Co należy zrobić po upadku? To co robią dzieci: PODNIEŚĆ SIĘ
Blog > Komentarze do wpisu

Port zamontowany. Narkoza, histeria, amok i cudowne ozdrowienie

Jak zwykle było zupełnie nie tak, jak sobie to wyobrażałem. Może od końca. Jesteśmy w domu. Hania leży właśnie po kurczaku z ryżem na kanapie w gorsecie i odpoczywa oglądając głupoty w TV. Obok Majka, która zrobiła lekcje i bałagan z klocków lego, zafundowanych jeszcze nie obolałej jeszcze w szpitalu. Obolałej? Na pewno teraz tak, ale też dosłownie przed sekundą przerwałem stukanie, aby popatrzeć, jak w trybie zwolnionego replay schyla się z kanapy po nadgryzionego czekoladowego zająca i potem ręką, u nasady której zakotwiczył port, odpycha się by na łoże wrócić. Nie jest chyba źle, ostatni przeciwbólowy wstrzyknięty został wszak o 14.

IMAG0616_1

Oddział Onkologii w CZD jest ogromny. Wyobrażałem sobie, nachodząc owe mityczne 7. piętro okazjonalnie, że panuje tam cisza, spokój, że dzieci leżą, pompy pracują, rodzice się smucą. Ale nie. Na dwóch długich korytarzach w kilkunastu salach dokazuje kilkadziesiąt dzieci w różnym wieku, wiele bez włosów, ale nie wszystkie. Wiele osób się zna, wiele tu wróciło po jakimś czasie, niektóre maluchy wiedzą lepiej co robi pompa jak piszczy i co się robi przy jakiej chemioterapii etc. Na korytarzach ruch większy niż na Marszałkowskiej. Na rowerkach, z wózkami, ze stojakami na których wiszą kilku litrowe wory pełne chemikaliów, przyszłość narodu śmiga od stołówki po świetlicę, między salami, gabinetami, łazienkami. Rozmowy nie ustają długo w noc, inaczej niż na neurochirurgii, gdzie w zasadzie o 21 większość pacjentów spała.

Hanuta o 21 w czwartek też nie spała. Przed 19, po 9 godzinach postu, zabrano ją wreszcie na salę operacyjną, jak prawie zawsze pojechała bez mrugnięcia okiem. Zdążyliśmy już wtedy ułożyć dwie z czterech torebek nowego lego. Zabieg jak zwykle odbył się bez komplikacji i nie jak zwykle bardzo szybko. Już po 20 zawołano na dół, zaskakujące, że pozwolono być przy jej wybudzaniu. To nowość. Jak się okazało było to jedno wielkie g..., a nie wybudzenie, bo Hania rzeczywiście miała otwarte oczy i czuła, ale głównie coś co w kooperacji ze skutkami narkozy doprowadziło ją do amoku. Krzyczała, że boli, rzucała się, dostała trwającej blisko godzinę histerii, nie umiałem jej ani pomóc, ani uspokoić. Leki przeciwbólowe płynęły, ona wyła i łkała, dostała też lek na uspokojenie. Wreszcie gdzieś ok. 21.45 usnęła. "Nie mów do mnie Hania, to nie pomaga!", "Nie, nie zasnę, boli!", "Boli, słyszysz!?". Kilka razy dostałem pięścią i z liścia w twarz. To nie było fajne. To było straszne.

IMAG06241

Zdenerwowany wylałem złość na pielęgniarkach. Że jak to do cholery możliwe, że dziecko śpi jak zabite i budzi się ze śmiechem po rozcięciu pleców i rozebraniu ośmiu kręgów, a po głupim wsadzeniu portu pod skórę wyje z bólu? Na pewno popełniono jakiś błąd, bo nie przewidziano, że zestresowana, głodna, i na wpół wybudzona Hanka dostanie szału. Teraz będą już wiedzieć. Gdy zasnęła przez godzinę jeszcze patrzyłem jaka to duża już i ładna dziewczyna. Pojechałem do domu i ok. 23 zaśpiewał telefon i wyświetliło się "Hania". Córka się obudziła nowym człowiekiem, powiedziała mi, że nie pamięta niczego od układania lego, że przeprasza za walenie w pysk i że mnie kocha. Ja jak zwykle odparłem - już topniejąc całkiem - że kocham ją bardziej, a ona na to, żebym się w takiej chwili nie licytował, bo ona i tak kocha mnie zawsze 1000 razy bardziej niż ja ją. Wyparowałem doszczętnie. Spałem jak dziecko.

