szczegół ubioru, nie pozwala rano zmusić się do ubrania dłuższych spodni, bo "nie pasują do sweterka".

32313942_1576339555808205_3676535552049414144_n
Muszę nauczyć się instrukcji obsługi nastolatek.

 ******************************************************************************************************************

Dziękuje wszystkim bardzo mocno za przekazanie Hani 1%. Jeśli nadal chcecie Hani pomagać - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.
14:06, bartosz.raj
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2018

Kochani! Inaczej tego wpisu zacząć się nie da. Moi redakcyjni koledzy zakrzyknęliby nawet: Najlepsi! Jesteście najlepsi! Wraz z datą moich kolejnych nieistotnych urodzin minął też termin rozliczania się pit-owego a wraz z nim przekazywania 1% swoich podatków. Jak co roku decydowaliście się wpisać tam KRS i dane Hani, przekazując pieniądze na konto Fundacji Zdążyć z Pomocą, gdzie moja ikonka od 6 lat ma swój "bank na najważniejsze potrzeby". Wiem, bo dopytywaliście o numerek i dane.

Ilu z Was i na jaką sumę w sumie zdecydowało się przekazać Hani 1% - tego nie wiem. Bo Fundacja rozlicza te wpłaty dopiero późną jesienią. Wiem natomiast, że ile by tego nie było, ile by Wasz 1% nie wynosił - czy jest to kilkadziesiąt złotych czy kilka groszy - to jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy jaka spotkała ją i mnie, jej pomagiera w chorobie, od koszmarnego 2012 roku, kiedy wszystko co złe się zaczęło. Chciałbym Wam każdemu z osobna mocno podziękować za każdy 1 PLN. Dzięki Wam znika gigantyczny problem braku pieniędzy na ratowanie jej życia i zdrowia. Dzięki tym pieniądzom Hania ma wygodny wózek, gorsety, ortezy, specjalne buty, rehabilitację - wszystko co może jej pomóc. Z serca i z głowy spadł dzięki Wam wielki ciężar, jakim była myśl: "A co jeśli się pogorszy i trzeba będzie kupić coś pilnie, nagle opłacić? Skąd na to wezmę?". Właśnie na koncie Fundacji leżą nietykalne środki, które można wydać wyłącznie na leczenie i ćwiczenia.

Nie umiem wyrazić Wam słowami wielkiej wdzięczności, mimo że wiele osób mówi mi, że jestem całkiem wygadany.

Często pisaliście do mnie, czy to na facebooku, czy w mailach, pytając o dane Hani do wypełnienia 1%, że nie ma za co, że to nic takiego, że cieszycie się, że możecie choć trochę pomóc, że przecież to łatwe. Ja dziękowałem wiedząc, że jest to za każdym razem wielki, piękny gest, który nie każdemu udaje się wykonać.
W ostatnich dniach Hanię spotkało też kilka smutnych spraw. Od operacji i przywleczonej znikąd ponoć niezaraźliwej, ale dokuczliwej choroby wirusowej, do uświadomienia, że nie wszyscy ludzie na jej drodze będą zawsze zwyczajnie fajni, przyjaźni, czy normalni.
Prababcia Hani, dziś pięknego już wieku, ustanowiła dla niej specjalny fundusz, który co miesiąc do 18-ego roku życia ikonki mojej miał dawać stałą sumę na konto Fundacji, czyli do wykorzystania wyłącznie na pomoc w leczeniu. Niestety, gdy starsza pani zaniemogła poważniej, i nie dopytuje już przez telefon czy wszystko w porządku, pieniądze dla Hani przestały płynąć. Zostały zatrzymane przez "najbliższą" osobę, która przejęła kontrolę nad kontem prababci. Więcej o tym pisać mi się nie chce, z obrzydzenia. Bardzo to smutne, trudno wytłumaczalne nawet dla tak mądrej dziewczynki.

Piszę o tym, żeby jeszcze mocniej podziękować Wam za pomoc. Obyście nigdy nie spotkali na swojej drodze osób, które wykorzystują słabość innych. I aby Hania zawsze spotykała takich przyjaciół, jak Wy. Bardzo, bardzo dziękujemy!

DSC_0174

Fot. 20 kwietnia, Centrum Zdrowia Dziecka, V piętro, neurochirurgia, windy medyczne. Hania jakieś 27 minut przed uśpieniem do 26. operacji. Pod głową wierna towarzyszka od 2012 r. na każdym zabiegu, jedyny świadek (poza lekarzami) tego co się dzieje na sali operacyjnej. W dłoniach najlepszy sprzęt do odstresowania, tłoczący prosto do uszów głupawkę z youtube'a.
*****************************************************************************************************************

Jeśli nadal chcecie Hani pomagać - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.
piątek, 27 kwietnia 2018

Przestraszyłem ponoć jednym ze zdań, że w CZD wydarzyło się coś złego i dlatego zostaliśmy w szpitalu dłużej. Zatem prostując: Hania jest już w domu, operacja wydaje się, że się udała i nie będzie nieść ze sobą żadnych dodatkowych komplikacji. Zdejmowanie szwów zaplanowane jest na 2 maja. Ale faktycznie mogła wyjść z przybytku uzdrawiającego wcześniej, gdyby nie zlecone badania. Po kolei.

Jeszcze w czwartek przed operacją, ale już po zakłuciu w port, zauważyłem, że jej lewa ręka, ta bliżej portu, opuchła widocznie między ramieniem a łokciem. Zwaliłem to na fakt, że Hania po zakłuciu jest bardzo ostrożna, wręcz przewrażliwiona i ręką mniej rusza. Kiedy w sobotę, już po operacji, ręka wciąż wydawała mi się grubsza, powiedziałem o tym lekarzowi. Szybkie badania i wywiad pozwolił się uspokoić na tyle, że to żadna zakrzepica ani nic takiego, bo ręka jest ciepła, tętno jest, nie sinieje. Ale na wszelki lekarz zlecił badanie USG Dopplera. Było w nocy z soboty na niedzielę, potem jeszcze przed godz. 2 pojawił się chirurg, który potwierdził, że raczej nic się złego nie dzieje, ale zasugerował kolejne badania.

