Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ
Blog > Komentarze do wpisu

22. Moja szczęśliwa liczba. I oby jej

Prowadząc samochód komórki nie można odbierać. Chyba, że na wyświetlaczu kątem oka widzisz, że dzwoni „Neurochirurgia”. Telefon, na który czekałeś, i który mimo wszystko nie oznacza złych wiadomości.

Gdy to piszę moja starsza córka jest „już” od dwóch tygodni w domu. To najdłużej w tym roku, który głównie spędziła w szpitalu. Po ostatniej operacji wiedziałem, że zaraz tam wróci, bo lekarze zamówili dla niej nową zastawkę - pompkę umieszczoną w główce. Poprzednie (miała ich kilka) nie radziły sobie z jej chorobą. Albo działały niedostatecznie dobrze, albo wręcz za dobrze, przepompowując za dużo płynu i powodując kłopoty. To szczegóły, ale najważniejsze jest to, że potrzebna jest taka, która z główki wypompuje nie za dużo, za to z jam wokół kręgosłupa wypompuje dostatecznie, by jej nie bolało i by zniknęło ryzyko osłabienia rąk. Dziś gdy siedzi nic jej nie boli i czuje się dobrze, ale w nocy czasem pojawia się silny ból wysoko na górze pleców.

IMG_20170319_185120_654
Telefon z neurochirurgii był więc ważny.
Odebrałem. Hania zostaje przyjęta do Centrum Zdrowia Dziecka w niedzielę 2 kwietnia. ta data kojarzy mi się bardzo dobrze, ale o tym innym razem. Następnego dnia jest wpisana na operację. Normalnie byłaby to sytuacja słaba, kiedy wiesz, że wszystkie wspólne plany trzeba ponownie zweryfikować, ustawić na nowo, podporządkować trybowi szpitalnemu. Ale ona nie była smutna, gdy rozmawialiśmy o tym, co się stanie. Wręcz - po policzeniu dni, ile jeszcze się wyśpi w domu - wciąż pozostała w niezłym humorze. Jest taka mądra. Wie, że ta zastawka nowa, zwana syfonem, ze sterowanym ciśnieniem, jest szansą na w miarę normalną egzystencję. Na wyrównanie szans w walce z towarzysząca nowotworowi chorobą, prymitywnie zwaną przeze mnie „jamami”. Po za tym bała się, że sprzęt przyjdzie do szpitala na tyle późno, że zabieg wypadnie jej w okolicach świąt. Raz już spędziliśmy Wielkanoc w CZD. Teraz jest nadzieja, że zdąży - o ile nie będzie żadnych komplikacji - jeszcze przed świętami wrócić do domu.

Oczywiście nie nastawiam się. Poprzednio była w szpitalu miesiąc, bo nie wszystko szło zgodnie z planem, a już po operacji pojawiły się trwające ponad tydzień uporczywe zawroty głowy i wymioty. W zasadzie to po obrazie rezonansu (na którym wyszło, że jamy po wymianie zastawki ponownie się wypełniły, cholera!) mogła zostać w szpitalu, ale lekarze dali możliwość powrotu, o ile będziemy sobie radzili z bólem. Radzimy sobie. Hania daje radę. A do szpitala mamy blisko.

Zatem plan jest taki, że w niedzielę się wyśpi i jedziemy na Izbę Przyjęć. Potem pobranie krwi, inne badania i jak wszystko będzie ok - operacja w poniedziałek. Zazwyczaj goi się to szybko i oby tak było również tym razem. Pewnie kolejny rezonans będzie, żeby zobaczyć, czy cokolwiek się zmienia na korzyść. To już 22. operacja Hani w ciągu pięć lat. Zawsze wydawało mi się, że to moja szczęśliwa liczba, ciągle jakoś mi się plątała w okolicy. Szczęśliwa liczba, szczęśliwa data, bardzo bym chciał, żeby były też szczęśliwe dla córki, choć wiemy doskonale, że ten jej licznik jeszcze się nie zatrzyma.