IMAG0626

Ona od północy też. Rano ruszała się na łóżku jakby połknęła kij, lub co najmniej ręka u nasady której zakotwiczył port była naderwana. Ja to nazywam stanem na replayu, kiedy wszystko robi bardzo wolno i delikatnie. Dostała przeciwbólowe, dostała przeciwwymiotne, dostała chemię nr. 5, dostała nowy opatrunek. Nie wiem jakim cudem, ale założyliśmy gorset i okazało się, że rzeczywiście nigdzie do rany nie przywiera. Na wyjściu ze szpitala trzasnęliśmy termometrem w głowę, 37 st. C, w drodze zjedliśmy frytki, w domu kurczaka, ułożyliśmy rozwalone w podróży Lego, poopalaliśmy się jeszcze pół godziny w zachodzącym słońcu. W sobotę ma być ponad 20 st. C, przeciwbólowe dwie flaszki przygotowane na noc, jestem bardzo dobrej myśli.

 IMAG06281

Patrzę na nią. Drapie się ręką, u nasady której wiecie co, po pupie. "Tata wiesz, jak mnie swędzi, to staram się podrapać tą ręką, żeby ją wyćwiczyć". Ja ją jednak kocham bardziej. I Majkę, która dla siostry nie ma żadnej taryfy ulgowej (i dobrze!) też.

HANIA JEST PODOPIECZNĄ FUNDACJI DZIECIOM ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ (link)

1 % dla Hani
W formularzu PIT wpisz numer KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%”
podaj: 18757 Raj Hanna

Inne wpłaty dla Hani
BPH S.A. 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

z dopiskiem: 18757 Raj Hanna - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.

Bardzo dziękujemy!

piątek, 10 kwietnia 2015, bartosz.raj

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Aśka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/04/10 19:54:11
To rzeczywiście śliczna dziewczyna... Oby Bartku już takich akcji jak ta o której piszesz więcej nie było. Dobrze, że Hania pamięta z niej tylko lego. Nie wiem jak to się dzieje ale dzieciaki po tych krótkich narkozach jakoś gorzej funkcjonują, niż po tych dobieranych do wielogodzinnych operacji, jakieś płacze dziwne stany lękowe. Tak na marginesie pewnie dobrze spojrzeć w dokumentację co dostała wczoraj do znieczulenia i w przyszłości omijać ten preparat lub zmienić jego dawkowanie. Taką wiedzę dobrze gromadzić, co kiedy dostała do uśpienia w jakiej dawce, co dobrze tolerowała. To jest b. ważne info dla anastezjologa, który im więcej wie o danym organizmie tym lepiej może dobrać narkozę. Trzymaj się dzielnie myślami jesteśmy z Tobą.
-
Gość: Ula, 195.94.194.*
2015/04/10 20:30:25
Wierzę, ze wrażenia po wybudzeniu były okropne. Moja córka w czasie leczenia białaczki miała wiele krótkich sedacji, przy punkcjach, podaniach chemii do kanału kręgowego czy założeniu i usunięciu portu. Zawsze byłam przy jej wybudzeniu i zawsze niespodzianką było to jak bedzie przebiegać. Było rożnie - od radości i śmiechu oraz dziękowania lekarzom i pielęgniarkom poprzez spokojne wybudzanie z marudzeniem o jedzenie i możliwość siedzenia aż po napady agresji i szał i obrażanie wszystkich obecnych. Do rękoczynów tez raz doszło;) straszne to działanie leków.
Dzielna jest Hania niesłychanie. Port jest dobrodziejstwem, nie bedzie kłucia. Zwracaj proszę uwagę na sterylność wejścia portu, bardzo łatwo doprowadzić do zakażenia, co przy chemii jest niebezpieczne. I niesie za sobą ryzyko natychmiastowego usunięcia portu i założenia następnego. Nieustannie trzymam kciuki i podziwiam dziewczyny. Obie:)