Potem zaczęły się dziać dziwne rzeczy i to szybko. Badania się nie odbyły, bo inny lekarz wytłumaczył, że są zbyt inwazyjne, za to nagle weszła pani ze strzykawką, i dawaj że w brzuch dostanie na wszelki wypadek lek przeciwzakrzepowy. Ryk Hani rozniósł się po wszystkich piętrach i zmusił lekarza (jeszcze innego) do rezygnacji z tego pomysłu. Napisać, że triumfowała, to nic nie napisać. Miała czekać na badanie w środę. Powtórzony Doppler nie pokazał nic nieprawidłowego. Żyły są, krew płynie. Do domu. Ręka trochę zmalała, ale widocznie wciąż jest inna. Pytanie, czy taka jej teraz uroda, czy może coś przegapiłem i była już grubsza wcześniej? Nie boli, ściska, więc zostawmy to na razie.

Wcześniej, jeszcze przed szpitalem, okulista w rejonie, stwierdziła, że Hania może mieć jakiś obrzęk w oku, na które skarży się, że słabiej poniżej pola widzenia w nim widzi. Ikonka mówiła o jakiejś plamce. Neurochirurdzy w CZD załatwili konsultację w poradni specjalistycznej, dzięki czemu nie musiała na wizytę czekać rok (nawet jeśli przesadzam, to nie za bardzo). Po badaniach wszelakimi nowoczesnymi sprzętami, niektórymi przywiezionymi przez WOŚP raptem 2 miesiące temu, wyszło, że Hania ma trwałe uszkodzenie siatkówki, w jednym miejscu, na zdjęciach widoczne jak coś jak blizna. Stwierdzenie od czego to się stało jest dziś niemożliwe, lekarz-okulista uznał, że możliwe są różne przyczyny, w tym toksykologiczna. Jak rozumiem - od chemioterapii. Czemu pojawiła się ponad rok od zaprzestania chemii - nie wiadomo. Może z tego samego powodu, dla którego leki chemiczne podawane Hani też zadziałały długo po zakończeniu terapii. Ma co miesiąc odwiedzać poradnię. Zobaczymy co się z tego wykluje.

DSC_01821

Tyle zła. Dobra więcej. Wróciła do szkoły, na ćwiczenia, na śpiew, planuje wyjazd na zieloną szkołę, weekend i wakacje. Dzięki za wsparcie podczas tej i wszystkich innych operacji oraz pobytów w szpitalu. Strasznie pomagacie.

*****************************************************************************************************************
TYLKO DO 30 KWIETNIA MOŻECIE PRZEKAZAĆ SWÓJ 1% HANI. BARDZO PROSZĘ

W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

sobota, 21 kwietnia 2018

Oczywiście, że tytuł wpisu trochę rodem z zajawień internetowych, a może też i zdjęcie żadnej wartości artystycznej za sobą nie niesie, jednakże wykorzystuję te proste narzędzia wizualnej narracji (serio ja to napisałem?) by przekazać jedną prostą rzecz: są w szpitalu chwile, które na zawsze zostaną przeze mnie zapamiętane. Te straszne zapisują się same, te piękne, jak ta, potrzebują kronikarza.

Obudziła się jakieś dwie godziny po operacji. Przez blok przeleciała jak TGV. Pomachałem jej na sali przedoperacyjnej, uprzedzając członków ekipy nasennej, że delikatnie proszę o przenoszenie na stół, wsiadam w samochód i nim dojechałem do pracy (bo nie lubię siedzieć i czekać, wolę zająć się czymś) dostałem SMS że jest już na sali wybudzeń. Jak zawróciłem i wróciłem była już na górze na oddziale. Spała po 26. operacji, tym razem znów kręgosłupa. Szybka piłka, 30-40 minut, nawet bez intubowania.

Ocknęła się po narkozie jakieś godzinę-dwie później. Oczy rozbiegane szukały sensu w tym co widzą. Powiedziała: Tatuś! Uśmiechnęła się, napiła, obróciła, a ja nie musiałem pytać jak jest. Chwyciła mnie za dłoń i znowu zasnęła. Tych kilka sekund nadaje sens wszystkiemu.

IMG_20180420_144503_080

Ps. O próbach komunijnych Majki i co będzie z Hanią 7 września - napiszę, obiecuję.

*****************************************************************************************************************
A MOŻE PRZEKAŻECIE SWÓJ 1% HANI? BARDZO PROSZĘ

W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

czwartek, 19 kwietnia 2018

Z rzeczy najfajniejszych to Maja dostała maksa z tabliczki mnożenia a Hania szóstkę z angielskiego, o czym było notkę niżej. Z jeszcze fajniejszych informacji pani doktor z onkologii dziś trochę mimochodem, trochę sprowokowana pytaniem o termin rezonansu, bardzo przyjemnie podsumowała ostatnie wyniki tegoż, i stwierdziła, że badanie w tubie nie jest konieczne przed wakacjami, a dopiero po nich. Co do wakacji - tfu i tfu - plany są więcej niż zaawansowane.

Pierwszy raz dziewczyny mają mieć swój własny apartament z widokiem na jezioro, drzwi w drzwi z lokum starych i psa. Napisać, że są tym podekscytowane, to nic nie napisać. I fajnie będzie. Żeby więc nic tych planów nie zepsuło to jutro (piątek) wydłużymy pręt podtrzymujący kręgosłup i mam nadzieję porozmawiamy - może nieszczególnie długo, ale liczę, że konkretnie - o tym co się dziś jawi jako operacja przełomowa.

Jej kręgosłup i plecy, zrujnowane guzem, rozbite jamami, osłabione brakiem mięśni utraconych w potwornych poprzednich miesiącach bólu i chemii, muszą przejść gruntowny, wielogodzinny remont, bo inaczej Hani grozi powolne pochylanie się, wykręcanie i trudne do wyobrażenia dalsze kłopoty, o minimalizacji szans na wstanie nie wspominając nawet. Dlatego padł pomysł, który pierwszy raz usłyszałem od lekarza w styczniu - wielkiej operacji docelowej stabilizacji kręgosłupa, jak mniemam kręg po kręgu a nie prętami wzdłuż. Miałby ten zabieg potężny odbyć się na przełomie sierpnia i września. Jak będzie wyglądać, jak się do niego przygotować, czy zabezpieczy Hanię i czy ją wyprostuje - to właśnie trzeba omówić jutro z lekarzem.

