Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ
Blog > Komentarze do wpisu

Szpital na kroplówce, nauczyciel po morfinie

Kontynuując wątek szkolny, wszak się zaraz szkoła kończy, napisałem w innym miejscu o zupełnie innej szkole. Szkole, która rozumie ból, umie uszanować cierpienie, akceptuje ograniczenia, ale nie popuszcza. I jest ostoją normalności w nienormalnych chwilach. Więcej tutaj, na tata.gazeta.pl: A fragmenty "przedpremierowo" oczywiście na naszym blogu, bo gdzieżby indziej.

***

Bardzo często jest pierwszą osobą, która dostrzega, że dziecko wraca do żywych. Zjawia się, gdy mały pacjent otworzy opuchnięte oko, może choć trochę unieść się na łóżku. Kroplówka dla dziecka przeszkodą nie jest żadną - może spływać w trakcie lekcji. Na koniec roku szkolnego Hania będzie miała: czwórkę z matematyki, piątkę z polskiego i historii, szóstkę z techniki i informatyki. Nie wiem jeszcze co wystawi jej nauczyciel z przyrody (pani była na wycieczce szkolnej) i angielskiego. Stopnie moja prymuska zaczęła zbierać już w szpitalu. Dla kogoś kto nie miał nieprzyjemności bycia z dzieckiem w placówce służby zdrowia (i dobrze!) może to dość dziwne, zaskakujące. Po przyjęciu na oddział Hania najczęściej nie ma ochoty jeść, śmiać się, mówić, o wkuwaniu nie wspominając. Kładzie się na łóżku w jednej z ośmiu doskonale znanych jej sal na neurochirurgii Centrum Zdrowia Dziecka, ociera łzy, które popłynęły w trakcie zakłucia portu pod obojczykiem i czeka, aż kroplówka zacznie działać.

Wtedy w drzwiach zjawia się osoba w żółtym. Nauczyciel. Pyta kto leży w tej sali (czasem są trzy zapełnione łóżka), i która to klasa. Gdy trafi na „swojego ucznia” (O! Cześć Hania, znowu u nas? Ja się czujesz? Pouczymy się? Masz swoje książki?), siada koło chorego dziecka i zaczyna się lekcja.

Ojca Raj, Hanna Raj

Pewnie ktoś teraz pomyśli: Co to za lekcje, fikcja jakaś. Oczywiście są różni nauczyciele, tak w szkole jak i w szpitalu. Ale mają swoje obowiązki, 10 pięter instytutu i kilkuset małych pacjentów do odwiedzenia. Niektórzy robią lekcję szybko i stawiają stopnie za – jak się wydaje Hani – małe rzeczy. Inni, jak nauczycielka historii, nigdy nie daje ocen na pierwszych zajęciach. Tak było z Hanią w szpitalu ostatnim razem. Pani od historii przyszła przed krojeniem pleców, operacją rdzenia kręgowego. Gdy moja córka się obudziła po zabiegu i wróciła z sali pooperacyjnej na oddział, nauczycielka też wróciła i sprawdziła, czy zadane lekcje zostały zrobione. Pamiętam, bo razem się uczyliśmy o Grekach, demokracji, wyborach i Akropolu. Nauczyciele w CZD wystawiają stopnie, które spisane na specjalnym arkuszu trafiają potem do szkoły Hani.

To są bardzo specjalne chwile, silnie emocjonalne dla rodzica siedzącego dzień i noc przy łóżku często nieprzytomnego dziecka. Pierwsze żarty z moją małą pacjentką najczęściej wymieniają pielęgniarki i pielęgniarz. Jeszcze wtedy leży, ledwo otwiera oczy. Morfina przestaje działać. Ale już jest wesoło, jeśli oczywiście nie boli. A potem przychodzi nauczyciel i pyta: Hania? Masz ochotę na lekcję? Masz książki? – Tak, mam! Tato, czy mogę już usiąść? Książki są w plecaku pod łóżkiem.