-
Gość: Ania, *.adsl.inetia.pl
2015/04/11 10:59:19
Odwiedzam CZD co miesiąc z synem - chory, ale nie onkologicznie, natomiast wymaga comiesiecznych wlewów leku. Za kazdym razem pocieszam sie ze wchodzimy i tego samego dnia wychodzimy, ale i tak jestem chora jadąc tam i wk!@#$a mnie niesamowicie koniecznosc tych comiesiecznych wycieczek,bo przeciez inne dzieci w tym czasie sie bawią, skaczą, uczą, a moje dziecko wyrywa mi sie z rąk przy kolejnym wenflonie mimo ze nie boli... Nie mam pojęcia jak dajesz radę, choć wiadomo, ze jak nie ma wyjścia, to się człowiek do każdych warunków dostosuje... Zyczę Hance zdrowia, oby wszystko zadziałało według planu i dało jej dłuuugie lata w szczesciu. A Tobie sił, cierpliwości i zdrowia Córek. Pozdrawiam i niezmiennie trzymam kciuki.
-
Gość: P., *.dynamic.chello.pl
2015/04/12 16:08:51
No tak, dostalo sie jak zwykle nam, pielegniarkom. Osobom, ktore nie maja wplywu na to ile godzin pacjent byl na glodzie przed operacja, poniewaz nie sa to ich zalecenia tylko lekarza prowadzacego. Nie mamy tez wplywu na to, jak poszla narkoza, poniewaz nie jestemy anestezjologami. Nie mamy tez wplywu na to, o ktorej bedzie operacja, bo to zalezy od chirurga oraz wolnej sali operacyjnej. A jednak dostaje nam sie co chwile - od lekarzy, ktorzy swoje przepracowanie wyladowuja na nas; od rodzicow, ktorzy swoj strach o dziecko rowniez wyladowuja na nas. A mimo wszystko wykonujemy swoja prace, ze groszowe wynagrodzenie, z dedykacja i najlepiej jak umiemy. A warunki pielegniarek naprawde sa ciezkie. Ale czy to znaczy ze nasza frustracje tez mamy jakos, na kims badz na czyms wyladowac? A na kim? Na pacjentach? Na tych niewinnych chorych dzieciach ktorych rodzice na nas sie wyzywaja? Oczywiscie, ze nie. Kolejne ciosy przyjmujemy i wracamy do swoich obowiazkow, bo rozumiemy, ze nerwy ludziom puszczaja, ze strach o wlasne dziecko jest tym najgorszym, jaki istnieje. Ale nastepnym razem moze warto sie zastanowic, czy naprawde nie ma mozliwosci wyladowac tych negatywnych emocji w inny sposob, nawet przeklinajac pod nosem, placzac, krzyczac na parkingu przed szpitalem, cokolwiek, zamiast znow nam dokopac i dolozyc zmartwien i sprawic ogromna przykrosc. Oczywiscie, jesli tak sie zdazy, ze nam sie znow dostanie - prosze sie nie martwic, my nie bedziemy sie wyzywac na pacjentach ani na nikim innym, tylko znowu 'zrozumiemy' ze przeciez sytuacja jest ciezka. Bo jest. Ale prosze, bardzo prosze, choc czasem sprobowac sie zastanowic, czy to rzeczywiscie pielegniarka ponosi odpowiedzialnosc za decyzje chirurgow, anestezjologow, lekarzy prowadzacych. Tymczasem zycze zdrowia dla Panskiej cory, i oby jak najlepiej i najszybciej sie wykaraskala z tej paskudnej choroby. Pozdrawiam.
-
2015/04/12 19:37:06
@P. Rozumiejąc cały powyższy pani wpis i w większości się z nim zgadzając dodam tylko, że owszem - w chwili skrajnego zdenerwowania wyładowałem złość na podających leki przeciwbólowe, po kilku minutach, przeprosiłem za swoje zachowanie. Pozdrawiam serdecznie i polecam ten wpis: hantek.blox.pl/2014/12/Hanuta-dziekuje-online-i-w-realu-Like-it.html i nie tylko ten, w którym wydaje mi się, że jasno daję znać, z jak wielkim podziwem traktuję pracę i poświęcenie pielęgniarek i pielęgniarzy.