A tymczasem dobrej nocy i widzimy się jutro z zaciśniętymi kciukami już po 26. operacji. Zaczynamy drugą ćwiartkę.

DSC_0074*****************************************************************************************************************
A MOŻE PRZEKAŻECIE SWÓJ 1% HANI? BARDZO PROSZĘ

W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

 

 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

- Tata, nie denerwuj się tylko. Headache. Wiesz co to znaczy? - wiedziałem, ale sekundowy ból niepokoju się pojawił dopóki nie zapytała ponownie: - A runny nose? Wymówiła to trochę jak "rainy", ale dotarło, że zakuwa słówka. Niedostatecznie, tzn dostatecznie na mierny, w zeszłym tygodniu. Dlatego w tym uzbrojona na weekend w książki, kartki i zeszyty ćwiczeń miała wyryć na blachę kilkadziesiąt zwrotów chorobowo-bólowych. Miało być ciepło i pięknie, a kolejny weekend będzie w szpitalu po operacji, więc lekcje musiały się zmierzyć z wycieczkami na świeże powietrze.

DSCPDC_0001_BURST20180414140447927_COVER
Maja pomagała jak mogła.
W samochodzie po drodze do Łazienek odpytywała Hanutę ze słówek. Wieczorem gdy starsza moczyła się w wannie i wyszło, że za Chiny Ludowe nie jest w stanie zapamiętać trzęsienia ziemi (skąd trzęsienie w temacie chorób i bólu? Bo było o rannych i zabitych w jego wyniku w czytance), zapisała na kartce earthquake, a także cough i pills i położyła na biurku w ten sposób, że Hanuta relaksująca się przed filmami wieczorem już w łóżku miała cały czas te kartki przed oczami. Szczytem śmieszności było odrabianie angielskiego w knajpie w Zalesiu, przy frytkach i piwie (dzieci i kierowcy nie piły), przybytku gastronomicznego, w którym czas zatrzymał się we wczesnych latach 70-tych i gdzie można do kiełbasy posłuchać śpiewu w asyście elektrycznej gitary na żywo. Było Dire Straits, ale przy Miłości w Zakopanem uciekliśmy. 

Maja do finiszu weekendu w poniedziałek rano nie wyszła z roli, w samochodzie wzięła poprzednią testową kartkę z raptem 7 na 24 poprawnie zapisanymi słowami i przeleciała mieszając od góry do dołu i z powrotem. Hania dostała szóstkę. Earthquake się nie pojawiło.

_20180414_215338
Następną lekcję angielskiego będzie miała być może w poniedziałek w Centrum Zdrowia Dziecka
. Liczę, że po piątkowej operacji w poniedziałek będzie już na tyle wykurowana, że będzie przeć na wyjście do domu. Zabieg przed jego wykonaniem wygląda na "raz-dwa" - raptem wydłużenie pręta, coś co miała wielokrotnie i coś co raczej nie powoduje dłuższego niż 4 dni siedzenia w szpitalu. Ale mam nadzieję na poważne rozmowy z lekarzem odnoście poważnej operacji pod koniec wakacji. To wywołuje u mnie headache, na który nie pomaga żaden painkiller. Jeśli się żadne earthquake nie wydarzy, to za tydzień będę mądrzejszy. Kciuki już można.

*****************************************************************************************************************

A MOŻE PRZEKAŻECIE SWÓJ 1% HANI? BARDZO PROSZĘ

W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

15:25, bartosz.raj , Familia
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 kwietnia 2018

Przyśpiewka z hali sportowej na meczach siatkówki pasuje do sytuacji. Odpowiadając na setki pytań o to, jak jest, mówię, że raczej dobrze, odpukać spokój, nic się nie dzieje. Jeśli pytający jest zainteresowany pociągnięciem tematu, dodaję, że od 26 maja 2017 jest - poza (jednym co wyszedł, i drugim co się złamał) prętami - bezboleśnie, co jest samo w sobie niezwykłe. Do tego rezonans niecałe 3 tygodnie temu pokazał, że jest w porządku, więc czym się martwić?

IMG_20180329_180926_524
Jednak jest tak, że wszystko to co się działo do tej pory
nie pozwala zapomnieć, że w gruncie rzeczy Hania siedzi na składzie dynamitu, do którego lont jest cały czas podpalony, ale nie wiadomo gdzie się tli i czy sam zgaśnie, czy nagle pieprznie. Być może napiszę teraz coś idiotycznego, ale tak po prostu jest, że zeszła pierwsza połowa roku, kiedy Hania była w szpitalu przez 150 dni w ciągu 6 miesięcy, przyzwyczaiła do ciosów. Czułem się jak bokser, który w ostatniej rundzie walki, po zainkasowaniu setek ciosów, kolejnych już nie czuje, tylko z obłym ciałem daje się okładać i poddaje masakrze nim nastąpi nieunikniony upadek na deski. O tym co czuła Hania, ile bólu, cierpienia, strachu ją to kosztowało - nawet nie umiem sobie wyobrazić. Jak to zniosła - też nie.
Teraz, kiedy tak długo jest już spokojnie, każdy sygnał o nawet najdrobniejszej anomalii, stresuje bardziej.

Wczoraj spięły jej się palce u obu dłoni, na dłużej niż 2-3 sekundy. Dotychczas zdarzało się, raz to w jednej, raz w drugiej dłoni, nagły skurcz palca lub dwóch, np. podczas krojenia marchewki, podciągania na łóżku etc. Wczoraj po jakiś pracach plastyczno-modelarskich spięły jej się na dłużej. Mówiła mi wieczorem z przejęciem: "Jeszcze na tak długo nigdy się nie przygięły, aż bolało mnie ścięgno pod dłonią". Dziś powtórzyło się na króciutko, na jedną chwilkę, jeden palec, bez bólu. Plecy nie bolą, głowa też nie, rezonans przecież wypadł OK, nie wymiotuje, więc może to nic takiego - tłumaczę sobie. Ale jakiś niepokój jest. Może to zaburzenie elektrolitów czy czegoś tam, może niedobór magnezu, może jakieś zapalenie nerwu/ścięgna. Może. A może jednak to ucisk od pokrzywionego chorobą kręgosłupa w odcinku szyjnym?