**********************************************************************************************************

1 % dla Hani
W formularzu PIT wpiszcie numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podajcie: 18757 Raj Hanna

Jeśli już się rozliczyliście a i tak chcecie nam pomóc - będę szczęśliwy i wdzięczny (to też subkonto Fundacji, nie prywatne):
BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660
z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Bardzo dziękuję!

środa, 29 marca 2017, bartosz.raj

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/03/29 18:58:47
Trzymamy kciuki, że plan który zakładacie, wejdzie w życie bez żadnych zakrętów :)
Hmmm.. Niby to dziwne ale zawsze dla mnie znakiem rozpoznawczym Twojego bloga było znienawidzone słowo "womity". Teraz piszesz normalnie - "wymioty". Dojrzałość, czy po prostu życie? :)
-
Gość: , *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2017/03/29 23:27:40
O nie, z womitowania nie zrezygnuje. :) Oby Hania zrezygnowała.
-
Gość: iwona, *.dynamic.mm.pl
2017/03/30 07:18:10
Siła bije z tego posta i pozytywny taki jest. Wiosna będzie Wasza!!! Pozdrawiam :-)
-
Gość: maks, *.117.149.202.static.3s.pl
2017/03/30 10:56:30
Bartoszu,
wracając do wpisu "Co Wy możecie wiedzieć?", mam taką refleksję, że opisywanie mierzenia się z bezsilnością jest dla nas - tu zaglądających - niezwykle istotne. Dojrzałość Hani, Twoja mądrość, świadectwo bycia rodzicem, to wszystko pozwala spojrzeć na swoje życie w kontekście tego co najważniejsze.
Jakby to banalnie nie zabrzmiało, życzę Wam zmiany na lepsze, siły i wytrwałości.
Ja tu jestem i myślę o Was.
-
Gość: , 213.25.143.*
2017/03/31 15:12:26
Czytałam kiedyś coś w stylu: po co jest cierpienie w życiu? Po co strach, choroby, niezawinione, niesprawnie? Padła tam odpowiedź, że dopiero w ciemności widać światło. Wtedy uznałam tą wypowiedź za głupią, okrutną i niewystarczającą.
Dziś, gdy od kilu lat czytam Twojego bloga i patrzę w błękitne oczy Ikonek na zdjęciach - mam taką refleksję, że przy całej tej paskudnej chorobie i wieloletniej walce - jedna prawda przebija się z każdego postu, każdego zdjęcia - miłość. Twoja do dziewczynek, ich do Ciebie. Przepiękna, bezinteresowna, prawdziwa, silna, niezmienna, wypróbowana na milion sposobów, zwycięska. Ciężko to oddać w słowa, ciężko napisać - ale siła miłości bijącej z Twojego bloga jest przepotężna, hipnotyzująca. Ma moc nauczyć innych żyć, nauczyć co tak naprawdę jest najważniejsze w życiu. Wierzę, że Hania wyzdrowieje i będzie najpiękniejszą, najmądrzejszą i najwspanialsza kobieta na świecie. Mocno ściskam.
-
Gość: Bibi1, *.opera-mini.net
2017/04/03 11:56:28
Zaglądnąłem na początkowe wpisy tego bloga i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to co się dzieje z Twoim dzieckiem to konsekwencja Twojego wyjątkowego świrowania na jego punkcie. Życie chce sprowadzić Cię na ziemię.
-
2017/04/03 15:48:41
Bardzo to mądre. Jestem już na ziemi. To teraz samo minie?
-
2017/04/03 16:10:41
Bibi, idąc Twoim tokiem rozumowania (Wtf?).. Czy to znaczy że dzieci które nie są kochane do granic możliwości przez swoich rodziców, których rodzice nie stawiają na piedestał są zdrowe i nie chorują?
Że to nasza miłość i uwielbienie do nich chce nas sprowadzić na ziemię i przetrzepać po dupie ?
Poważnie?..
-
2017/04/25 21:46:46
Oj jak dobrze, iż jednak to świrowanie nie przeszło, ześlij o Panie taką świrniętą miłość na każdego rodzica, może w końcu będzie mniej 3- miesięcznych dzieci z "przypadkowymi" siniakami np.