Jednej rzeczy indywidualne nauczanie niestety nie umie zastąpić. W czwartek 1 czerwca moja 11-latka pojechała autokarem ze swoją klasą do kina. Dzień Dziecka był świetną okazją do zobaczenia się z kolegami i koleżankami. No i nie bolało. Po kinie rozmawialiśmy przez telefon. Hania opowiadała jednak o tym dniu jakby bez emocji. Spytałem więc szybko, czy coś się stało. Rozpłakała się. Dzieci z jej klasy jadą na zieloną szkołę, to był główny temat rozmów w autokarze. Na kajaki. Ona nie pojedzie, bo jeszcze nie jest dość silna i zdrowa. Nie da sobie rady, tak jak daje sobie z nauką.

**********************************************************************************************************

DRODZY PRZYJACIELE!

Po wielu miesiącach zastanawiania się i dylematów, postanowiłem udostępnić w tym miejscu również konto prywatne. Jeśli chcecie nam pomóc i ufacie, że podarowane pieniądze trafią do Hani, proszę skorzystajcie z tego numeru rachunku (z dopiskiem "dla Hani"):

13 1140 2017 0000 4702 0379 7818

Powód jest prozaiczny: Fundacja dzieciom Zdążyć z Pomocą nie daje pieniędzy przed ich wydaniem. Rozliczenia bezpośrednio z kontrahentami (np. dostawcą wózka inwalidzkiego) zdarzają się rzadko. Nie zawsze starcza, żeby założyć kilkaset czy kilka tysięcy złotych na jakiś cel. I potem czekać na zwrot. Ten proces zresztą też trwa strasznie długo - ostatnio dostaliśmy zwrot z konta Fundacji za wydatki poniesione i wysłane do refundacji w styczniu.
Na leki wydajemy blisko 1000 PLN miesięcznie, koszty dojazdu do szpitala (a Hania była w nim w samym tylko 2017 r. blisko 100 dni już) tę sumę co najmniej podwajają. Czasem normalnie nie starcza.

Rozumiem, że jest to zabezpieczenie przed nieuczciwymi osobami, którzy żerują na cierpieniu dzieci. Jeśli jednak uznacie, że jestem dość uczciwy, by nie oszukiwać własnej córki, możecie wybrać, na które konto wysłać pomoc.

Jednocześnie bardzo dziękuję za przekazanie 1% dla Hani w tym i poprzednich latach oraz wszystkie wpłaty na konto Fundacji. Kwota tam zbierana na pewno pomoże Hani w wielkich zakupach i być może kiedyś da szansę na nowatorską, nierefundowaną operację.

Jeśli nadal chcecie nam pomóc w ten sposób - będę szczęśliwy i wdzięczny (subkonto Fundacji):

61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję.

Bartek

wtorek, 06 czerwca 2017, bartosz.raj

Polecane wpisy

  • Duma

    Zamiast tysiąca słów ********************************************************************************************************** DRODZY PRZYJACIELE! Udostępniam

  • Ból

    Kryminały i thrillery czytam namiętnie , więc pisać bloga w tym stylu nie muszę. Zatem już na początku zapewniam - od ponad dwóch tygodni nie boli nic. A poniże

  • Ja wstaję!

    Krótko, emocjonalnie. Wciąż na wysokim poziomie odczuwanej radości. Pierwsza noc w domu. Nie odespała, bo wstała rano. Miała mieć przyrodę. Poprzedniego dnia c

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Justyna, *.25.131.176.static.3s.pl
2017/06/10 06:56:27
Myślę że te szpitalne lekcje są odskocznia od zwykłej szpitalnej codzienności, namiastka zwyczajnosci-takiej jaką mają zdrowe dzieci chodzace do "normalnej" szkoły. Życzę Hani tylko bardzo fajnych nauczycieli, życzliwych, prawdziwie zaangażowanych. Sprawa zielonej szkoły rzeczywiście przykra, rozumiem że Hania to mocno przeżywała. Podobną scenę rozpaczy przeżywałam ostatnio gdy mój 3,5 latek rozchorowal się dzień przed przedszkolna wycieczką. Oby w następnych kilkudniowych wycieczkach
Hania już mogła wziąć udział.
-
Gość: Ewa, *.tvk.torun.pl
2017/06/10 17:31:19
A może Hania jednak mogłaby pojechać na ten spływ gdybyś jej towarzyszył i płynął z nią w kajaku? "Fundacja Ducha" zabiera na spływy dzieciaki z wodogłowiem i rozszczepem kręgosłupa, więc nie jest to przeszkodą.