DSC_01441
Za 10 dni Hania i tak wyląduje w szpitalu
na wydłużenie pręta, ale jej kręgosłup jest teraz numerem jeden. Brak mięśni na plecach po cholernym zeszłym roku, unieruchomienie na wózku, brak apetytu, wyjęcie jednego pręta - wszystko to powoduje, że kręgosłup ma przerąbane. Trzeba interweniować. Przy okazji wydłużania pręta mamy o tym rozmawiać. O wielkiej operacji kręgosłupa, o stabilizację kręgów jeden do drugiego a nie prętami, o prostowaniu. Ma to się dziać - jeśli wszystko inne będzie OK - pod koniec sierpnia. Czy do tego momentu wytrzyma? Czy da radę trzymać się prosto mimo braku sił i ograniczeń? Czy palce dają znać, że coś się dzieje, czy tylko straszą i wystarczą mag-misie? Zobaczymy w szpitalu. 

Ale na razie jest dobrze, jest dobrze, jest dobrze. Tylko raz niemocno uderzyło, ale to nic.

*****************************************************************************************************************

A MOŻE PRZEKAŻECIE SWÓJ 1% HANI? BARDZO PROSZĘ

W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

piątek, 16 marca 2018

Dobrze, że zadzwoniłem przed weekendem. To zawsze taka dziwna gra - wiedzieć jak najszybciej, czy choć wiadomo, że odwlekanie niczego nie zmieni, przeciągać moment wykonania telefonu do Centrum Zdrowia Dziecka w nieskończoność. W listopadzie nie dobijałem się, w miarę spokojnie czekałem kilka dni, dogadując sobie, że skoro lekarz nie dzwoni, to znaczy, że nic złego tam nie widać. Tym razem podjudzony - także przez kolegów w pracy - zadzwoniłem już po dwóch dniach od badania.

Wynik badania rezonansem jest - jak powiedziała nasza pani doktor - "wszystko dobrze". Była to rozmowa przez telefon, więc krótka, bez cytowania opisu i pokazywania zdjęć, ale najważniejsze słowa/zdania są takie: "nawet coś tam jakaś torbiel zmalała i w jakimś miejscu mniej się świeciło w kontraście nie ma nic złego z jamami i zmiany są drobne, ale w dobrą stronę". Wybaczcie taki bałaganiarski zapis, ale najważniejsze dla mnie z tego przebija - jest OK!

DSC_0142
Walka idzie teraz całą parą w ortopedyczne i ruchowe sprawy.
Hania musi zawalczyć o swój kręgosłup, o ramiona, które lecą do przodu, o postawę, które nie może jej przeszkodzić w ewentualnym powrocie do pionu. Czeka nas poważna rozmowa i pewnie niemniej poważne decyzje. Ale dziś, i przez weekend, czas uśmiechu. Zadzwoniłem do Hani jej o tym powiedzieć. Właśnie wchodziła na ćwiczenia. "Aha, to dobrze". Pewnie, że dobrze! Dzięki Wam wszystkim za kciuki i dobre słowo.

*****************************************************************************************************************

A MOŻE PRZEKAŻECIE SWÓJ 1% HANI? BARDZO PROSZĘ

W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

czwartek, 08 marca 2018

Po igrzyskach. To kolejna wielka impreza sportowa, w której ojciec ikonek musi wziąć udział redaktorski, a one na to pozwalają. Jest to dość niezwykłe, że przez wszystkie te lata ciężkich spraw, szpitalnych terminów, operacji i innych cholerstw, zawsze jak przychodzi moment, kiedy zaczyna się mundial, Euro, czy inne gigantycznie zajmujące mnie rzeczy, to się wszystko uspokaja. Mam znajomego, który ma podobne wrażenie ze swoją dziewczynką, także chorą i także często odwiedzającą Centrum Zdrowia Dziecka. Gdy zbliżał się trudny czas w pracy - dolegliwości odpuszczały. Aż chciałoby się napisać - więcej roboty poproszę! Tak jest i tym razem - dwa tygodnie z życia wyjęte na relacje z Korei Południowej były też czasem kontynuacji spokoju.

Już po ostatnich medalach dziewczyny wyjechały w góry. Trochę była to rekompensata za zmarnowane akcjami szpitalnymi styczniowe ferie, kiedy Hania przeleżała oba te dwa tygodnie z powodu pękniętego pręta i kolejnej operacji. Maja brylowała gdzieś w okolicach Zakopanego na stoku, zdobywając najpierw miejsce na pudle a potem złoto! Dumny byłem straszliwie, bo jeśli chodzi o mnie, to narty nie są tym, co Raje lubią najbardziej. Hania brylowała zaś pod stokiem, ale nie tylko. Zapisywanie wyników, wzywanie zawodników, ale też wjazd wyciągiem na górę ("bałam się nawet mniej, niż stojąc na szczycie schodów w sklepie zoologicznym" - skwitowała) oraz nawet zjazd na nartach w roli pasażera. Obie były bardzo zadowolone, mimo minus milionowych temperatur. 

IMG_20180227_102118_9951
Brylowanie przeniosło się w tym tygodniu już do szkoły
. W czwartek rano odbył się Festiwal Angielskiej Piosenki, w którym oczywiście musiała wziąć udział Hania, bo ona musi wziąć udział w prawie wszystkim. Ostatnio na przykład poinformowała mnie, że w weekend wyciskamy soki z buraka, czy coś w ten deseń, bo ona musi zrobić ćwiczenia na osmozę i przygotować się do konkursu przyrodniczego, jakby zajęć było jej mało. Ale wracając do śpiewu, to najpierw było przepisanie tekstu piosenki z polską wymową "bikoz ajm hepi", potem 2 albo i 3 etapy eliminacji, wreszcie finał, bodaj ośmioosobowy z duetami włącznie. Denerwowałem się bardziej niż ona, pięknie wyglądająca w dżinsowej kurtce i kozakach zamszowych. Kiedy wyjechała pod scenę i zaczęła śpiewać a po kilkunastu sekundach cała sala gimnastyczna wypełniona IV, V i VI-klasistami zaczęła w rytm klaskać, spłakałem się bardziej niż na Titanicu, Wielkim Błękicie i Pięknym Umyśle razem wziętych. 

Wyniki nie interesują mnie już tak bardzo, będą w następnym tygodniu, jestem szczęśliwy, także z powodu nadchodzącego weekendu z osmozą oraz mam nadzieję, że szczęście nie minie po kontrolnym rezonansie 14 marca. Nie boli, nie dusi, nie drętwieje, nie chce haftować, więc powinno być w porządku. A po świętach, 20 kwietnia, znów się zoperujemy prętowo, tak by wykurować się na wyjazd na zieloną szkołę. W tym roku nie ma zamiaru jej odpuścić.

*****************************************************************************************************************

A MOŻE PRZEKAŻECIE SWÓJ 1% HANI? BARDZO PROSZĘ

W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

wtorek, 13 lutego 2018

Hanuta wróciła na ćwiczenia. Ponoć dziś nawet wstała na nie z ochotą, co znając ją i jej zwyczaje poranne, musiało być w kategorii cudu, bo częściej o 10 przewraca się na drugi bok (wróć: jest przewracana na drugi bok) niż zrywa się jak skowronek. I jak drobny ptaszek ma się na tych ćwiczeniach zachowywać. Nie, żeby od razu ledwo się ruszała, bo jak to ona już chojrakuje podrywając się na ramionach do pozycji siedzącej, zapomniawszy jak niewiele trzeba było, by pręcisko wstrętne się złamało, ale żeby może do czasu kolejnego badania rezonansem (14 marca) i wydłużenia pręta (20 kwietnia) nie prowokowała losu.

Zresztą zależy jej bardzo, bo dostała zgodę na wyjazd z klasą na zieloną szkołę, powód wielu stanów złości i smutku w roku zeszłym. Ma to być 5 dni bez harców na quadach i bez pełzania po lochach więc się wybierze, tylko - tfu - musi być wszystko ok. Na razie jest. Nie licząc lekkiej chrypki siostry - ikonką młodszą zwanej - która w poniedziałek odwiedzała na każdej przerwie szkolną pielęgniarkę, aż ta zadzwoniła do domu, co by zasugerować, że może obłożnie chora Maja pójdzie do domu. I się teraz kuruje i ma zakaz zbliżania się do Hanuty, która co prawda dość na wirusy odporna, ale po co to kusić. Tym bardziej, że obie na brak zajęć nie narzekają. Gdy to piszę, czekam na wieści z trzeciej już chyba tury przesłuchać do konkursu piosenki angielskiej, jutro zaś wypady z okazji Walentynek do fabryki słodyczy. Przeżycie, bo autobusem, co jak sprawdzono będzie możliwe dzięki niskim podłogom.

Oby tak dalej chciałoby się napisać, żeby nie zapeszyć tylko. Więc żeby odgonić głupie myśli, wrzucę sobie zdjęcia z weekendu, co by się nie zapodziały i za każdym razem gdy tu wejdę japę mą uśmiechały.

oneoneIMG_20180211_130516_990DSC_0072

A MOŻE PRZEKAŻECIE SWÓJ 1% HANI? BARDZO PROSZĘ

W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

czwartek, 08 lutego 2018

Najlepsi!

Wiecie doskonale, jak Wasza pomoc ułatwia Hani życie. Wszystkie wpłaty z 1% sprawiają, że dużo swobodniej jest walczyć z okropieństwem, mając w tyle głowy, że gdyby coś się stało to znajdą się na to środki. Dlatego bez zbędnego krygowania także w tym roku bardzo Was prosimy o przekazanie swojego 1% na ćwiczenia i sprzęt dla Hani. Odwdzięczymy się pięknymi uśmiechami, relacjami z zakupów nowych sprzętów do rehabilitacji i pisaniną dumnego ojca tej niezwykłej dziewczynki. A tak naprawdę nie potrafimy się odwdzięczyć tak, jakbyśmy chcieli, bo Wasza pomoc jest naprawdę wielka.

Bardzo, bardzo dziękujemy za każdą złotówkę.

Poniżej zaakceptowany przez Fundację Dzieciom Zdążyć z Pomocą apel i potrzebne informacje do wypełnienia w PIT. Dziękuję!

ewsgeg

W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

sobota, 03 lutego 2018

W piątek 2 lutego Hania miała termin rozsznurowywania. Szwy zagoiły się szybko i ładnie, wczoraj jak zmienialiśmy opatrunek wręcz korciło, żeby samemu te niteczki poprzecinać i wywalić, ale oczywiście - uspokajam - ani ona by mi na to nie pozwoliła, ani nie jestem skończonym debilem.
Plan był jak zawsze prosty, poprzedniego dnia przed kursem do Centrum Zdrowia Dziecka Hanuta kima u mnie i potem lecimy na zdjęcie. Ale jak to z planami, wzięły w łeb, bo dziecko oświadczyło, że w piątek to ona idzie z klasą do kina. I weź jej zabroń.

C.d. pod zdjęciem

_20180128_233640
Film zacny - Cudowny chłopiec
- o piątoklasiście ze zdeformowaną buzią, który zmaga się z wszystkim, co wydaje się takie banalnie proste. Na przykład chodzeniem do szkoły. Pozwolono mi wedrzeć się przed końcem seansu, by pomóc Hani przetransportować się z miejsca na wózek, więc z korytarza widziałem ostatnie 10 minut filmu, a i tak wilgotność się pod powiekami pojawiła. Ale ja płacze nawet na Paddingtonie, więc w sumie nic dziwnego. Hania twierdzi, że nie płakała, ale na sali kinowej słychać było pochlipywania.
Takie wypady z kolegami z klasy są dla niej bardzo ważne, wspólne kupowanie popcornu i coli w zestawie, umawianie się kto z kim siedzi, kto po szkole do kogo idzie w odwiedziny. Zawsze się trochę niepokoję tym, że Hania jest odcięta od rówieśników, ale wspominałem już, że klasę ma równą jak mało które, i dzieciaki w niej naprawdę są w porządku.

Po seansie choćby taka niby duperela - my idziemy do samochodu, klasa do autokaru, dzieci się ze sobą żegnają, kilka przyjaciółek podchodzi do wózka, nachyla się i ściska Hanię. To strasznie fajne jest. Potem jedna z dziewczynek wpadła wieczorem do domu a jeszcze niespodziewanie ikonkę starszą nawiedzili koledzy niezapowiedzianie. Wystarczy jeden telefon wieczorem i krótka z nią rozmowa ("nie mogę teraz, bo fajny moment w Harrym Potterze, pa, pa"), by mieć pewność, że jest nakręcona i szczęśliwa po tym dniu.