-
Gość: raj, *.agora.pl
2017/06/11 14:45:32
sam spływ nie jest żadną przeszkodą. była już na kajakach wiele razy, w tym na krutynii także, choć w ciut lepszej formie, ale chodzi o świadomość kilku wykluczen po drodze, bo jednak np. w leśnych podchodach nocnych wziąć udziału nie ma jak.
\
-
Gość: Ewa, *.tvk.torun.pl
2017/06/11 15:21:29
Z kolei Fundacja Mielnica w zamierzchłych latach 90tych (kiedy wózki inawalidzie były bardziej toporone niż dziś) organizowała nocne leśne podchochody dla niepełnosprawnych, gdzie zasasadą dr Janaszka było, że nie wyklucza się nikogo, także tych nie trzymających głowy. Wolontariusze pocili się jak konie na wetermie, i ty pewnie podobnie byś się spocił, ale również może być wykonalne. A nawet jeśli nie, to przecież lepiej mieć połowę niż nic. Piszę z własnego doświadczenia, też jestem niepełnosprawna i też chodziłam do zwykłej szkoły. Na kilkudniowe wycieczki szkolne jeżdziłam z mamą i dzięki temu chociaż połowie tego co inni mogłam uczestniczyć, a jak się czegoś nie dało to w tym czasie własny program z mamą. Pogadaj z Hanią może, może przystanie na ten pomysł. I tak najwajniejsze na wycieczkach są wieczory i nocowanie przecież. ;-)
-
Gość: snhtewm, *.dab.02.net
2017/06/13 11:01:51
Chwilowo leżę w szpitalu i mam dużo czasu także przeczytałem wszystkie wpisy tutaj i na Gazeta.pl - całej rodzinie życzę zdrowia i wytrwałości!
Jako dziecko spędziłem dużo czasu w CZD i mogę śmiało powiedzieć, że lekcje były czymś na co czekaliśmy z utęsknieniem! Duży szacun dla nauczycieli w szpitalach za to co robią dla chorych dzieci!
-
2017/06/14 00:09:44
Przekaz Hani, ze w irlandzkiej szkole nie ma zielonych szkol. Nawet wycieczek. Raz do roku dzieci jada na duzy basen ze zjezdzalniami. Moja corka Gaja, ktorej opowiedzialam o Hani poprosila zebys jej przekazal, jak wyglada szkola w Irlandii. Gaja ma 11 lat. Chodzi do czwartej klasy. Szkoly sa podzielone, do jednej chodza tylko dziewczynki, do drugiej chlopcy. Lekcje zaczynaja sie o 9, a koncza o 14.30. Sa tylko dwie przerwy, jedna trwa 15 minut, druga prawie godzine. W piatki nie zadaja lekcji i tego dnia mozna zabrac do szkoly cos slodkiego. Musza chodzic w mundurkach i kazda szkola ma inne. Gaja ubiera biala bluzke, granatowa sukienke, sweterek i obowiazkowy krawat. W dniu sportowym ma granatowy dres. Uczy sie matematyki, angielskiego, irlandzkiego i plastyki. Na wuefie graja w pilke nozna, reczna, hokej - graja kamieniami bo tutaj nie ma lodowiska i hurling - narodowy sport Irlandczykow. I nie ma swietlicy. A po szkole prawie sie nie widuje z kolezankami, bo tutaj nie ma takiego zwyczaju. Czasami tylko pojedzie do kolezanki na dwa dni, albo jej kolezanka przyjedzie do niej. Aha, w szkole ucza tylko panie.I nie zmienia sie obuwia. I ostatnie - ucza sie spiewu, a potem, raz do roku, na Gwiazdke przygotowuja przedstawienie, na ktorym pieknie spiewaja. Tutaj w Irlandii mowimy - nie mysl o tym, czego nie mozesz zrobic, tylko o tym co mozesz zrobic teraz. Pozdrawiamy z deszczowej Irlandii. Aga i Gaja