Wraca też jak bumerang sprawa wyjazdów klasowych. Zwłaszcza zielonej szkoły. W zeszłym roku zdrowie na to nie pozwoliło, w tym - odpukać - nie jest wykluczone. Hania już o tym mówi, że wycieczka ma być w rodzinne strony jej wychowawczyni, co tam mają dzieci zobaczyć, co zwiedzać, jak się odżywiać etc. Będzie musiał z Hanią pojechać rodzic, to pewne, ale na dziś nie jest wykluczone, że da radę. To też ogromna zmiana na plus i dla niej ogromnie ważne. Równie jak nauka, jak staranie się, by dorównywać swoim kolegom z klasy, którzy lekcje mogą mieć normalnie w szkole. W tym tylko tygodniu po feriach Hania dostała 6 z testu z historii i 4 z przyrody ("nizin nie pamiętałam"). Jakie to zdrowe jest obserwować, że jej duma z posiadania drugiej średniej w klasie i ósmej w szkole nie jest wynikiem jakiejś chorej rywalizacji, bo nachwalić się nie może koleżanki, która ma wyższą, tylko zadowoleniem z bycia jak inni.

W niedzielę pouczymy się muzyki (strasznie trudne jakieś pianissimo i inne) a w poniedziałek pojedziemy się rozsznurować wreszcie. Potem jeszcze dwa dni i będzie mogła znowu położyć się w wannie. Cudowna dziewczynka.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Jak co roku prosimy Was o przekazanie 1 % dla Hani
W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

środa, 24 stycznia 2018

Jak rzekła, tak zrobiła. Sobotę przespała. Niedzielę przechichotała. Poniedziałek prześwietlicowała. We wtorek z nudów niemal świrowała, wreszcie popołudniu zgarnęła wypis, recepty, skierowanie na kolejne hospitalizowanie i wyfrunęła do domu. Odespała ten szpital porządnie, niemal do południa. I odpoczywa nadal, oby bez żadnych niespodziewanych wyskoków.

Jeszcze w piątek przed zabiegiem studziłem te zapędy. Niby wiem z wożenia na operacje i doświadczenia spaniem przy jej szpitalnym wyrze już 25 krotnym przez niemal 6 lat, że krojenie jedynie przy okazji gmerania wokół pręta stabilizującego kręgosłup jest zdecydowanie mniej nieprzyjemne w konsekwencjach niż zaglądanie do głowy czy rdzenia kręgowego, ale i tak trzy dni wydawały mi się przesadą.
Po drodze przytrafiły się co prawda epizody z womitem, ale mam nadzieję, że to nie była przypadkowa, nieszczęsna korelacja, że wstawienie nowego drutu zbiegło się z wystąpieniem objawów czegoś gorszego. Na razie jest ok. Natomiast bólowo to w ogóle fenomenalnie. W zasadzie zabolało raz, po dobie siadała, po dwóch zrezygnowała w nocy z pinia syropu przeciwbólowego. Terminator w ciele drobnej 11-letniej dziewczynki.

IMG_20180120_195715_710
Nim zdołaliśmy się porządnie nie wyspać
(ja) i zobaczyć z wszystkimi paniami pielęgniarkami, już mówiliśmy do widzenia. Dosłownie, bo według słów lekarza za chwilę wrócimy na wydłużanie pręta. Z tego co zrozumiałem ów obecny, nowy, jest wstawiony delikatnie, bez naprężeń. Po 8-12 tygodniach się go "rozepchnie" by Hani nadać bardziej prosty kształt pleców. Nie wiem jak to dokładnie opisać. Dłuższy pręt "naprostuje" lekki łuk, w jaki teraz skręca jej rosnący kręgosłup. A potem będziemy działać dalej. Na razie ma termin na 20 kwietnia. Wcześniej, 14 marca pojawimy się w CZD na rezonansie. Wiadomo, że chciałbym, aby pokazał, że inne rzeczy fundamentalne - guz i jamy - nie śmiały drgnąć. Wtedy można się będzie skupić na kręgosłupie. 

Dziękuję Wam za dobre słowa i kciuki, tutaj, na Facebooku, czy rozmowach "na żywo". Niezmiennie pomagają. Bo do szpitala, nawet takiego krótkiego, nawet w sytuacji kiedy wszystko idzie dobrze i opieka niezmiennie jest najlepsza na świecie, przyzwyczaić i polubić się nie da.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Jak co roku prosimy Was o przekazanie 1 % dla Hani
W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie proszę: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny:

Numer konta Hani:
13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam możliwości korzystania z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Numer konta fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą:

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

piątek, 19 stycznia 2018

Nerwy były tylko tuż przed samym uśpieniem, tradycyjnie. Kiedy lekarze anestezjolodzy tańczący z papierami wokół Hani na sali przed-operacyjnej poinformowali, że doktor operujący chciałby przywitać moja ikonkę na łóżku transportowym. Przekładanie się Hanucie nie spodobało i wywołało stres. Dwie godziny później było już po. Lekarz, który wcześniej rano oglądał Hani plecy potwierdził co zrobił - złamany pręt wyjął, nowy wstawił, na razie bez wielkiego naprężenia. Jest też kilka nowości.

Pierwszą jest to, że w nowym pręcie zostawiono zapas, który za 8-12 tygodni trzeba będzie wydłużyć. Nie powtórzę dokładnie słów, ale chodzi o to, że Hanię trzeba teraz rozprężyć a nie ściskać. Pręt jest przymocowany na górze i na dole, więc można tym sterować. Drugą nowością jest to, że doktor nie wspomniał o całkowitym usuwaniu drutu. Trzecią - że obecna stabilizacja to trochę takie narzędzie dla rosnących dzieci, tymczasem trzeba już powoli myśleć o permanentnym wzmocnieniu i naprawieniu Hani kręgosłupa, dużej operacji, kręg po kręgu. Padło tu jakieś mądre medyczne hasło, ale nie spamiętałem. Zapytałem tylko, czy to oznacza też prostowanie. No właśnie. To jest właśnie to pytanie na przyszłość.

Na razie cieszy, że Hania wygląda po operacji bardzo ładnie, długo spała, a w przerwach między morfinową drzemką pyskuje i dyryguje. To wskazuje na radosny weekend. Oby tak dalej bez żadnych nieprzewidzianych cyrków.

DSC_00461
**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Podaję również drugi numer konta. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód: Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje nam skorzystać z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset złotych na jakiś cel i potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.
Bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani. Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (to subkonto Fundacji):

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

czwartek, 18 stycznia 2018

Stosując miarę lat małżeńskich, Hania jeśli - odpukać - wszystko pójdzie dobrze i nie będzie w nocy nieprzewidzianych sytuacji helikopterowych i innych, zostanie rano zabrana na pierwszą zmianę na bloku operacyjnym, gdzie przejdzie swój 25. zabieg w życiu. Srebrny jubileusz. Zgodziliśmy się z lekarzem, że w złote gody nie chcemy celować.

Cóż zostanie zrobione w ciałku Hani? Na pewno pręt, który - zdarza się - pękł trzeba wymienić, bo złamał się w miejscu, które nie pozwoli chwycić go kleszczami i przymocować na nowo do kręgosłupa. Z tego co zrozumiałem dojście do niego będzie od dołu, więc może będzie mieć jedną ranę, a może dwie, nie wiem. Może być też tak, że już w narkozie i już po otworzeniu, lekarz uzna, że pręt po prostu wyjmuje. Nie wiem czy bym tego chciał. Mam wrażenie, a niestety rzadko ono mnie oszukuje, że Hania się "skręciła" bardziej, że skrzywienie kręgosłupa się pogłębiło. Więc warto może ten drut wspierający zachować.

Znów pisząc jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem koło południa Hania powinna być już wybudzona na sali pooperacyjnej lub nawet w drodze na oddział neurochirurgii z powrotem. Z naszej klasyfikacji ten zabieg jest operacją typu "phi...", bo poza raną nie powinna powodować żadnych innych bóli. Jeśli wszystko... wiadomo... to w przyszłym tygodniu wróci do domu. I to może jeszcze bardziej w jego pierwszej, niż drugiej połowie. Nie raz pokazywała, że jeśli chodzi o dochodzenie do siebie, to jeśli jej się nic nie komplikuje w ciele i głowie, jest mistrzynią.

(cd. poniżej zdjęcia)

DSC_0045
Tymczasem właśnie teraz zasypia w łóżku pod oknem sali nr 5. Tej samej, w tym samym miejscu, co niemal równo siedem lat temu wylądowała pierwszy raz w swoim życiu w szpitalu. Warunki ma komfortowe, są ferie to i mniej dzieci na oddziale, leżymy sami. Cała procedura przyjęcia na izbę nie zmieniła się od 5 miesięcy, kiedy czyniliśmy to ostatnim razem i muszę przyznać, że to jak z pływaniem - nie zapomina się. Korytarze Centrum Zdrowia Dziecka możemy z Hanią pokonywać z zamkniętymi oczami, plan akcji był rozpisany w głowie i realizowany bez przeszkód: telefon na onkologię dzienną, wproszenie się na zakłucie portu, zakłucie, izba przyjęć, lekarz, poczekalnia, pani pielęgniarka z neurochirurgii, winda, sala numer 5, pobranie krwi, ku wielkiej radości pań, że Hania jest już zakłuta, bo wszyscy pamiętamy jakie horrory działy się rok temu przy tej czynności, a potem wielogodzinne ściganie Hani po korytarzach, bo co trzeba było coś zbadać, czy pobrać, to ona była na jakiś zajęciach w świetlicy. I tak do wieczora.

Nasze łóżko do spania dla taty wciąż jest w składziku pod ścianą, czekało. Zaraz je wyciągam i też poddaje się nocnej procedurze. Najpierw godzina pod łazienką w kolejce do prysznica, potem herbatka w kuchni, potem książka, komórka, książka, próba zaśnięcia, komórka i ostateczna rezygnacja ze snu podczas robienia kawy. Tak już jest, że w szpitalu dobrze śpi tylko ona. Na zdrowie!

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Zdecydowałem w tym miejscu pokazać również drugi numer konta. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód: Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z pieniędzy przed ich wydaniem. A nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.
Bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani.
Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (to subkonto Fundacji):

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

wtorek, 16 stycznia 2018

Hania czeka na operację złamanego w zeszłą środę pręta. Jak już pisałem w poprzednim okienku, chrupnęło podczas drapania po plecach i badanie RTG pokazało, że podtrzymująca jej kręgosłup konstrukcja pękła. Daruję jej i Wam wrzucanie zdjęcia, bo nie wygląda sympatycznie. Pobolewa przy ruszaniu. W czwartek nowy pręt ma być już w szpitalu, razem z nami. W piątek planowany jest zabieg.

W międzyczasie Hanutę dziabnął wirus, ale wszystko wskazuje na to, że da mu radę i przyjęcie na oddział odbędzie się bez kłopotów. Tak naprawdę wciąż nie wiem, czy lekarz, który odpowiada za stabilizację kręgosłupa zdecyduje się na wymianę, czy usunięcie złamanego pręta. Dowiemy się. Tak czy siak drugi tydzień ferii spędzi również głównie w pozycji leżącej, tym razem po 25. operacji.

Majka, jak zwykle przy takich okazjach, też rykoszetem dostaje. Przez dwa dni była ze mną, pojechaliśmy m.in na wystawę LEGO, na której Hania już zdążyła być. Po drodze, w samochodzie, opowiadała o swoich urodzinach, które były w sobotę, to znaczy goście przyszli w sobotę, bo 1.01 Mai nie było w domu. Wszystko się udało, nawet Hania wzięła w nich udział, mimo chrobotania przy poruszaniu się. Maja mówiła o torcie w kształcie sera i nagle zaczęła wspominać o roku poprzednim, kiedy jej gości zmierzających na imprezę wystraszyła stojąca pod domem karetka, zabierająca starszą siostrę półprzytomną do szpitala.

  • - Hani ciałko mnie nie lubi - powiedziała Maja.

DSC_0040
Niesprawiedliwością byłoby pomyśleć
, że myśli egoistycznie, że tylko o sobie, i że choroba Hani psuje jej kolejne urodziny, czy ferie. Bo zaraz dodała, że gdy dowiedziała się, że Hania jest w szpitalu, i że pręt jest złamany to się popłakała w szkole. Pamiętam jak strasznie łkała, gdy rok temu Hanię zabierało pogotowie. To było straszne. Tym razem próbuję jej wytłumaczyć, że przecież (wiem, jak dziwnie to teraz zabrzmi) de facto nic strasznego się nie dzieje, że to "tylko" pręt i najważniejsze, że nie wracają żadne na razie inne objawy. To co w tym wszystkim najfajniejsze, to że ja i Maja będziemy mieli paradoksalnie więcej czasu dla siebie, bo kiedy nie będą z Hanią w szpitalu, to będę z Mają w domu.

A na razie jesteśmy po telefonie do gabinetu zabiegowego na dziennej onkologii, gdzie znajome "ciocie" zakłują port i przed rejestracją na izbie, w czwartek. To jak jazda na rowerze. Nie zapomina się, choć od ostatniej operacji minęło "aż" 5 miesięcy.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Zdecydowałem w tym miejscu pokazać również drugi numer konta. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód: Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z naszych pieniędzy przed ich wydaniem. A rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot nawet kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.
Wg. najnowszego orzecznictwa taka zbiórka w internecie nie jest zbiórką publiczną, więc nie wymaga posiadania pozwoleń.

Niemniej bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani. Właśnie jest księgowana! Zawsze towarzyszy temu ogromna ulga i wdzięczność.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (to subkonto Fundacji):

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

czwartek, 11 stycznia 2018

Pisałem już tu kiedyś, że ogromniasta platforma społecznościowa przypomina niekoniecznie miłe wspomnienia z zeszłego roku. Zwłaszcza styczeń był pod tym względem upiorny - zapaść, atak, ból, karetka, szpital i wiele strasznych rzeczy po drodze. Dosłownie dwa-trzy dni temu pokazało mi się zdjęcie Hani z podpisem "Już lepiej". Z onkologii. Potem jeszcze 5 miesięcy lepiej nie było. Pojawił się znów we mnie irracjonalny strach, obawa przed tym, co w każdej chwili może się wydarzyć. Tak już chyba jest, kiedy siedzi się z dzieckiem na tykającej bombie i tylko od niej zależy, czy będzie tak łaskawa tykać bez eksplozji.

Pieprznęło wczoraj wieczorem. Uspokoję od razu: nie najgorzej. Hania siedziała i podrapała się z tyłu na dole po plecach. Coś chrupnęło, poczuła ból. Później jeszcze miała lekcję angielskiego, uczyła się do historii. Była zadowolona, bo ze szkolnej wywiadówki dowiedziała się, że jej wyniki w nauce dały jej kolejne stypendium po I semestrze. Gdy się nie ruszała, nie bolało. Opisywała to jak skurcz mięśnia, na pewno nie ból jam. Innych objawów (głowa, drętwienie, inne paskudztwa) nie było, a to bolesne uwieranie raz pojawiało się z lewej strony, raz z przodu na wysokości dolnych żeber, raz z tyłu. Rano nie minęło, przy obracaniu w łóżku coś tam ciągle chrupało. Pojechała do Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie rentgen wykazał, że jej ostatni pręt podtrzymujący kręgosłup pękł.

Oczywiście, zastanawiam się, czy jej dobra forma, chęć do ćwiczeń, wiercenie się nie spowodowały tego, co poskutkowało pęknięciem, czy nie przegięła np. podczas ćwiczeń. Tego się nie dowiemy. Ale wiem też, że kilka lat temu na oddziale neurochirurgii Hanuta była na sali ze starszą dziewczynką, która przyleciała bodaj helikopterem z miasta gdzieś na północ od Warszawy, bo pękł jej pręt stabilizujący kręgosłup podczas czesania szczotką włosów. Serio. Zapytacie, z czego lichego są te pręty, że tak pękają. Otóż bez przesady - Hania pręty ma od 2012 r. i choć zdarzało się, że się wykrzywiły, przecierały skórę, czy mocowania poluzowały, to nie pękły nigdy. Aż do teraz.

(cd. pod zdjęciem)

IMG_20171229_174735_752
Hania została od razu przyjęta na oddział
i w zasadzie od razu z niego odesłana do domu. Bo w sumie nie ma znaczenia, czy spokojnie sobie częściej poleży w domu, czy w szpitalu, byle obchodzić się z nią jak z jajem. Natomiast - i za to jestem ogromnie wdzięczny, przy zewsząd słyszanych okropnych wiadomościach o powolnie działającej służbie zdrowia - dosłownie w godzinę od zdjęcia RTG lekarze zamówili nowy pręt na 18 stycznia i zaplanowali wtedy przyjęcie na oddział. W piątek 19 stycznia Hania przejdzie jubileuszową, 25 operację w swoim życiu.

Mimo ukatrupienia tzw, strefy komfortu jestem dość spokojny. Trochę jak w sierpniu 2017. Bo to tylko pręt. Jasne, że nie jest fajnie, że trafia do szpitala w ferie, tak jak wtedy w wakacje, ale może to i lepiej, bo nie straci lekcji i znów powalczy z nowym sprzętem o kolejne stypendium. I jeszcze jedno - moja kochana córeczka dba o karierę zawodową ojca - zawsze wstrzeli się z operacjami tak, żeby być już naprawiona po zabiegu przed wielką imprezą sportową (tym razem igrzyska). Inaczej tata musiałby dzielić czas w nocy na spanie przy jej szpitalnym łóżku z transmisjami z eliminacji curlingu z Pjongczang.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Zdecydowałem w tym miejscu pokazać również drugi numer konta. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód: Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą nie pozwala nam skorzystać z naszych pieniędzy przed ich wydaniem. A rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot nawet kilka tygodni. Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.
Wg. najnowszego orzecznictwa taka zbiórka w internecie nie jest zbiórką publiczną, więc nie wymaga posiadania pozwoleń.

Niemniej bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie inne wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani. Właśnie jest księgowana! Zawsze towarzyszy temu ogromna ulga i wdzięczność.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (to subkonto Fundacji):

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

BARDZO DZIĘKUJĘ

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52